**Dziecięce urazy**
Zosia rozłożyła płatki owsiane na talerze, a na talerzu syna zrobiła z konfiturą śmieszną buźkę.
– Panowie! Śniadanie gotowe! – zawołała, nalewając do kubków świeżo zaparzoną herbatę.
Kuba usiadł przy stole i niechętnie spojrzał na talerz.
– Nie lubię owsianki – mruknął.
– Jakie to nowości? Płatki są zdrowe. Jeśli chcesz iść na lodowisko, musisz porządnie zjeść – rzekł Grzegorz, siadając naprzeciw syna. Wziął łyżkę, nabrał trochę owsianki i włożył do ust. – Mmm… Pyszne. Nasza mama to czarodziejka. Wierz mi, nikt nie robi takiej owsianki jak ona.
Kuba spojrzał na ojca z niedowierzaniem, ale też wziął łyżkę. Gdy skończył, Zosia zabrała pusty talerz i przysunęła mu kubek z herbatą.
– Coś się stało? – zapytała męża. – Ostatnio jesteś taki zamyślony. Kłopoty w pracy?
– Zjadłem wszystko! Kiedy idziemy na lodowisko? – uradował się Kuba.
– Idź, pobaw się chwilę. Muszę porozmawiać z mamą – Grzegzor złapał niezadowolone spojrzenie syna. – Trochę później. Idź już.
Zosia przez moment miała wrażenie, że czyta w myślach Kuby. Chłopiec zastanawiał się, czy ma się rozpłakać, bo lodowisko może „wylecieć” po tej rozmowie, czy pójść do pokoju i tam się męczyć niepewnością. Uśmiechnęła się do niego i skinęła głową, jakby mówiąc: „Spokojnie, będzie lodowisko, tylko później”.
Kuba zsunął się z krzesełka i wyszedł z kuchni z obrażoną miną.
– Więc co cię gryzie? – Zosia zajęła miejsce syna.
– Nie wiem, od czego zacząć. Sam nie rozumiem – powiedział Grzegorz, kręcąc kubkiem po stole.
– Masz kochankę? Chcesz do niej odejść? – zapytała Zosia wprost.
– Zosiu, co ty wygadujesz? Jak ci to w ogóle przyszło do głowy? – oburzył się Grzegorz.
– A co mam myśleć? Jeśli w pracy wszystko gra, to co cię tak męczy? – Zosia traciła cierpliwość. – Wczoraj prosiłam, żebyś wyniósł śmieci. Skinąłeś głową, ale o śmieciach zapomniałeś. Jesteś roztrzepany. Mów, tylko nie kłam – uprzedziła go.
Grzegorz spojrzał na żonę poważnie.
– Odwiedziła mnie matka – w końcu wykrztusił.
Zosia widziała, że te słowa kosztowały go wiele.
– We śnie? I co ci przekazała z tamtego świata, że wyprowadziła cię z równowagi na kilka dni? – zażartowała.
– Nie, nie we śnie. Żywa – Grzegorz gwałtownie odsunął kubek. Herbata rozlała się po stole. Zosia zerwała się, złapała gąbkę i szybko wytrZosia przytuliła męża mocno, czując, że czas najwyższy, by porozmawiać z matką i zamknąć dawne rany.



