Czekaj na mnie

Oparłem się plecami o chropowatą, chłodną ścianę, przymknąłem oczy. Wydawało się, że nigdy się stąd nie ruszĘ. Ale po paru minutach zmusiłem się, by oderwać od oparcia i dotrzeć do pokoju lekarskiego.

Po kilku godzinach wyszedłem z bramy szpitalnego kompleksu. Dwie mocne kawy rozproszyły zmęczenie. Tuż przy bramie zaczynała się alejka, która kończyła się przy ruchliwej jezdni. Promienie słońca przebijały się przez liście, rzucając na asfalt drżący, żywy wzór. Nie pamiętałem, bym kiedykolwiek tędy chodził – zawsze przyjeżdżałem do szpitala samochodem. A teraz nagle zapragnąłem przejść po tym wzorze jasnych, migoczących plam, mrużąc oczy od słońca. I tak w domu nikt na mnie nie czekał.

Wojciech szedł powoli, ciesząc się słońcem i opadłymi topolowymi puchami. Lato przekroczyło półmetek, a przed nim czekał urlop. Dzisiaj wygrał, wydarł śmierci życie pacjenta.

Na jednej z ławek siedziała młoda dziewczyna w jasnej sukience. Pochylona nad książką. Kosmyki rudych włosów zasłaniały jej twarz przed Wojciechem. Nagle poczuł nieodpartą chęć, by zobaczyć jej oczy. Dotarł do ławki i zatrzymał się.

Dziewczyna przewróciła stronę, nie zauważając go.

— Ciekawa książka? — zapytał Wojciech.

Przez chwilę jeszcze czytała, potem zamknęła tom, przytrzymując palcem zakładkę, by mógł zobaczyć okładkę.

— *Drogi człowieku* — przeczytał Wojciech do góry nogami.

Dziewczyna podniosła głowę. Twarz w piegach, ale wcale jej to nie szpeciło, wręcz przeciwnie – dodawało uroku i żywiołowości. Wyraziste ciemne oczy, pełne usta. Świeża i urocza. *Złota* — pomyślał, patrząc na jej włosy płonące w słońcu.

— Medycyna cię interesuje, czy po prostu lubisz autora? — spytał.

— Złożyłam papiery na medycynę.

— To prawie koledzy po fachu. — Wojciech uśmiechnął się aprobująco i usiedli obok siebie.

— A pan jest lekarzem? — w jej spojrzeniu błysnęło zainteresowanie.

— Chirurgiem.

— Pan? — powtórzyła z niedowierzaniem.

— A co cię tak dziwi? Nie wyglądam? Czy w twojej głowie chirurdzy to sami siwi i małomówni starcy?

Pełne usta dziewczyny rozchyliły się w uśmiechu.

— Jaki konkretnie chirurg?

— Podoba mi się, że znasz niuanse specjalizacji. Chciałbym powiedzieć, że plastyczny. Brzmi lepiej. Niestety, jestem zwykłym chirurgiem. Ktoś musi wycinać wyrostki i kamienie z woreczka.

Roześmiała się. Miała melodyjny, przyjemny śmiech.

Nagle zapragnął się przed nią popisać, pokazać się jako doświadczony lekarz. I zaczął opowiadać, że codzienność tej pracy nie ma nic z romantyzmu książek. Odpowiedzialność ogromna. W rękach chirurga życie pacjenta, a stół operacyjny to pole bitwy, z taktyką i strategią. Wspomniał o dzisiejszym przypadku, ozdabiając opowieść myślami o żonie i dzieciach pacjenta, którzy czekali na wynik operacji.

Dziewczyna początkowo patrzyła podejrzliwie, potem z nieskrywanym podziwem. Pod jej spojrzeniem poczuł się niemal bohaterem, decydującym o losach ludzi. Wiedział, że się wygadał, ale nie mógł przestać. Tak bardzo chciał jej się spodobać.

— Uratował pan człowiekowi życie i mówi o tym tak zwyczajnie? — spytała poważnie.

— To się zdarza codziennie. Każda operacja to ryzyko. — A ty, kim chcesz zostać? — odwrócił pytanie.

— Jeszcze nie wiem. Najpierw muszę się dostać. — Spojrzała na zegarek i zerwała się z ławki.

— Och, spóźnię się! — W oczach zamigotał strach.

— Pod szpitalem stoi mój samochód. — Wojciech też wstał. — Pójdź, podwiozę cię.

W drodze dziewczyna opowiedziała, że mieszka z ciotką Hanią, siostrą matki. Ma psa – starego spaniela Bąbla. Tak nazwał go nieżyjący już mąż ciotki. Ciotka ma chore nogi, więc z Bąblem chodzi ona, Dominika. A Bąbel jest stary, nie może długo wytrzymać, więc jeśli się spóźni, będzie katastrofa.

— Zrzędliwa? — spytał Wojciech.

— Ciotka Hania? Nie, skąd. Jest dobra. Wzięła mnie do siebie, mimo chorych nóg i ciśnienia.

— A skąd przyjechałaś na studia?

— Zawsze tu mieszkałam. Gdy byłam w piątej klasie, mama umarła. Bolał ją brzuch, ale nie szła do lekarza. Wróciłam ze szkoły, a ona leżała nieprzytomna. Wezwałam pogotowie. Pękł jej wyrostek, był już zapalenie otrzewnej. Tata zaczął pić po jej śmierci. Zginął pod kołami autobusu. Dlatego mieszkam z ciotką.

Dominika wyskoczyła z samochodu i pobiegła do klatki. W drzwiach się odwróciła. Wojciech pomachał, a w następnej chwili zniknęła za drzwiami.

Został sam w aucie. Natychmiast przestał czuć się bohaterem. Był po prostu zmęczonym, samotnym chirurgiem. Żal mu jej było. Dobra dziewczyna, ambitna. Tak młoda, a tyle przeszła.

Miesiąc później, po urlopie, Wojciech szedł korytarzem oddziału. Młoda sanitariuszka myła podłogę. Kosmyk rudych włosów wymknął się spod czepeczka. Coś w niej było znajomego. Coś, co kazało mu się zatrzymać. Pacjentka? Czyjaś córka?

Dziewczyna podniosła głowę.

— Pan? Dzień dobry. — W jej ciemnych oczach mignęła radość. Wojciech ją pamiętał, choć imienia już nie.

— Cześć. Miałaś iść na studia, a nie do pracy? — spytał, od razu przechodząc na „ty”. — Albo ktoś z rodziny tu leży?

— Dostałam się. Pracuję do rozpoczęcia zajęć.

— Słusznie. Medycynę trzeba poznać od podstaw. Może zobaczysz, jak wygląda naprawdę, i zrezygnujesz. A kim chcesz zostać? Nie chirurgiem przypadkiem?

— Zobaczymy. — Wzruszyła ramionami, a on przypomniał sobie jej imię. Dominika.

— Miło cię widzieć. — Poszedł dalej, pewny, że patrzy za nim.

Zawsze, przechodząc przez oddział, wypatrywał rudowłosej dziewczyny. A gdy ją widział, zatrzymywał się na chwilę.

Pewnego dnia zastał ją przy pokojPodszedł do niej, widząc w jej oczach to samo niezdecydowane oczekiwanie, które czuł w swoim sercu, ale wiedział, że ostatecznie musi wrócić do żony i dziecka, więc tylko westchnął i powiedział: „Powodzenia na studiach, Dominika”, a potem odwrócił się i odszedł, zostawiając za sobą marzenie, które nigdy nie miało się spełnić.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 4 =

Czekaj na mnie