Zanim zniknę…

Śniło mi się, że byłam w innym życiu…

Jagoda zawsze była grzecznym dzieckiem. Uczyła się dobrze, nie sprawiała kłopotów mamie ani babci. W klasie maturalnej zakochała się i wszystko się zmieniło. Wagarowała, odpowiadała ostro, malowała się krzykliwie. Kinga przypadkiem znalazła w jej szufladzie drogie kosmetyki. Zapytała córkę:

— Dostałam w prezencie — odparła Jagoda.

— I kto aż tak hojny? — zainteresowała się Kinga.

— Krzysztof.

— Ach tak? A skąd on ma pieniądze? — Kinga założyła, że to kolega z klasy.

— On już pracuje.

Tak Kinga odkryła, że córka nie ma zwykłego chłopaka, tylko dorosłego mężczyznę po studiach.

— Rozumiesz, że jesteś za młoda, żeby się z nim spotykać? — zaczęła Kinga.

— Nie jestem za młoda. Tobie było wolno, a mnie nie?

Kinga zamrugała zmieszana.

— Ja nie chodziłam z dorosłymi… Czekaj, ty jesteś w ciąży?

— Tak, mamo — Jagoda wybuchnęła rozpaczą. — Urodziłaś mnie, mając osiemnaście lat! Jabłko nie pada daleko od jabłoni, prawda? Zawsze mówiłaś, że jesteśmy podobne — dodała ciszej.

Kinga patrzyła na nią z przerażeniem.

— Wychodzę. — Jagoda minęła matkę i podeszła do drzwi.

— Gdzie? Nie skończyłyśmy rozmowy! — Kinga ruszyła za nią. — A lekcje odrobiłaś? Matura za pasem — mówiła, stojąc nad córką, gdy ta wiązała buty.

Jagoda wyprostowała się gwałtownie, odgarnęła włosy z twarzy i wyzywająco spojrzała na matkę.

— Lekcje… O czym ty, mamo? A z kim sama się wieczorami spotykasz? Myślisz, że nie wiem?

Kinga była pewna, że córka niczego nie podejrzewa. Jagoda rzuciła jej triumfujące spojrzenie i wyszła.

— Jagoda! — Kinga krzyknęła bezradnie w zamknięte drzwi.

Wróciła do pokoju i usiadła na kanapie. Córka naprawdę dorosła, a wraz z nią problemy. W ciąży… Boże, to niemożliwe! Powinna była z nią rozmawiać wcześniej, ale uważała, że Jagoda to jeszcze dziecko. Nie, jeszcze nie za późno, trzeba działać. A z kim mogła porozmawiać? Oczywiście z mamą.

— Mamo, co robić? Jagódka chodzi z dorosłym facetem. Jest w ciąży… — Kinga wyznała wszystko przez telefon.

— Nie przesadzasz?

— Nie. Sama się przyznała. Nie wiem, co robić. Nie da się z nią rozmawiać…

— Cała w ciebie. Ty też mnie nie słuchałaś. Powinnaś wyjść za tego… Jak on się nazywał?

— Nie kochałam go. Nie o mnie teraz mowa.

— Właśnie o tobie. Wyszłabyś za mąż w porę, miałabyś męża, a Jagoda nie szukałaby go gdzie indziej.

Kinga zrozumiała, że matka ma rację.

— Mamo, a czemu nie pozwoliłaś mi zrobić aborcji? — spytała cicho.

— Żałujesz, że urodziłaś Jagodę?

— Nie, oczywiście, że nie, ale…

— Więc masz odpowiedź. Wyobraź sobie życie bez niej. Tylko nie krzycz na nią, nie naciskaj, tylko pogorszysz sprawę.

Długo rozmawiały. Kinga nie spała, czekając na córkę. Gdy Jagoda wróciła, matka weszła do jej pokoju. Córka właśnie ściągała bluzę przez głowę. Wzrok Kingi padł na jej nagie ciało. Jagoda zawsze była szczupła, ale teraz wydało się Kingi, że brzuch ma pełniejszy. Więc nie kłamała. Kingę oblał gorąc.

— Ile? Trzy, cztery miesiące? — spytała przygnębionym głosem.

Jagoda drgnęła i przycisnęła bluzę do brzucha.

— Córciu… — Kinga podeszła i objęła ją. — Nie będę cię besztać. Chcę wiedzieć wszystko, żeby pomóc.

Jagoda podniosła na nią oczy. Stały w nich łzy.

— Obiecał, że nic się nie stanie — szepnęła.

— On wie?

Jagoda skinęła.

— I co teraz?

— Przepraszam, mamo.

— Nie płacz. Jak się poznaliście? Gdzie pracuje?

— W… On jest dobry. Pobierzemy się po maturze. Wynajmuje mieszkanie niedaleko.

— Więc nie jest stąd?

— Nie. Skończył politechnikę w zeszłym roku.

— Decydujesz się urodzić? A co ze studiami?

— Nie teraz. Później… — Jagoda spuściła wzrok.

— Dobrze. Już późno. Śpij. Rano dzień mądrzejszy.

Kinga nie mogła zasnąć. Kto by zasnął po takich wiadomościach? Znów przeżywała swoją historię.

W szkole podobał się jej kolega z klasy, ale nie chodzili ze sobą. Wszystko stało się przypadkiem. Zaprosił kilkoro znajomych, w tym Kingę, gdy rodzice wyjechali. Pili, tańczyli. Kinga źle się poczuła. Zaniósł ją do swojego pokoju, przykrył kocem. Zasnęła. A potem… Wszystko trwało krótko, myślała, że nic z tego nie będzie. A jednak.

Gdy powiedziała matce, ta poszła do jego rodziców. Oczywiście obwinili Kingę. To ona uwiódłAle kiedy Kinga spojrzała w oczy dorastającej Jagody, zrozumiała, że czasem życie zatacza koło, a miłość – choć przychodzi nie w porę – zawsze znajduje swój sposób, by nas zaskoczyć i uleczyć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 2 =

Zanim zniknę…