**Późne szczęście**
Tadeusz długo błąkał się po obcym dużym mieście, aż w końcu dotarł na dworzec. Nogi bolały go ze zmęczenia, a humor miał kiepski. Z taką radością tu przyjechał, a teraz musiał uciekać jak kot, który narozrabiał.
Zauważył wolne miejsce w poczekalni i przysiadł, by odpocząć. *”Odetchnę chwilę, a potem pójdę po bilet. Te kilka minut już nic nie zmieni. Dobrze, że nie wziąłem biletu powrotnego wcześniej. Planowałem zostać tydzień… No cóż.”*
Gdy poczuł, że nogi trochę odpoczęły, zarzucił na ramię ciężką sportową torbę i ruszył do kasy. Czekając w kolejce, obserwował dworcowy tłum i zastanawiał się, co zrobi, jeśli nie będzie już miejsc w pociągu. Ale kasjerka wręczyła mu bilet. Tylko że pociąg odjeżdżał za ponad trzy godziny. Trudno. Ważne, że wracał do domu.
Schował bilet i dowód do kieszeni kurtki, rozejrzał się – jego miejsce już ktoś zajął. Wyszedł na peron. Pod ścianą dworca też stały ławki. Przy jednym z torów stał gotowy do odjazdu pociąg pośpieszny. Tablica przy szóstym peronie wskazywała czas odjazdu i cel podróży. Wszyscy pasażerowie już wsiedli, bo ławki stały puste.
Ostry zapach kreozotu i kurzu mieszał się z dymem papierosowym, odorem alkoholu i potem niemytych ciał. Nawet świeże powietrze nie pomagało. Przez dworzec przewijały się tysiące ludzi, w tym bezdomni i pijani.
Tadeusz usiadł na ławce, z której widział wszystkie tablice i perony, i przygotował się na długie czekanie. W myślach powtarzał rozmowę z wnukiem Haliny, wymyślał lepsze argumenty, ale wtedy stracił głowę…
— Wolne? — usłyszał obok młody męski głos.
Podniósł wzrok i ujrzał przed sobą elegancko ubranego mężczyznę z małą walizką na kółkach.
— Wolne, proszę siadać — odparł, przesuwając się nieco, choć miejsca było dość. Zauważył, że inne ławki też były zajęte.
Mężczyzna usiadł na drugim końcu, poluzował krawat i przysunął walizkę.
— W delegację pan jedzie? — zapytał Tadeusz, mając ochotę na rozmowę.
— Nie, wracam z delegacji — odparł tam, niechętnie patrząc na go.
— Ja też wracam do domu — westchnął Tadeusz.
— Też z delegacji? — spytał tamten sceptycznie.
— Nie. W gościnie byłem. Myślałem, że zostanę tydzień, ale nie wyszło — Tadeusz spuścił głowę.
— Wykopali pana? — zapytał mężczyzna z współczuciem.
— Coś w tym stylu. Czekam na pociąg do Gdańska. A pan?
— Niefart, długo nam przyjdzie czekać. Ja też muszę wracać wcześniej. Musiałem zmienić bilet.
— W którym wagonie? — zainteresował się Tadeusz.
— Jedenastym.
— To pojedziemy razem. A przypadkiem nie w piątym przedziale?
— Piątym — odparł mężczyzna z niedowTadeusz spojrzał na Halinę, ściskając jej dłoń mocniej, i wiedział, że w końcu, po tylu latach, ich szczęście dopiero się zaczyna.



