Szczęśliwe zmiany

**Szczęśliwe zmiany**

Barbara Szymańska wyszła z klatki i zatrzymała się na chwilę. Przymrużyła oczy, spoglądając w niebo, jakby sprawdzała, czy nie zanosi się na deszcz, dopiero potem skinęła głową sąsiadkom grzejącym się na ławce. Ruszyła dalej, unosząc podbródek. Kobiety, które umilkły na jej widok, znów ożyły, szepcząc między sobą i rzucając za Barbarą kąśliwe spojrzenia.

Nikt nie wiedział, ile tak naprawdę ma lat. Emerytka od kilku już lat, ale trzymała się świetnie. Siwizna w włosach zawsze starannie ułożona, makijaż dyskretny, ale elegancki. Figura jak marzenie — ani grama tłuszczu, choć nie była chuda. Jedni twierdzili, że ma koło sześćdziesiątki, inni — że ledwo pięćdziesiątkę za sobą. Najbardziej złośliwe szeptały, że to cuda medycyny, a tak naprawdę przekroczyła już siedemdziesiątkę.

— A komu by źle było wyglądać? Facet porządny, nie pił, nie znęcał się. Poszedł sobie cicho do młodszej. Syn jedyny problemów nie sprawia. Żadnych wnuków, kota ani psa. Żyć, nie umierać. Gdyby nie mój pijak, może i ja bym tak królową chodziła.

— Ty? Królową? Rozśmieszyłaś mnie, Grażyno — szturchnięcie w bok mówiącej.

— No co? Jakby mój Zdzisiek w końcu odwalił kitę, to też bym zaczęła żyć. Wychodzę z domu, patrzę na was z góry i idę sobie spacerować.

Sąsiadki wybuchnęły śmiechem.

— Patrzcie, Kazimierz nie może oderwać wzroku od Barbary, nawet pracy nie pilnuje — zauważyła jedna.

— Niech nie liczy na cuda. Powinien szukać kogoś skromniejszego — westchnęła druga.

— A co w nim złego? Nie pije, nie pali, złota rączka — broniła go trzecia.

— Czego się tak czepiacie, baby? Dajcie Barbarze żyć. Zazdrość was zżera — mruknął Kazimierz, wracając do przycinania krzaków.

Barbara wiedziała, że o niej rozmawiają. Słyszała urywki zdań, widziała te spojrzenia. Dawno przestało ją to obchodzić.

Życie miała różne, jak większość kobiet. Mąż przystojny, zadbany, pasujący do niej. Kobiety same się na niego rzucały. Wypłakała z tego powodu niejedną noc. Gdy odszedł, myślała, że się zawali. Dla syna wzięła się w garść. Od tamtej pory mężczyzn trzymała na dystans.

Syn, Tomek, zbliżał się do trzydziestki, a wciąż nie żonaty. Barbarę to martwiło. Normalka, żeby dorosły syn mieszkał z mamą? Dziewczyny były, ale do ślubu nie dochodziło.

Nie wszystkie jej się podobały. W sumie — żadna. Ale nie ingerowała. Wiedziała, że zakazami tylko pogorszy sprawę i jeszcze syna straci. Czekała. Miłości przychodziły i odchodziły.

Raz jednak Tomek o mało nie stanął na ślubnym kobiercu. Miła dziewczyna, sympatyczna. „Ślub to ślub, czas najwyższy” — pomyślała Barbara. Tomek poszedł do rodziców narzeczonej, wrócił zmartwiony. Ojciec — pijak, matka z problemami zdrowotnymi po jego rękach. Po drinku „na rozluźnienie” zaczął grozić przyszłemu zięciowi, mało nie doszło do bójki.

— Mamo, co robić? Kocham ją, ale jak żyć z taką rodziną? — spytał.

— Nic nie zrobisz. Rodziców się nie wybiera. Jeśli jesteś gotowy, żenij się.

Ku jej radości związek się rozpadł.

Po spacerze Barbara poczytała książkę, zdrzemnęła się i zabrała za kolację, co chwilę zerAle gdy Tomek wrócił z przyszłą synową i małą Zosią, Barbara zrozumiała, że jej życie znów nabierze kolorów – i tym razem na dobre.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć + 12 =

Szczęśliwe zmiany