Czas naprawić błąd
Weronika nie chciała mówić mamie o tym, co wydarzyło się nad jeziorem. Wracając do domu, próbowała przemknąć niezauważona do swojego pokoju, ale mama usłyszała szelest w przedpokoju i wyszła z kuchni.
— Co się stało? Wyglądasz, jakbyś widziała ducha. — Mama przycisnęła dłonie do piersi, z przerażeniem wpatrując się w córkę.
— Wszystko w porządku. Po prostu za długo pływałam. — Weronika minęła matkę i zamknęła się w swoim pokoju.
Następnego dnia przyszedł Bartek, by zapytać, jak się czuje.
— Dlaczego miałaby się źle czuć? — zaskoczyła się mama.
— No jak to? Wczoraj prawie utonęła w jeziorze — odpowiedział niczego nieświadomy Bartek.
— Nie przesadzaj, tylko trochę się zachłysnęłam — Weronika rzuciła mu znaczące spojrzenie.
— Ja… przyszedłem zaprosić cię do kina. — Bartek zrozumiał swój błąd i szybko zmienił temat.
— Weronika, oczywiście, idź. Nie siedź w domu, pogoda piękna — powiedziała mama, uśmiechając się do Bartka z lekką uniżonością.
Bartek był synem dobrze sytuowanego biznesmena, a jego zainteresowanie Weroniką dało mamie nadzieję na dostatnią przyszłość córki.
Od tamtego dnia Bartek częściej ją odwiedzał i zabierał w różne miejsca: na basen, na przejażdżkę motorem, do kawiarni… Nie było tak, że oszalała za nim, ale pochlebiało jej, że z wszystkich dziewczyn wybrał właśnie ją. Każda inna uznałaby za szczęście pójść z nim na tańce czy do kina.
Wieczorem mama połajała Weronikę, że taki chłopak się nią interesuje, a ona udaje obojętną.
— Z zamożnej rodziny. Nigdy nie będziesz znała biedy. A jak na ciebie patrzy? Pewny siebie, nie zostawił cię w potrzebie. Mogę mu powierzyć to, co mam najcenniejszego — jedyną córkę. A jeśli cię oświadczy, nie bądź niewdzięczną głupią gęsią — zakończyła swoje kazanie.
— Ale ja go nie kocham, mamo — spróbowała zaprotestować Weronika.
— Ani przez sekundę nie uwierzę, że taki przystojny chłopak ci się nie podoba. Ja wyszłam za mąż z wielkiej i namiętnej miłości, i gdzie ona jest teraz?
Gdy Bartek oświadczył się Weronice, ta się zgodziła. Perswazje matki zrobiły swoje. W przedślubnym zamieszaniu Weronika czasem miała wrażenie, że gra w jakimś przedstawieniu, że to wszystko nieprawdziwe i wkrótce się skończy. A mama była w siódmym niebie.
Weronika szybko zrozumiała, że ani teściowa, ani starsza siostra Bartka jej nie lubią. Dziwiła się, że w ogóle pozwali mu na ślub. Pewnie dlatego, że dla matki Bartek był oczkiem w głowie, ukochanym najmłodszym synkiem, więc nie stawiała oporu, by go nie stracić.
Nie mieszkali w ogromnym rodzinnym domu, a w mieszkaniu po dziadku Bartka, czemu Weronika była niesamowicie wdzięczna. W końcu bała się teściowej.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że lata mijały, a Weronika nie mogła zajść w ciążę. Teściowa obwiniała ją, wysyłała do najlepszych lekarzy, a ci postawili diagnozę: bezpłodność. Weronika przeżywała to bardzo i czuła się winna.
Bartek otwarcie jej nie wypominał, ale widziała, że też cierpi. Zaczynał się od niej oddalać, spędzając więcej czasu w firmie ojca, którą przejął po jego śmierci. Rodzic zmarł trzy lata wcześniej na zawał. Do matki również chodził sam, co Weronikę wręcz cieszyło. Mogła tylko zgadywać, co teściowa o niej mówiła.
Przeczuwała, że Bartek ma inne kobiety, ale nie przyłapany — nie winny. A Bartek zawsze był ostrożny. Dbał o reputację rodziny.
Próbowała wrócić do mamy. Ale ta nazwała podejrzenia córki wymysłami. Pewnie Weronika tylko się domyśla, nie wie na pewno. Bartek przystojny, kobiety za nim latają. Niewinny flirt to jeszcze nie zdrada. Jak tylko urodzi się dziecko, wszystko się ułoży. I mama odesłała ją do męża.
Tak minęło pięć lat, w których udawali idealne małżeństwo.
Gdy Weronika straciła cierpliwość i była gotowa poważnie porozmawiać z Bartkiem o rozwodzie, jego matka zmarła. Okazało się, że od dawna ciężko chorowała, ale nikt nie uznał za stosowne poinformować Weroniki.
Bartek całymi dniami zajmował się przygotowaniami do pogrzebu, wracając do domu tylko spać.
***
Weronika obudziła się, ale jeszcze przez chwilę leżała w łóżku, nasłuchując odgłosów wody z łazienki. Niepostrzeżenie znowu zasnęła.
— Czemu jeszcze nie wstałaś? — Bartek wszedł do sypialni, roznosząc wokół zapach żelu pod prysznic i balsamu po goleniu.
— Może nie pójdę? Twoja matka nigdy mnie nie lubiła. Uważała, że nie jestem ciebie warta. I pewnie miała rację — powiedziała Weronika, otwierając oczy i patrząc na męża.
— W czym miała rację? — Bartek zrzucił szlafrok na łóżko, otworzył szafę i zaczął wybierać ubranie.
Weronika przywykła już do jego atletycznej sylwetki, a jego urok dawno na nią nie działał.
— Że nie pasuję do waszej rodziny. Bartek, rozumiem wszystko, ale mojej nieobecności nikt nawet nie zauważy. — Weronika usiadła na łóżku.
— Na pogrzeb przyjdzie cała rodzina. Ty też jesteś jej częścią. Nic nie chcę słyszeć. Wstawaj i ubieraj się, bo się spóźnimy. — Bartek nie patrzył na nią, kończąc się ubierać.
— Nigdy nie stanę się częścią waszej rodziny. I ty sam o tym wiesz. Czy można się spóźnić na cmentarz? — westchnęła Weronika, ale jednak wstała.
Gdy wyszła z łazienki, uderzył ją zapach świeżo zaparzonej kawy.
— Pij i szybko się ogarnij. — Bartek podsunął jej dymiącą filiżankę i znacząco spojrzał na drogie zegarki na nadgarstku.
W samochodzie Bartek słuchał wyłącznie muzyki klasycznej, co idealnie pasowało do pogrzebowego nastroju Weroniki. Nie chciało się jej rozmawiać. Oparła głowę o szybę, udając, że drzemie. Gdy podjechali pod okazałą willę, stało tam już kilka luksusowych aut.
No cóż, trzeba przetrwać ten dzień. Teściowa nie żyje — jednym wrogiem mniej.
— Wchodź, ja jeszcze się trochę poprawię — powWeronika wzięła głęboki oddech, spojrzała na Dymitra przez łzy i powiedziała cicho: „Zawieź mnie tam, gdzie zaczyna się nowe życie”.



