Cześć. Przecież nigdy nie poszliśmy razem do kina, – powiedział, zapominając o przygotowanych słowach.

— Cześć. Wiesz, tak jakoś nigdy nie poszliśmy wtedy do kina — wyrwało mu się pierwsze, co przyszło do głowy, choć przygotował sobie wcześniej zupełnie inne słowa.

Kuba i Ania siedzieli na nadwiślańskiej ławce, marząc, jak dostaną się na studia, skończą je, kupią mieszkanie…

— I jeszcze fajne auto, prawdziwe cacko! Wszystko nam się uda, na pewno! — Kuba rzucił kamyk do wody.

— A na wakacje pojedziemy nad morze albo za granicę — dodała wesoło Ania, śledząc kręgi na wodzie. — Tylko najpierw trzeba zdać maturę. Już mi się nie chce uczyć… — westchnęła.

— Damy radę. — Kuba przytulił ją mocno.

Wierzyli, że nikt przed nimi nie kochał się tak mocno i że nic ich nie rozdzieli.

— Chodźmy już, mama pewnie się martwi. I zimno mi. — Ania wstała i jęknęła z bólu. Nowe buty obtarły jej stopy. Zdejmuje je i idzie boso po chłodnych płytach bulwaru.

— Może jutro pójdziemy do kina? Leci fajny film… — proponuje Kuba.
Szli, rozmawiając o niczym i o wszystkim.

— Do jutra! — Ania staje przed swoim blokiem, wspina się na palce, całuje Kubę w policzek i znika w klatce.

— To kupię bilety? — krzyczy za nią.
Ania nie odpowiada, tylko uśmiecha się jeszcze w drzwiach.

Miasto jeszcze spało, ale krótka czerwcowa noc dobiegła końca, a świt gasił gwiazdy. Zaczynał się pierwszy dzień dorosłego życia byłych maturzystów.

Kuba wrócił do domu po cichu, by nie obudzić mamy. Położył się i zasnął snem szczęśliwego człowieka, który wierzy w przyszłość. Po południu stał już pod oknami Ani. Wyjrzała, a po chwili wybiegła z klatki.

— Mam bilety! — pokazał jej dwa kartoniki.

— Przepraszam, Kubuś, nie mogę. Przyjechała ciocia mama. Wyszła za mąż i wyjeżdża do Niemiec. Zostawiła nam mieszkanie w Warszawie. Jutro jedziemy z nią, żeby wszystko ogarnąć… Właściwie to zostaję w Warszawie.

— A kiedy wrócisz? — spytał Kuba, jeszcze nierozumiejąc.

— Nie wiem. Tam będę zdawać na studia.

— A ja? A my?… Przecież mieliśmy razem… — głos mu się załamał.

— Kubuś, taka okazja się nie powtórzy. To nie jest koniec świata, możesz przyjeżdżać. Albo zdaj do Warszawy! — oczy Ani błyszczą. — Słuchaj, może pojedziesz ze mną?

— Gdzie ja tam będę mieszkać? A twoi rodzice co powiedzą? Nie mam bogatej ciotki. Jak mam to powiedzieć mamie? Ona jest sama…

— Jakoś to będzie… — machnęła ręką Ania.

— Kiedy wyjeżdżasz? — spytał cicho.

— Jutro rano. Muszę jeszcze pakować. Wszystko takie nagłe… Kubuś, rodzice mnie nie zostawią tutaj, to bez sensu. Jeśli mnie kochasz, znajdziesz sposób.

— A jeśli ty mnie… — Kuba nie dokończył. Machnął ręką, odwrócił się i odszedł.

Ania wołała za nim, ale nie obejrzał się. Czasem przyspieszał, aż w końcu, gdy była daleko, wlókł się jak cień. Czul się, jakby serce rozrywała mu wataha wilków. *Ania wyjedzie, znajdzie nowych przyjaciół, zapomni… A kim ja jestem? Zwykły chłopak z prowincji…*

— No i dobrze, jedź sobie. Poradzę. Zobaczysz, jeszcze pożałujesz… — mruczał pod nosem.

W domu rzucił się na łóżko i leżał tak dwa dni. Mama myślała nawet o wezwaniu lekarza.

— Kubuś, musisz się uczyć. Jeśli nie zdasz, pójdziesz do wojska, a wtedy Ania na pewno do ciebie nie wróci.

Słowa matki otrzeźwiły go. Zaczął się uczyć, choć przed oczami wciąż stała Ania. Na przerwach ćwiczył na drążku, by nie myśleć. Postanowił osiągnąć wszystko, o czym marzyli razem. Wtedy przyjedzie do Warszawy i… Ale najpierw studia.

Dostał się, ku radości mamy. Czekał na list od Ani. Sam by napisał, ale nie znał adresu. Po latach żałował, że nie poszedł ją pożegnać.

Na ostatnim roku dostał ofertę pracy w nowej fabryce pod Warszawą. Będzie bliżej Ani.

Mama go wypuściła. Dostał mieszkanie, a rok później ożenił się z roześmianą, brązowooką Agatą z księgowości. Urodziła im się córka — Anna.

— Nie podoba mi się to imię. Brzmi staromodnie — skrzywiła się Agata.

— Przecież klasyka zawsze w modzie. Ania. Brzmi, co? — upierał się Kuba.

Dziesięć lat później Kuba był już zastępcą dyrektora. Mieli dom, nowe auto. Mama sprzedała swoje mieszkanie i zamieszkała z nimi, pomagając z wnuczką.

Kuba często wyjeżdżał w delegacje — Chiny, Włochy, Niemcy… Pewnej nocy przyśniła mu się Ania. Stała na nadwiślańskiej ławce, a za nią płynęła Wisła. *„Wiesz, tak jakoś nigdy nie poszliśmy wtedy do kina”* — powiedziała smutno.

Zaczynał o niej myśleć. W sieci wpisał jej imię i rodzinne miasto. Znalazł ją — zdjęcia z willą, basenem, psem i synkiem. Napisał, że przypadkiem ją znalazł. Nie odpowiedziała.

Pewnego dnia Agata znalazła jego historię przeglądania.

— Kto to jest? — wskazała zdjęcie Ani.

— Dawna koleżanka.

— „Koleżanka” — powtórzyła. — Mama mówiła, że miałeś w szkole miłość. Dlatego nazwałeś córkę Anna? Przez te lata starałeś się dla niej: dom, auto, stanowisko. Żeby zobaczyła, jakim jesteś teraz wielkim człowiekiem.

Kubie zrobiło się wstyd.

— Wiesz co? — Agata mówiła spokojnie, ale głos jej drżał. — Może powinniście się spotkać. Dopiero wtedy przeszłość cię uwolni.

Kuba pojechał do Warszawy. Matka Ani go nie poznała.

— Kto tam? — rozległ się głos z pokoju.

Wyszła Ania. Blada, zmęczona, ale to była ona.

— Cześć. Wiesz, tak jakoś nigdy nie poszliśmy wtedy do kina — powiedział.

— Jakie kino? — spytała, ale wiedziała.

Pili herbatę. Ania wyznała, że rozwiodła się. Mąż zabrał syna. Wróciła do rodziców.

— Pamiętasz, jak marzyliśmy o podróżach? Udało mi się.

Ania przygryzła wargę.

— Praca, żona, córka, auto. Ale oddałbym toKuba wyszedł, zamykając za sobą drzwi, i zrozumiał, że najważniejsze są teraz ci, którzy na niego czekają w domu — Agata i mała Ania.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − pięć =

Cześć. Przecież nigdy nie poszliśmy razem do kina, – powiedział, zapominając o przygotowanych słowach.