Po prostu chciałam być szczęśliwa
Justyna odsunęła kołdrę, przewróciła poduszkę na suchą stronę i znów się położyła. Zrobiło się trochę chłodniej, ale sen i tak nie nadchodził. Przeszkadzały szeleszczące za oknem opony rzadkich samochodów. I myśli. One przeszkadzały najbardziej. «Dokąd pędzi ten spóźniony kierowca? Do domu? A może ucieka przed kimś w noc? Kto czeka na tego śpieszącego się wędrowca?.. Przeklęty upał…»
Justyna westchnęła i wstała. Mieszkanie znała jak własną kieszeń, więc nie zapalała światła. W kuchni podeszła do okna. W budynku naprzeciwko paliły się dwa okna. «Czy ktoś tam czeka na swojego wędrowca, czy opłakuje jego odejście?»
Młode liście na drzewach przesłaniały widok, uniemożliwiając dostrzeżenie, czy ktoś stoi w tych oknach. Justyna włączyła nocną lampkę i nalała wody z czajnika do szklanki. Zgasła światło i znów spojrzała na tamten dom. Jedno okno zgasło. Piła małymi łykami, czując, jak wraz z chłodną wodą ochładza się jej ciało. Bose stopy przyjemnie chłodziła wykładzina.
Postawiła pustą szklankę na parapecie i wróciła do sypialni. Ale nie położyła się na zmiętą, wilgotną pościel. Poszła do drugiego pokoju i legła na twardej, wąskiej kanapie, kładąc pod głowę małą, twardą poduszkę wypchaną Bog wie czym.
I nagle zaczęła zapadać w sen…
***
– Gorzko! Gorzko! – krzyczeli goście, trzymając w dłoniach kieliszki z szampanem.
Marek wstał i pociągnął za sobą Justynę. W wysokich obcasach ślubnych butów była niemal jego wzrostu, mogła patrzeć mu prosto w oczy, a nie z dołu, jak zwykle. Marek patrzył z zachwytem, miłością i nieskrywanym pożądaniem. Justyna pochyliła się lekko do przodu, tak by welon zasłonił jej profil przed gośćmi.
– Ryzyk! Dwa! Trzy! – liczyli rozbawieni goście…
Mama uczyła Justynę, że w rodzinie wszystko zależy od kobiety, że powinna prowadzić dom i być oparciem dla męża. Justyna heroicJustyna uśmiechnęła się, patrząc, jak Darek z zapałem ugniata piasek małymi rączkami, i pomyślała, że życie, mimo wszystko, potrafi być dobre.



