Jesteś moim wszechświatem

Dawid i Ola mieszkali w tej samej kamienicy na warszawskiej Pradze, piętro nad piętrem. Dawid właśnie rozpoczął czwartą klasę i uchodził już za dostatecznie dorosłego, by opiekować się pięcioletnią Olą z mieszkania naprzeciwko. Jej mama, chirurg, często w weekendy wyjeżdżała do pacjentów.

Chłopak traktował Olę po starszemu – karmił, bronił, czasem strofował, gdy było za co. A dziewczynka słuchała go bez sprzeciwu, chodząc za nim jak cień i patrząc na swojego opiekuna ogromnymi, czarnymi oczami.

Pewnego czerwcowego dnia Ola zachorowała na anginę. Jakże musiała się przeziębić w taką pogodę? Dawid został z nią całe dnie. Koledzy od razu wiedzieli, gdzie go szukać. Zadzwonili do drzwi Oli, by wyciągnąć go na boisko.

— Nie mogę. Zostaję z Olą — powiedział Dawid stanowczo.

— To weź ją ze sobą, niech kibicuje — zaproponował Krzysiek.

— Ma anginę i gorączkę. Nie można. Grajcie dziś beze mnie.

— Jak to beze mnie? A kto stanie na bramce? — oburzył się Marek.

— Stawajcie na zmianę — odparł Dawid, widząc ich rozczarowane miny.

— Eh, nie będzie takiego dreszczyku. To my też nie idziemy.

— No to wpadajcie — westchnął Dawid i wpuścił chłopaków do środka.

Ola, z szalem owiniętym wokół szyi, siedziała na kanapie i przeglądała książkę z obrazkami. Ujrzawszy chłopców, rozpromieniła się.

— To moi koledzy, Marek i Krzysiek — przedstawił ich Dawid. — Zostaną z nami, zgoda?

— Poczytajcie mi — poprosiła dziecięco, podsuwając im książkę.

— A może zbudujemy fort? — Marek wpatrywał się w okrągły stół na środku pokoju.

— Jak to? Potrzebne są gałęzie i słoma, a my nie mamy — w oczach Oli zabłysło coś, gorączka czy radość.

— Słoma niepotrzebna. Możemy zdjąć narzutę z kanapy? — spytał Marek. — Nakryjemy stół i będzie namiot.

Jednak jedna narzuta to było za mało. Ola podpowiedziała Dawidowi, gdzie w szafie leży koc. Wkrótce cała czwórka wtłoczyła się pod stół. W improwizowanym namiocie było ciasno, duszno, ciemno i niesamowicie ciekawie.

— Opowiedzmy straszne historie — zaproponował Krzysiek. — Mój pradziadek walczył w wojnie.

— No i co z tego? Nudy — skrzywił się Marek.

— Wiesz, ile ma orderów? Nie zliczysz — przechwalał się Krzysiek. — Dostarczał chleb do Warszawy podczas powstania.

— Znudziło mi się już to wojenne gadanie — ziewnął Marek.

— Nie znasz się. Dziadek opowiadał, jak w czasie głodu ludzie jedli nie tylko koty i psy, ale nawet siebie nawzajem. Kroili kawałki ciał i gotowali zupę. A chleb robili z trocin — nie ustępował Krzysiek.

— Fuj. Ludzi się nie je — wzdrygnęła się Ola, przytulając się do Dawida.

— A ja znam mnóstwo strasznych historii o Czarnym Rycerzu — zawołał radośnie Marek. — W zeszłym roku na koloniach opowiadaliśmy o nim nocami. Masakra.

Ola zastygła. Samo słowo „czarny” wydało jej się przerażające, zwłaszcza w ciemności pod stołem. A na dźwięk „masakra” zaczęła drżeć.

— Chodzi cały w czerni. Jeśli ktoś się zagapi, zaraz go łapie i zabiera. I nikt już go nigdy nie widzi. Pojawia się i znika jak cień. Najbardziej lubi małe dzieci. Gdy tylko jakieś dziecko ucieknie rodzicom…

— Dość! Już wystraszyłeś Olę na śmierć — ostro przerwał mu Dawid, czując, jak dziewczynka drży i mocniej się do niego tuli. — Jeszcze przez ciebie w nocy nie będzie mogła zasnąć.

— Ja nie jestem mała — oburzyła się Ola. — Nie chcę słuchać o Czarnym Rycerzu. Straszne — głos jej zadrżał, lada chwila miała wybuchnąć płaczem.

Nagle rozległ się trzask drzwi wejściowych. Dzieci pod stołem zamilkły. Na korytarzu dały się słyszeć wolne, ostrożne kroki, które zatrzymały się tuż obok. Marek zaczął się wiercić, Krzysiek ciężko oddychał, a Ola wtuliła się w pierś Dawida. Pod jej uchem głośno i szybko biło jego serce.

Nagle brzeg narzuty uniósł się. Ola zamknęła oczy i pisnęła.

— A tu jesteście! — rozległ się głos mamy.

— Mamo! — Ola otworzyła oczy, wypełzła spod stołu i rzuciła się w ramiona matki.

— Czemu stół jest nakryty? Co tam robiliście? — spytała mama, patrząc na rozczochranych chłopców.

— To był fort. Opowiadaliśmy straszne historie — zaczęła paplać Ola.

— I nie bałaś się? — zapytała mama.

— Bałam się. A jak usłyszałam kroki, pomyślałam, że to Czarny Rycerz przyszedł po nas.

— Jaki Czarny Rycerz? — Mama surowo spojrzała po chłopcach, zatrzymując wzrok na Dawidzie. Ten spuścił głowę ze wstydem.

— Dobra, rozbierajcie ten fort i idźcie myć ręce. Zaraz będzie obiad — powiedziała mama i zabrała Olę do kuchni.

Po obiedzie Dawid z chłopakami w końcu poszli grać w piłkę. Mama ułożyła Olę do snu. Lecz gdy tylko zamykała oczy, wydawało jej się, że widzi Czarnego Rycerza.

Gdy Dawid poszedł do siódmej klasy, Ola dopiero zaczęła pierwszą. Dawid stał się prawie dorosły i rzadko już się nią opiekował. Zresztą ona też dorosła i mogła zostawać sama. Ale często biegała do niego z pytaniami albo gdy grzmiało. Ola panicznie bała się burzy.

Gdy chłopcy szli do kina, na lodowisko czy gdzie indziej, Ola zawsze się do nich przyklejała. Jeśli nie chcieli jej brać, umiała skutecznie użyć łez. A Dawid, ulegając, przekonywał kolegów, by ją zabrali.

To Dawid nauczył Olę jeździć na łyżwach, podgrzewać zupę w kuchence mikrofalowej, zaraził ją miłością do przygodowych książek. W maturalnej klasie Dawid chodził już nie z kolegami, ale z piękną koleżanką z klasy, Kasią. Pewnego razu Ola podpatrzyła, jak całują się za domem. Jej dziecięce serce pękło z zazdrości.

Po szkole Dawid wstąpił do szkoły oficerskiej. Rzadko bywał w domuPo wielu latach, gdy Ola i Dawid stanęli przed ołtarzem w kościele Świętej Anny, oboje wiedzieli, że ich dziecięce przywiązanie przetrwało wszystkie burze i przemieniło się w miłość, która przetrwa do końca ich dni.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 + dwanaście =

Jesteś moim wszechświatem