Między nami przepaść…

Między nami przepaść…

Agnieszka długo nie mogła dojść do siebie po rozwodzie z mężem. Choć przeczuwała, że ją zdradza, prawda i tak okazała się bolesna. Było wspólne życie, plany, marzenia… I nagle nic. Filip po prostu wyszedł z domu i z jej życia.

Lato chyliło się ku końcu, lecz Agnieszka nie widziała ani słońca, ani miejskiego zgiełku, ani tęczy po deszczu. Pewnej duszącej nocy, przewracając się z boku na bok, zrozumiała, że tak dalej być nie może. Filip jest szczęśliwy, a ona tylko umiera powoli.

„Tu wszystko przypomina o nim, o nas. A nas już nie ma. Muszę wyjechać, choćby na chwilę. Tylko nie na południe, nie za granicę, gdzie tłumy i zgiełk. Potrzebuję ciszy, wsi. Przecież mamy tam dom! Babci dom. Wszyscy stamtąd pochodzimy. To nasze miejsce mocy. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?” – Agnieszka usiadła na łóżku. Koszula nocna przylepiała się do pleców.

Babcia zmarła trzy lata temu. Przed śmiercią długo chorowała. Filip namówił ją wtedy na wyjazd do Włoch. „Nic się w dziesięć dni nie stanie” – mówił. Wieść o śmierci dotarła do nich w Neapolu. „Nic już nie pomożemy. Zmiana biletów to problem. Wrócimy, pójdziemy na grób, postawimy znicz…” I znów go posłuchała. Jak zawsze.

Mama miała męża z działką – duży dom niedaleko miasta. Od lat namawiała, by sprzedać babciny dom, ale jakoś zwlekała.

Agnieszka spędzała tam każde wakacje, póki nie poszła na studia. Potem już nie wracała. Nawet na grób babci nie pojechała, teraz już nie pamiętała dlaczego.

Z niecierpliwości aż dłonie jej świerzbiły. Chciała zadzwonić do matki, spytać o klucze, ale widząc godzinę na ekranie telefonu, zrozumiała, że noc. Odłożyła komórkę i opadła na poduszkę. Nic nie szkodzi. Wiedziała już, co zrobić, jak wyrwać się z tej otchłani bólu. Zaczęła myśleć o pakowaniu, o tym, jak przywita ją dom… I zasnęła.

Rano zadzwoniła do mamy, pytając o klucze.

„No wreszcie, zaczynasz myśleć o czymś innym niż twój Filip. Świat się na nim nie kończy…” – mama znów wracała do starych rozmów.

„Mamo, nie teraz. Pocieszenia nie działają. Gdzie te klucze?”

„A po co szukać? Leżą w szufladzie w przedpokoju. Przyjedź, choć na ciebie popatrzę. Dom w porządku. W maju spotkałam ciocię Halinę. Mówiłam ci? Nie? Tobie wtedy nie do tego było… W każdym razie, przyjechała na ślub wnuczki. Mówiła, że dom stoi jak nowy. Pytała, czy nie sprzedamy. Nowy zięć chętnie by kupił. Może pojedziemy razem?” – mama jak zwykle skakała z tematu na temat.

„Nie. Ja sama. Proszę. Po pracy wpadnę po klucze.”

Cały dzień myślała o wyjeździe. Szefowa agencji, gdzie pracowała, też rozwódka, wysłuchała jej argumentów: próbowała zapełnić pustkę pracą, nie wyszło. Postanowiła wyjechać. Sezon urlopowy, klientów mało, dadzą radę bez niej. Szefowa niechętnie, ale się zgodziła.

Wieczorem Agnieszka wpadła po klucze, spakowała rzeczy. Wzięła tylko najpotrzebniejsze. Może i tam nie ucieknie od bólu, może za dzień wróci.

O dziwo, spała kamiennym snem. Rano szybko wstała, wypiła kawę, sprawdziła, czy wyłączyła światło i gaz, wzięła torbę i wyszła.

Miasto jeszcze spało. Nad dachami wschodziło słońce. Z podekscytowania Agnieszka nuciła pod nosem radiowe hity.

Choć dawno nie była na wsi, drogę pamiętała. Dom stał na miejscu. Nawet trawę ktoś skosił. Wysiadła i wtuliła się w ciszę. Były dźwięki: świerszcze, ptaki, koguty, pies u sąsiadów. Ale w porównaniu z miastem – panowała tuDom przyjął ją ciepłym zapachem drewna i wspomnień, a gdy zamknęła za sobą drzwi, poczuła, że wreszcie odnalazła to, czego szukała.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + 10 =

Między nami przepaść…