Druga szansa

**Drugi raz**

„Jolanto, idziesz do domu?” – przyjaciółka Weronika niecierpliwie stukała maniciurowanymi paznokciami w blat biurka.

„Nie, jeszcze zostanę. Mąż miał po mnie zajrzeć” – bezczelnie skłamała Jolanta.

„No, jak chcesz. Do jutra” – kołysząc biodrami, Weronika wyszła z pokoju.

Pracownicy jeden po drugim opuszczali biuro. Za drzwiami słychać było pośpieszne kroki i stukot obcasów. Jolanta wzięła telefon i zamyśliła się. „Pewnie już wypił parę piw i leży przed telewizorem, brzuchem do góry”. Westchnęła i nacisnęła przycisk wybierania. Po trzech długich sygnałach usłyszała mamrotanie telewizora i dopiero potem głos Witka:

„Halo?”

„Witek, leje, a ja mam zamszowe kozaki. Podjedź po mnie”.

„Jolu, wybacz, nie wiedziałem, że zadzwonisz, już piwo we mnie. Weź taksówkę” – odparł mąż.

„Jak zwykle. Nie spodziewałam się niczego innego po tobie. Nawiasem mówiąc, gdy się oświadczałeś, obiecywałeś, że będziesz mnie nosił na rękach”.

„Jolu, kotku, mecz…” – w tle rozległy się okrzyki kibiców, a Jolanta rozłączyła się.

Minęły już czasy, gdy mąż czekał na nią pod biurem. Wtedy nie miał samochodu, ale i tak codziennie po nią zaglądał. Jolanta westchnęła, wyłączyła komputer, ubrała się i wyszła z pokoju.

Ciszę korytarza przerwał stukot jej obcasów. Wszyscy już dawno wyszli. W holu na parterze przy recepcji stał zastępca dyrektora, Tomasz Zawadzki, i rozmawiał przez telefon. Wysoki, szczupły, w długim czarnym płaszczu wyglądał bardziej jak hollywoodzki aktor niż urzędnik średniego szczebla. Kobiety szeptały, że jest kawalerem.

Jolanta zawsze miała cięty język i stwierdziła, że pewnie coś z nim nie tak, skoro taki przystojniak wciąż sam.

„Spotyka się z modelką. Zapomniałam jak się nazywa. Często pojawia się na okładkach” – powiedziała wtedy Weronika, która znała wszystkie plotki.

Witek w młodości też był niczego sobie. Codziennie robił trzydzieści pompek na drążku na podwórku. A potem… Potem rozleniwił się, wciągnął w piwo, wyhodował brzuch. I każdego dnia, gdy Jolanta wracała z pracy, widziała tę samą scenę – Witek leżał na kanapie przed telewizorem, a na podłodze stała puszka piwa.

Już miała wyjść, gdy za plecami usłyszała przyjemny baryton, od którego przeszły ją ciarki.

„Jolanto Pawłowna, spóźniła się pani dzisiaj”.

„Myślałam, że mąż podjedzie, ale nie mógł” – odpowiedziała z uśmiechem, odwracając się.

Tomasz schował telefon do kieszeni płaszcza i podszedł do niej.

„Podwiozę panią” – otworzył drzwi, przepuszczając ją przodem.

„Nie, dziękuję. Wezmę taksówkę” – odmawiała Jolanta, wychodząc na ulicę.

Zatrzymała się na schodach, patrząc na kałuże i swoje modne zamszowe kozaki. Trudno, wiosna – ledwo śnieg stopniał, a już deszcze.

„Niech pani potraktuje to jako już zamówioną taksówkę” – Tomasz ujął ją pod rękę i poprowadził do swojego samochodu.

Jak tu odmówić? Szkoda, że żadna z koleżanek tego nie widziała – pozazdrościłyby. Kandydatek do podboju przystojniaka nie brakowało.

Tomasz wyłączył alarm i otworzył przed Jolantą drzwi surowego SUV-a. Lekko wskoczyła na wysoko ustawione siedzenie, z piskiem poprawiła spódnicę na kolanach i zawstydzona poprawiła włosy. Tomasz zamknął drzwi, obszedł samochód i usiadł za kierownicą.

„Od dłuższego czasu panią obserwuję. Jest pani wymagająca, ale nie przesadza, nikomu nie pobłaża. Myślę, że mogłaby pani objąć dział marketingu”.

„A co z Ewą?” – zdziwiła się Jolanta, nie spodziewając się takiej propozycji.

„Czas na emeryturę. To dobra pracownica, ale nie nadąża za nowymi technologiami”.

Jolanta wierciła się na siedzeniu. Żal jej było Ewy. To ona uczyła ją pracy. Ale nie warto było odrzucać kuszącej oferty.

„Ma wkrótce ślub wnuka, chciała jeszcze odłożyć na jego mieszkanie” – powiedziała Jolanta z nutą smutku.

„To nie powinno pani obchodzić, szanowna pani Jolanto. Jeśli tylko o to chodzi, otrzyma godne odprawienie. Więc jak, zgadza się pani?”

Jolanta poczuła jego wzrok, śledzący jej profil. Chwilę patrzyła przed siebie, udając namysł. Gdy jednak odwróciła głowę, on już spoglądał przez przednią szybę.

Nagle zorientowała się, że samochód zaraz przejedzie obok jej domu.

„W prawo. Tu mieszkam” – przerwała ciszę. „Proszę zatrzymać się pod tamtym wejściem”.

Auto stanęło, ale Jolanta nie spieszyła się z wyjściem. Nie mogła znaleźć słów podziękowania.

„Może kiedyś zjemy razem obiad?” – wypowiedział magiczne słowa zastępca dyrektora.

Serce zabiło jej mocniej.

„Może” – odparła z figlarnym uśmiechem i wyskoczyła na mokry chodnik.

„Do jutra” – roześmiał się olśniewająco Tomasz.

Od jego głosu i uśmiechu zakręciło jej się w głowie. Tymczasem SUV już wyjeżdżał z podwórka, podskakując na wybojach, których u nas nie brakuje.

Nazajutrz na oczach całego biura poszli razem na obiad. Potem kolejne, później kolacje… A potem…

Nie trzeba mówić, co było dalej. A która młoda kobieta oprze się przystojniakowi? Jeśli taka jest, to tylko dlatego, że jej mąż jeszcze nie zdegenerował się do poziomu kanapowej poduszki.

Jolanta nie chodziła – fruwała, czując się pożądaną, zakochaną i młodszą o dziesięć lat. Życie przestało wydawać się szare i nudne. Tylko z każdym dniem widok Witka na kanapie wzbudzał coraz większą irytację i odrazę.

I tak dziś leżał przed telewizorem. Na podłodze niedopita butelka piwa. Jolanta miała ochotę kopnąć ją i wylać całą swoją złość razem z piwem na dywan. Ale sprzątać i tak musiałaby ona. Westchnęła i zaczęła się przebierać, ignorując jego uważne spojrzenie.

„Zmieniłaś się. Jakaś taka…” – Witek zamilkł, szukając słowa.

„No proszę, w końcu zauważył”Z drugiego pokoju rozległ się dzwonek telefonu – to Tomasz Zawadzki pytał, czy wybiorą się dziś na kolację, ale Jolanta, patrząc na uśmiechniętego Witka i pustą przestrzeń tam, gdzie kiedyś leżał jego brzuch, odpowiedziała cicho: „Dziękuję, ale dziś zostanę z mężem”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × cztery =

Druga szansa