Drugie życie

Drugi oddech

Roman nie był przystojniakiem jak Zbigniew Cybulski. Pracował jako zwykły inżynier w fabryce maszyn budowlanych. Nie pił – no, może tylko przy okazji święta. Nie palił. Żonaty od dwudziestu dwóch lat, nawet nie spoglądał w stronę innych kobiet.

Córka wyszła za mąż i wyjechała z mężem do Gdańska. Z wnukami się nie śpieszyła. Roman nie przejmował się tym specjalnie. Dzieci to odpowiedzialność, hałas i zabawki rozrzucone po podłodze. A on przyzwyczaił się do cichych wieczorów z gazetą przed telewizorem. Ile mu jeszcze lat? Zdąży się nacieszyć wnukami.

Żona Justyna pasowała mu pod każdym względem: zadbana, przyjemna dla oka, w domu zawsze czysto i przytulnie, obiad gotowy na czas, a od święta – domowe ciasto i schabowy w sosie. Jednym słowem – życie ułożone.

Wracał z pracy swoim samochodem, mrużąc oczy przed zachodzącym słońcem, w oczekiwaniu na syty obiad i chwilę odpoczynku przed telewizorem.

Wszedł do mieszkania, zdjął buty w przedpokoju i nadstawił ucha. Zwykle Justyna wyglądała z kuchni i mówiła, że kolacja prawie gotowa. Tym razem jednak nie usłyszał jej głosu. Niepokój zakradł się do serca. Roman wszedł do pokoju. Justyna stała przy otwartej szafie, zdejmowała sukienki z wieszaków i rzucała je na kanapę, gdzie leżała otwarta walizka.

— Gdzie się wybierasz? Do córki, do Gdańska? Czyżby była w ciąży? — zapytał Roman.

Justyna, nie patrząc na męża, podeszła do walizki i zaczęła układać w niej swoje rzeczy.

— O co chodzi? Krzyczę, a ty nie reagujesz. Gdzie się pakujesz? — powtórzył Roman, tracąc cierpliwość.

Justyna rozejrzała się po pokoju, jakby sprawdzając, czy o czymś nie zapomniała, i zaczęła zamykać walizkę. Ale z powodu nadmiaru ubrań była napęczniała, a zamek groził pęknięciem.

— Lepiej byś pomógł, zamiast stać jak słup i zadawać głupie pytania. — Justyna wyprostowała się i zdmuchnęła kosmyk włosów, który spadł jej na oczy.

— Pytałem, dokąd się wybierasz z całym swoim dobytkiem. To głupie pytanie? — Roman ledwo powstrzymywał narastającą wściekłość.

— Dokąd? Odchodzę od ciebie — odparła wyzywająco.

— Dlaczego? — Roman uniósł lewą brew.

— Mam dość. Pomóżesz? — skinęła w stronę walizki.

— Co ci się znudziło? — Roman podszedł, przycisnął wieko i jednym ruchem zamknął zamek.

— Wszystko. Ty mi się znudziłeś, stanie przy kuchni mi się znudziło. Nudzi mi się każdego wieczoru siedzieć w domu i gapić się w telewizor.

— Mogłaś powiedzieć wcześniej. Moglibyśmy dla odmiany pójść do teatru — rzucił pierwsze, co przyszło mu do głowy.

— Żebym się paliła ze wstydu, gdybyś tam chrapał? Jeden dzień jak drugi, a życie ucieka. — W głosie Justyny Roman usłyszał rozpacz i niezadowolenie.

— Tak już jest. Idziemy czy stoimy w miejscu – życie i tak płynie — zauważył filozoficznie.

— Nie mądrz się. A ja chcę, żeby na koniec było co wspominać. A co ja będę pamiętać? Kotlety na patelni? Zlew pełen naczyń? Ciebie z gazetą przed telewizorem? — Jej głos załamał się, niemal krzyknęła.

— Myślisz, że poza córką nie mam dokąd pójść? Odchodzę do kogoś, kto widzi we mnie kobietę, królową, boginię. Kto pisze dla mnie wiersze… — Justyna wzniRoman spojrzał na nią, nagle uświadamiając sobie, że nigdy nie przeczytał jej ani jednego wiersza – i właśnie wtedy drzwi zamknęły się za nią po raz ostatni.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

sześć + 8 =

Drugie życie