Dziecięce urazy
Zosia rozłożyła owsiankę na talerze, a w porcji syna zrobiła z konfiturą uśmiechniętą buźkę.
— Panowie! Śniadanie gotowe! — zawołała, nalewając do kubków świeżo zaparzoną herbatę.
Kuba usiadł przy stole i spojrzał na talerz z wyraźnym niezadowoleniem.
— Nie lubię owsianki — mruknął.
— Co to za nowość? Płatki są zdrowe. Jeśli chcesz iść na lodowisko, trzeba najpierw porządnie zjeść — powiedział Jakub, siadając naprzeciw syna, nabierając porcję i wkładając ją do ust.
— Mmm… Pyszne. Nasza mama to czarodziejka. Uwierz mi, nikt nie robi tak dobrej owsianki jak ona.
Kuba spojrzał na ojca z niedowierzaniem, ale i on wziął łyżkę do ręki. Gdy skończył, Zosia zabrała pusty talerz i przysunęła mu kubek z herbatą.
— Coś się stało? — zapytała męża. — Ostatnio jesteś taki zamyślony. Problemy w pracy?
— Zjadłem wszystko! Kiedy idziemy na lodowisko? — uradował się Kuba.
— Idź się pobawić. Muszę porozmawiać z mamą — Jakub złapał niezadowolone spojrzenie syna. — Za chwilę. Idź.
Zosia przez chwilę miała wrażenie, że czyta w myślach syna. Chłopiec zastanawiał się, czy ma się rozpłakać, bo lodowisko może przepaść przez rozmowę rodziców, czy wyjść do pokoju i tam się męczyć niepewnością. Uśmiechnęła się do niego i skinęła głową, potwierdzając, że lodowisko będzie, tylko później.
Kuba zsunął się z krzesełka i wyszedł z kuchni, dumnie unosząc podbródek.
— Więc co cię gryzie? — Zosia zajęła miejsce syna.
— Nie wiem, jak zacząć. Sam już nic nie rozumiem — Jakub pokręcił kubkiem po stole.
— Masz kochankę? Chcesz do niej odejść? — spytała Zosia wprost.
— Co? Jak ci to w ogóle przyszło do głowy?! — Jakub wybuchł oburzeniem.
— A co mam myśleć? Jeśli w pracy wszystko gra, to co cię tak martwi? — Zosia zaczynała tracić cierpliwość. — Wczoraj prosiłam, żebyś wyniósł śmieci. Kiwnąłeś głową, ale o śmieciach zapomniałeś. Jesteś rozkojarzony. Mów, tylko nie kłam — ostrzegła.
Jakub uważnie spojrzał na żonę.
— Przyszła do mnie matka — w końcu wycedził.
Zosia widziała, że każde słowo przychodzi mu z trudem.
— We śnie? I co ci przekazała z tamtego świata, że od kilku dni jesteś nie do poznania? — zażartowała.
— Nie, nie we śnie. Żywa. — Jakub gwałtownie odsunął kubek.
Herbata wylała się na stół. Zosia zerwała się, chwyciła gąbkę i wytrzeła kałużę.
— Przecież nie żyje. Czy cały ten czas mnie okłamywałeś? — Rzuciła gąbkę do zlewu i wróciła na krzesło.
— Nie kłamałem. Nie rozumiesz? Dla mnie naprawdę umarła — odparł Jakub, irytując się niezrozumieniem żony.
— Dobrze, po kolei. Umarła, żywa… Wytłumacz. Słucham.
— Co mam tłumaczyć? Miałem wtedy może dziesięć lat. Ojciec pił. Często się z mamą kłócili. Była piękna, a on bardzo o nią zazdrosny. Czasem nawet podnosił na nią rękę. Mama zakrywała siniaki, ale ja je widziałem.
Tamtego dnia ojciec wrócił mocno pijany. Zaczął oskarżać mamę, że pije przez nią. Mama najpierw milczała, ale to chyba go wkurzało. Poszedłem do swojego pokoju, słyszałem, jak się kłócą. Nagle coś ciężkiego upadło i zrobiło się cicho. Poczekałem chwilę i wyszedłem. Ojciec leżał na podłodze z rozrzuconymi rękami. Z głowy sączyła mu się krew. A mama… Stała nad nim, zakrywając usta dłońmi.
Zauważyła mnie i wypchnęła z kuchni. Powiedziała, że ojciec tylko się przewrócił, że zaraz wezwie karetkę. Ale przyjechała policja. Mama wyszła z nimi, mówiąc, że wróci, żebym poczekał na ciocię Hankę. To była starsza siostra ojca. Siedziałem w przedpokoju, aż przyjechała.
Płakała nad ojcem, nazywała mamę morderczynią, mówiła, że jej miejsce w więzieniu. Potem kazała mi spakować rzeczy i powiedziała, że będę mieszkać u niej. Co mogłem zrobić?
Opowiadała mi wiele złego o mamie. Nie wierzyłem, krzyczałem, że mama jest dobra, że kochała ojca, że nie miała żadnych kochanków. Ale nikt mnie nie słuchał. A wujek Tomek, mąż cioci Hanki, poradził mi, żebym nikomu nie mówił, co się stało. Niech wszyscy myślą, że rodzice zginęli w wypadku — powiedział. Bo w szkole dokuczaliby mi przez matkę-morderczynię.
Mama nigdy po mnie nie przyszła, nie pisała, nie dzwoniła. I przestałem na nią czekać. Karmili mnie, ubierali, ale nie kochali. Czułem, że jestem cioci niepotrzebny.
Pewnego dnia wziąłem z jej portfela dziesięć złotych. Nie pamiętam, na co. Pieniędzy mi nie dawali. Zauważyła i uderzyła mnie. Powiedziała, że jeśli jeszcze raz ukradnę, wyśle mnie do domu dziecka.
Czekałem tylko, aż dorosnę i stąd ucieknę. Nie wiem, jak nie zostałem chuliganem albo narkomanem. Po szkole przyjechałam tutaj, poszedłem na studia, poznałem ciebie.
Tak przywykłem do kłamstwa, że rodzice zginęli, że nawet tobie nie powiedziałem prawdy. Bałem się, że przestaniesz mnie kochać, jeśli dowiesz się, że jestem synem morderczyni.
— Boże, ile ty przeszedłeś… — Zosia położyła dłoń na dłoni męża. — Nigdy więcej jej nie widziałeś? Mamy?
— Nie. Gdy trzy dni temu przyszła do mojej pracy, nie poznałem jej, ale od razu wiedziałem, że to ona. PoczNastępnego dnia Jakub stanął przed drzwiami matki, a serce biło mu tak głośno, że prawie zagłuszało cichy dźwięk dzwonka, który właśnie nacisnął.



