Drugie życie

Drugie życie

Piotr nie był przystojniakiem jak Zbigniew Cybulski. Pracował jako zwykły inżynier w fabryce maszyn budowlanych. Nie pił, no, chyba że przy świętach. Nie palił. Był żonaty od dwudziestu dwóch lat i nawet nie spojrzał w stronę innej kobiety.

Córka wyszła za mąż i wyjechała z mężem do Gdańska. Z wnukami się nie śpieszyła. Piotr nie martwił się tym specjalnie. Dzieci to odpowiedzialność, hałas i zabawki porozrzucane po podłodze. A on przyzwyczaił się do cichych wieczorów z gazetą przy telewizorze. Ile mu jeszcze zostało? Zdąży nacieszyć się wnukami.

Żona, Krystyna, spełniała wszystkie jego oczekiwania: zadbana, w domu zawsze czysto i przytulnie, kolacja na stole, a od święta – własnoręcznie upieczony sernik i schab po warszawsku. W skrócie – życie ułożone.

Wracał z pracy samochodem, mrużąc oczy w zachodzącym słońcu, w oczekiwaniu na sycącą kolację i odpoczynek przed telewizorem.

Wszedł do mieszkania, zdjął buty w przedpokoju i nasłuchiwał. Zwykle Krysia wyglądała z kuchni i mówiła, że jedzenie zaraz będzie gotowe. Tym razem jednak nie usłyszał jej głosu. Niespokojna myśl przemknęła mu przez serce. Piotr wszedł do pokoju. Krystyna stała przy otwartej szafie, zdejmowała sukienki z wieszaków i rzucała je na kanapę, obok której leżała walizka z odchyloną pokrywą.

— Gdzie się wybierasz? Do córki, do Gdańska? Czyżby wreszcie była w ciąży? — zapytał Piotr.

Krystyna, nie patrząc na męża, podeszła do walizki i zaczęła układać w niej swoje rzeczy.

— O co chodzi? Krzyczę, a ty nie odpowiadasz. Gdzie jedziesz? — powtórzył Piotr, tracąc cierpliwość.

Krysia rozejrzała się po pokoju, sprawdzając, czy czegoś nie zapomniała, i zaczęła zamykać walizkę. Była tak pełna, że suwak groził pęknięciem.

— Mógłbyś pomóc, zamiast stać jak słup i zadawać głupie pytania. — Krystyna wyprostowała się i zdmuchnęła kosmyk włosów spadający na oczy.

— Zapytałem, gdzie się pakujesz? To głupie pytanie? — Piotr ledwo powstrzymywał narastającą wściekłość.

— Gdzie? Odchodzę od ciebie — oznajmiła wyzywająco.

— Dlaczego? — Uniósł lewą brew.

— Miałam dosyć. Pomóż mi? — Skinęła w stronę walizki.

— Czego miałeś dosyć? — Podszedł, przycisnął wieko i jednym ruchem zamknął suwak.

— Wszystkiego. Ciebie, stania przy garach, wieczorów przed telewizorem.

— Mogłaś powiedzieć. Poszlibyśmy do teatru dla odmiany — rzucił pierwsze, co przyszło mu do głowy.

— Żebym się paliła ze wstydu, gdybyś tam chrapał? Dzień za dniem, a życie ucieka. — W głosie Krystyny Piotr usłyszał rozpacz i niezadowolenie.

— To od nas nie zależy. Idziemy czy stoimy w miejscu, czas i tak płynie — zauważył filozoficznie.

— Nie przemądrzaj się. Ja chcę, żeby na koniec było co wspominać. A co ja będę pamiętać? Kotlety na patelni? Zmywanie naczyń? Ciebie z gazetą przed telewizorem? — Krystyna załamała głos.

— Myślisz, że poza córką nie mam dokąd pójść? Odchodzę do kogoś, kto widzi we mnie kobietę, boginię, królową. Kto pisze dla mnie wiersze… — Wzrok Krystyny zaszklił się.

— A ja? — Piotr nagle zrozumiał.

— A ty żyj tak, jak przywykłeś. Tylko gotuj, pierz i prasuj sam. Przestałeś na mnie zwracać uwagę. Dwa miesiące temu zmieniłam fryzurę, styl. Zauważyłeś? — Uśmiechnęła się szyderczo, postawiła walizkę na podłodze, wyciągnęła rączkę i ruszyła w stronę przedpokoju, zostawiając na jasnym dywanie ślady kółek.

Gdy Krystyna ubierała się w płaszcz, Piotr wpatrywał się w dwie przygniecione linie na dywanie. Wydawało mu się, że walizka przejechała po jego sercu, zostawiając identyczne ślady.

Dopiero gdy drzwi wejściowe zatrzasnęły się, Piotr drgnął i oderwał wzrok od dywanu. W tej chwili zrozumiał, że żona odeszła.

Musiał coś zrobić. Mechanicznie poszedł do kuchni. Na kuchence stał wystygły czajnik. Zajrzał do lodówki — pusto: garnek z barszczem, resztki kiełbasy, dwie puszki konserw, kilka jajek i pół butelki mleka. Zamknął drzwi. Apetyt zniknął.

Wrócił do pokoju i usiadł na kanapie, gdzie przed chwilą leżała walizka. Nie chciało mu się czytać gazety ani oglądać telewizji. To było interesujące, gdy Krysia była obok, nawet jeśli gotowała, zmywała naczynia albo prasowała w drugim końcu pokoju, zerkała w telewizor. Była rodzina, był dom…

Westchnął i długo siedział, wpatrzony w czarny ekran, próbując ogarnąć, co się stało. Najbardziej drażniła cisza, pustka, jakby wraz z Krystyną uciekły wszystkie dźwięki. Wstał, narzucił kurtkę, włożył buty i wyszedł. Ale pustka szła za nim krok w krok.

Mijając kawiarnię, zobaczył ludzi przy stolikach. Śmiali się, rozmawiali. Zapragnął być między nimi, wypełnić tę dziurę w sercu. Bez zastanowienia wszedł do środka. Niewyraźna muzyka, gwar. Zamówił w barze kieliszek koniaku. Ból ustąpił. Zamówił drugi, potem trzeci…

Nie pamiętał, jak wrócił do domu. Obudził się rano z bólem głowy, w ubraniu, na łóżku. Gdy próbował wstać, w głowie zadzwonił dzwon, a pokój zakręcił się przed oczami.

Nie potrafił określić dnia tygodnia. Niepewnymi palcami wyciągnął z kieszeni telefon. Na ekranie ledwo odczytał: „sobota”. Sobota! Poszedł do łazienki i z powrotem się położył.

Gdy obudził się po dwóch godzinach, poczuł się lepiej. Prysznic go otrzeźwił. Ubrał się i wyszedł. Słońce świeciło wesoło, ludzie spieszyli się, samochody mijały go z szumem opon. Zrobiło mu się niedobrze, gdy mijał kawiarnię, w której się wczoraj upił. Przyspieszył kroku, kierPiotr spojrzał w niebo, złapał głęboki oddech i zrozumiał, że choć stare drzwi się zamknęły, nowe właśnie stoją przed nim otworem, gotowe na kolejny rozdział.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 4 =

Drugie życie