Ostra zakrętka
Anna nigdy nie żyła sama. Najpierw mieszkała z rodzicami, potem wyszła za mąż, a dwa lata później urodziła córkę Zosię. Nawet gdy mąż ją zostawił, przez jakiś czas żyły we dwie. A teraz została zupełnie sama. Chodziła po pustym mieszkaniu, nie wiedząc, po co i dla kogo żyć. Życie się zawaliło, przed nią majaczyła samotna starość i zapomnienie.
Nie rozumiała, co się stało, co jest z nią nie tak? Z mężem nigdy się nie kłócili na serio. Tylko drobne sprzeczki. Nie naciskała na niego, pozwalała spotykać się z kolegami, dbała o czystość i przytulność w domu. W lodówce zawsze stał garnek z zupą, a na kuchence czekała kolacja.
Anna zachowała sylwetkę nawet po porodzie. Nigdy nie była krągła. W ciąży biust urósł o rozmiar, ku radości męża, ale po zakończeniu karmienia wrócił do poprzedniego rozmiaru. Ale przecież nie rozwodzą się przez coś takiego. Wszyscy mówili, że ona i Krzysztof świetnie do siebie pasują.
Oczywiście Anna nie była ślepa, widziała, że mąż ostatnio się zmienił. Nie, nie spóźniał się po pracy, ale bardziej dbał o siebie. Wybierał krawaty do koszul, zrobił modną fryzurę.
– Dlaczego nie nosisz sukienek? – spytał któregoś dnia.
– A niby dlaczego? Noszę, na święta – odparła zdziwiona.
Wcześniej nigdy go nie interesowało, w czym chodzi.
– Jakaś taka blada dziś jesteś. Źle się czujesz?
– Zawsze taka jestem. Czepiasz się? – zirytowała się Anna.
Pewnego dnia jednak się umalowała, różu na policzki nałożyła i tak poszła do pracy.
– Zmyj, nie pasuje ci – rzucił mąż, gdy ją zobaczył wieczorem.
– A w pracy cały dzień mi komplementy rzucali – odparła obrażona, ale posłusznie zmyła makijaż.
– Myślałam, że teraz będziesz przychodzić do pracy codziennie taka piękna – powiedziała koleżanka następnego dnia.
– Mężowi się nie podobało.
– Po prostu zorientował się, że jeśli będziesz tak wyglądać codziennie, oszaleje z zazdrości – zaśmiała się. Anna nie protestowała.
Pewnego dnia zadzwoniła przyjaciółka Beata i umówiły się na kawę po pracy. Beata była piękna i wyrazista, ale przyjaźniły się od lat, jeszcze ze szkoły.
– Jak ty to robisz, że bez diet utrzymujesz figurę? A ja muszę się we wszystkim ograniczać, inaczej rozleję się jak drożdżówka – westchnęła Beata.
– Nie udawaj skromnej. Faceci łamią karki, jak za tobą patrzą – zaśmiała się Anna.
– Na ciebie też by patrzyli, ale im szansy nie dajesz. Masz piękne nogi, grzech chować je pod spodniami. Sukienka ołówkowa by ci pasowała. Czas się ostrzyc, przefarbować. Myślę, że rudy kolor by cię odmłodził. Wreszcie się sobą zajmij. Wyglądasz jak emerytka.
Anna wiedziała, że Beata nie bez powodu ją krytykuje.
– Baska, co ja ci zrobiłam? Zawsze mówiłaś…
– Co tam zawsze – przerwała Beata. – Nie patrz tak na mnie. – Spuściła wzrok i zamilkła. – Przykro mi. Widziałam twojego Krzysztofa z młodą laską. Taki niewinny kwiatek, ze dwadzieścia lat. On na nią patrzył takim wzrokiem…
Anna zamknęła oczy i potrząsnęła głową.
– Przestań!
– Anka, nie chciałam cię urazić. Ale ty od lat chodzisz w tym samym stylu, nie zmieniasz się. Facet ma oczy. Od twojego nudnego wyglądu zęby bolą.
– To nieprawda! – Anna wstała i szybko wyszła.
W domu długo siedziała na brzegu wanny, wpatrując się w płytki.
– Mamo, tata przyszedł – zawołała Zosia i zapukała.
Anna opłukała twarz i wyszła. Zosia poszła do swojego pokoju, a mąż siedział w kuchni, z rękami złożonymi na stole, jak wzorowy uczeń.
– Przepraszam, nie zdążyłam przygotować kolacji. Byłam z Basią na kawie – powiedziała przepraszająco.
– Nie jestem głodny. Więc już wiesz – odezwał się Krzysztof.
– Co mam wiedzieć? – spytała, choć od razu zrozumiała. „Więc Baska nie kłamała”.
– Kocham inną kobietę. Próbowałem walczyć, ale to silniejsze ode mnie. Wiem, że jest dużo młodsza, ale nie mogę bez niej żyć. Wybacz. Spakuję rzeczy i wyjdę.
Anna nie zatrzymywała męża. Potem zdradziła ją też Zosia. Często chodziła do ojca. Anna nie protestowała, dopóki córka nie zaczęła przynosić prezentów. Nowa partnerka męża dawała jego córce bluzki i krótkie błyszczące sukienki, kosmetyki i resztki perfum.
– Zobacz, co mi dała Karolina! – chwaliła się córka. – Ona jest taka super! Pasuje mi?
– Nie powinnaś tam chodzić i przyjmować prezentów – odcięła się Anna.
– Dlaczego?
– Bo ona zabrała ci ojca!
– No i co? Ona jest młoda i fajna, a ty… Nudna maruda. Słusznie, że tata od ciebie odszedł – powiedziała Zosia ze łzami w głosie.
Potem było tylko gorzej. Córka zaczęła używać nowych słówek, przefarbowała pasma włosów na zielono i różowo, mocno malowała oczy i usta. Nauczyciele w dzienniczku pisali uwagi, że sięKiedy pewnego dnia Krzysztof wrócił, prosząc o drugą szansę, Anna spokojnie podała mu herbatę i powiedziała: „Najważniejsze, że Zosia i Rysio są szczęśliwi, a ja już wiem, jak być szczęśliwa sama”.



