**Dziennik Anny Kowalskiej**
„Przyjechaliśmy, mamo” – powiedział Krzysztof, otwierając przed matką drzwi samochodu.
Anna wysiadła i spojrzała w okna swojego mieszkania. Westchnęła.
– Co, mamo, znowu ci smutno?
– Nie, synku. – Wzrokiem przylgnęła do jego twarzy. Widziała w jego oczach szczery niepokój. – Całe życie spędziłam w tym mieszkaniu. Najpierw z rodzicami, potem z mężem. Tu cię przyniosłam ze szpitala. Byłeś taki słodki. – Zamilkła na chwilę. – Pamiętasz, jak kupowaliśmy zasłony po remoncie? A teraz… – Znów spojrzała w okna.
Ile godzin spędziła, patrząc przez kuchenne okno, wypatrując swojego Wojciecha? Gdy tylko zauważyła, że idzie przez podwórko, od razu sprawdzała, czy obiad nie ostygł. Zawsze zostawiała włączony gaz pod czajnikiem. Wojciech uwielbiał wrzątek – gorącą herbatę, koniecznie z kostką cukru. Słodzonej ani z ciasteczkami nie znosił. Wiejska natura.
– Chodź, mamo – wyrwał ją z myśli syn, dotykając jej ręki. – Kinga pewnie już się niecierpliwi.
– Kinga… – powtórzyła Anna cicho. – Ani razu do mnie nie przyszła. Czekała, aż umrę?
– Mamo, daj spokój – przerwał jej ostro syn.
Weszli na drugie piętro starej kamienicy w centrum Warszawy. Krzysztof otworzył ciężkie, wysokie drzwi, na których wciąż były ślady po śrubach i tabliczka z nazwiskiem jej ojca: „Prof. Stanisław Nowak”.
Szwagierka wyjrzała z pokoju, prychnęła i zniknęła.
– Wejdź, mamo, zrobię ci herbatę, z cytryną, jak lubisz – powiedział Krzysztof.
Anna przeszła do małego pokoju, który kiedyś należał do syna, a jeszcze wcześniej do niej – gdy była młodą dziewczyną. Ciężko opadła na zniszczoną kanapę, odchyliła głowę i przymknęła oczy.
„Jak teraz będzie?” – pomyślała.
***
Anna wyszła za mąż późno. Ojciec-profesor widział w niej swoją następczynię, chciał, by kontynuowała jego naukowe projekty. Zabiegało o nią wielu. „Nie spiesz się, córko. Chłopakom chodzi o nazwisko twojego ojca, nie o ciebie” – mawiała matka.
Ale gdy skończyła trzydzieści lat, zakochała się sama – w nieporadnym młodym doktorancie. Ojciec go uwielbiał, przepowiadał mu wielką karierę. Pewnie dlatego się zgodził na ich ślub. Rok później ojciec przeszedł na emeryturę, oddając katedrę zięciowi. Oni z matką wyprowadzili się na wieś, zostawiając mieszkanie młodym.
Z Wojciechem żyło się dobrze, tylko z dzieckiem nie wychodziło. Anna już traciła nadzieję, gdy w końcu się udało. Jak się wtedy cieszyli! Gdy urodził się syn, o nauce trzeba było zapomnieć. Wojciech chciał, by zajmowała się domem.
On sam pracował na katedrze za dwóch. Pisał książki, artykuły. Nie brakowało zawistników. Gdy Krzysztof – nazwany na cześć dziadka – chodził do siódmej klasy, Wojciech zmarł na zawał. Nie wytrzymał ataków tych, którzy nazywali go parweniuszem, pseudonaukowcem, który zrobił karierę, żeniąc się z córką profesora.
Anna została sama z synem. Nie wróciła na uczelnię – jaka z niej wykładowczyni? Wszystko zapomniała. Sprzedała dom po rodzicach. Pieniędzy starczało. Potem Krzysztof skończył studia, zaczął pracować.
Gdy przyprowadził do domu Kingę, zrozumiała, że to poważne. Syn był oczarowany piękną dziewczyną. Sercem matki wyczuwała, że coś jest nie tak. Pytała: skąd jest? kim są jej rodzice? Kinga odpowiadała wymijająco. Zakochany syn prosił, by nie dręczyć narzeczonej.
Nie spodobało się Annie, gdy na ślub nie przyjechał żaden z krewnych Kingi.
– Ma trudne relacje z matką i ojczymem, a biologiczny ojciec jest chory – tłumaczył Krzysztof.
Anna ustąpiła. Najważniejsze, by syn był szczęśliwy. Zniesie wszystko, jeśli tylko jemu będzie dobrze.
Gotowała dla całej rodziny, ale Kinga krzywiła się, mówiąc, że nie je ciast, dba o figurę. Praktycznie nic nie jadła.
– Dla kogo ja to gotuję? – denerwowała się Anna.
– Mamo, daj jej spokój. Niech je, co chce – bronił żony syn, choć sam często jadał na mieście.
Kinga niby gdzieś pracowała. Wychodziła rano, wracała przed południem lub trochę później – z firmowymi torbami, nową fryzurą.
Kiedyś z synem długo rozmawiali, dzielili się troskami. Teraz zamykał się z Kingą w pokoju.
– Ciesz się, że nie domagają się wymiany mieszkania – pocieszała ją przyjaciółka.
Anna chwytała się za serce. Nie chciała stracić mieszkania w centrum, z wysokimi sufitami, gdzie żyło kilka pokoleń jej rodziny. Ale kto wie? Może Kinga zacznie podpuszczać Krzysztofa, a on zrobi wszystko, nawet przeciwko matce.
Potem syn powiedział jej radosną nowinę – Kinga jest w ciąży. Anna odetchnęła. Będzie dziecko, potrzebna będzie pomoc. Wymiana nie grozi. Wymienili się pokojami – dziecko potrzebuje przestrzeni.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Anna zaczęła dziwnie się zachowywać. Ciągle spała, nawet w dzień. Budziła się z ciężką głową, jakby wypełnioną watą. Myślała wolniej, zapominała.
Chciała zadzwonić do przyjaciółki, ale nie mogła znaleźć książki telefonicznej. Szukała dwa dni, aż znalazła ją na widoku. Okulary trafiały się w najdziwniejszych miejscach – nawet w lodówce. Czyżby sama je tam wkładała? Bała się powiedzieć synowi.
Wymieniając pokoje, oddała też przywództwo Kingi. Wstydziła się wychodzić z małego pokoju. Często nawet nie mogła dojść do toalety – nogi były jak z waty, głowa kręciła się. Czasem nie zdążyła. Strasznie się tym przejmowała – przecież nie była jeszcze starą kobietW końcu Anna zrozumiała prawdę – Kinga systematycznie podtruwała ją, dodając coś do herbaty, by przejąć mieszkanie, lecz teraz, gdy Krzysztof miał własną rodzinę, a Kinga zniknęła jak zły sen, mogli wreszcie żyć w spokoju.



