*Jesteś potworem, mamo! Takim jak ty nie można mieć dzieci.*
Miała tylko wrócić do nauki. Ale pewnego wieczoru poszła z koleżankami do klubu i poznała tam Krzysztofa. Warszawski przystojniak, rodzice wyjechali na roczne kontrakty zagraniczne. Zakochała się bez pamięci i szybko się do niego wprowadziła.
Żyli na wysokiej stopie, pieniądze przysyłali rodzice. Codziennie kluby albo imprezy w domu. Na początku Karolinka była zachwycona. Zanim się obejrzała, nazbierała długów i nieobecności, a sesję zimową zaliczyła na dwóje. Groziło jej wyrzucenie z uczelni.
Obiecała się ogarnąć i poprawić oceny. Rzeczywiście, zakopała się w książkach. Gdy do Krzysia przychodzili znajomi, zamykała się w łazience. W końcu poprawiła kolokwia, ale postanowiła namówić chłopaka, żeby też wziął się do roboty. To już jego ostatni rok, za chwilę dyplom.
– Daj spokój, Karola. Żyje się tylko raz. Młodość szybko mija. Kiedy się bawić, jak nie w wieku dwudziestu lat? – odpowiedział beztrosko.
Wstyd było powiedzieć mamie, że żyje z chłopakiem bez ślubu. Gdy dzwoniła do domu, kłamała, że już są po ślubie cywilnym, a wesele odbędzie się, gdy wrócą rodzice Krzysztofa.
Pewnego dnia na zajęciach zrobiło jej się słabo. Kręciło się w głowie, mdliło ją. Spojrzała w kalendarz i ze zgrozą uświadomiła sobie, że chyba jest w ciąży. Test ciążowy potwierdził jej przypuszczenia.
Ciąża była wczesna, a Krzyś namawiał ją na aborcję. Pierwszy raz się tak pokłócili, że chłopak wyszedł i nie pokazywał się dwa dni. Karolina nie mogła znaleźć sobie miejsca, płakała godzinami. W końcu wrócił – ale nie sam. Wisiała na nim pijana blondynka, ledwo trzymająca się na nogach. Karolka, wykończona nerwami, nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć, próbując wyrzucić tamtą za drzwi.
– Ona nie wyjdzie. Jeśli ci nie pasuje, to sama się wynoś, histeryczko! – wrzasnął i uderzył ją w twarz.
Wzięła kurtkę i wybiegła z mieszkania. Dotarła pieszo do akademika. Z opuchniętym policzkiem, rozmazanym tuszem i zapłakana zapukała do drzwi. Portierka ulitowała się i wpuściła ją.
Nazajesz przyszedł Krzyś, przepraszał, obiecywał, że więcej jej nie tknie, błagał, by wróciła. Karolina uwierzyła. Dla dziecka.
Jakoś skończyła pierwszy rok, ale bała się jechać do domu. Co powie matka? Ale w Warszawie też było strasznie. Rodzice Krzysztofa mieli niedługo wrócić, a ona z brzuchem i wyglądała okropnie.
W końcu wrócili. Gdy ojciec dowiedział się, że Karolina jest z prowincji i ledwo przeszła na drugi rok, zaczął nieprzyjemną rozmowę. Zaproponował pieniądze, żeby odeszła od ich syna.
– Pomyśl sama, jaki z niego ojciec? Tylko imprezy w głowie. A może to w ogóle nie jego dziecko? Daję ci dużą sumę. Bierz i wracaj do siebie, do rodziców. Starczy na pierwszy czas. Uwierz, tak będzie lepiej dla wszystkich.
Karolka poczuła się upokorzona. Wstyd ją palił. Krzyś nie stanął w jej obronie, milczał. Pieniędzy nie wzięła, choć później tego żałowała. Spakowała się i pojechała do matki.
A ta, gdy zobaczyła córkę z brzuchem w progu, od razu zrozumiała.
– Czemu sama przyjechałaś? – spytała ostrożnie. – Wnioskuję, że za mąż nie wyszłaś? Warszawiak się nacieszył i cię wyrzucił? Chociaż pieniądze ci dał? – nie wpuściła jej dalej niż do przedpokoju.
– Mamo, jak możesz? Nie potrzebuję jego pieniędzy.
– To czemu do mnie przyjechałaś? Ledwośmy się we dwie mieściły. Myślałam, że córka wygrała los na loterii – za mężczyznę z Warszawy, żyje w luksusie. A tu z brzuchem wraca. I jak my się tu pomieścimy we czwórkę? Jeszcze z dzieckiem?
– Jak to we czwórkę? – spytała zduszonym głosem, nic nie rozumiejąc.
– Bo kiedy ty się w Warszawie bawiłaś, ja też znalazłam sobie faceta. Co? Jeszcze nie jestem stara, też chcę odrobiny szczęścia. Ciebie sama wychowałam, nie było czasu dla siebie. Teraz mogę trochę pożyć. On jest młodszy. Nie chcę, żeby się na ciebie gapił.
– To gdzie mam iść, mamo? Niedługo rodzić… – szepnęła, ledwo powstrzymując łzy.
– Wracaj do męża. Albo kim on tam jest. On ci dziecko zrobił, niech się teraz tobą zajmuje.
Matka stała nieugięta. Żadnej litości, żadnego współczucia. Nawet wcześniej nie były bliskie, a teraz Karolina czuła, że mówi z obcą kobietą, nie z matką.
Wzięła torbę i wyszła. Usiadła na ławce i rozpłakała się. Gdzie ma iść? Kto jej pomoże, skoro nawet własna matka ma wyj***ne na nią i wnuka? Myślała nawet wyjść na ulicę i rzucić się pod samochód. Ale dziecko w brzuchu poruszyło się niespokojnie, jakby coś czuło. Nie miała serca skazać go na śmierć pod kołami.
– Karolina? – przed nią stanęła nagle dziewczyna.
Podniosła oczy, ale łzy zasłaniały twarz.
– To ja, Ola Nowak. Chodziłyśmy razem do liceum. Czemu płaczesz? – usiadła obok i nagle zauważyła brzuch. – Jesteś w ciąży?
Karolka wybuchnęła płaczem i opowiedziała wszystko byłej koleżance.
– Wiesz co, chodź do mnie. Rodzice są na działce do jesieni. Możesz u mnie zostać, nie będziesz spać na ulicy. Potem coś wymyślimy.
Karolina zgodziła się. Gdzie miała iść? Nogi się pod nią uginały, była głodna.
– Rozgość się. Nie krępuj się – powiedziała Ola, prowadząc ją do mieszkania.
Karolina z ulgą opadła na kanapę, wyprostowała nogi. A Ola pobiegła do kuchni.
– Zaraz ci coś zrobię. Pracuję teraz na wakacjach w szpitalu. Właściwie uczę się w szkole pielęgniarskiej – krzyknęła z kuchni. – Słyszałam, że studiujesz w Warszawie?
– Studiowałam – cicho odpowiedziała i zamknęła oczy.
Dwa dni później Ola wróciła z pracy podekscytowana.
– Na oddziale mamy staruszkę po wylewie.Wtedy Karolina zrozumiała, że czas największych prób już za nią, a teraz czeka ją życie pełne małych, ale prawdziwych radości z Alinką i Oliwką u boku.



