Zatańcz ze mną

**Zatańcz ze mną**

Wojtek od pierwszego wejrzenia zakochał się w Krysi. Smukła blondynka o piwnych oczach od razu zwróciła jego uwagę, gdy dołączyła do ich biura.

Koleżanki z pracy podzieliły się na dwa obozy. Jedne twierdziły, że jej włosy są farbowane – nie spotyka się przecież blondynek z brązowymi oczami. Drugie upierały się, że to tylko kolorowe soczewki. Czas mijał, a kolor włosów się nie zmieniał. Czasami Krysia zakładała okulary podczas pracy. Po co okulary, jeśli nosi szkła kontaktowe?

Donżuan Tomek również zauważył Krysię, lecz w przeciwieństwie do nieśmiałego Wojtka, od razu zaczął ją adorować. Zapraszał na kawę w przerwie obiadowej, przynosił latte do biura. Gdy zaproponował podwiezienie samochodem, serce Wojtka o mało nie pękło z zazdrości.

Jak Wojtek mógł konkurować z Tomkiem? Tamten był urodziwym uwodzicielem, przed którym dziewczyny docierały. Potrafił opowiadać anegdoty tak, że śmiały się do łez. Prawda była jednak taka, że po zdobyciu serca Tomek szybko tracił zainteresowanie i zwracał uwagę na inne. Tym razem jego obiektem stała się Krysia, zostawiając Magdę samą w toalecie, gdzie płakała i knuła zemstę.

Wojtek zaś był postawnym, rumianym mężczyzną w kanciastych okularach i workowatych ubraniach. Nawet jego nazwisko – Gruby – wydawało się idealnie pasować. Nieśmiały, z naiwnym spojrzeniem, jak jego imiennik z pewnej słynnej powieści. Ale za to, Wojtek znał się na komputerach. Potrafił naprawić niemal każdą awarię, za co cenili go wszyscy.

*Wojtek, pomóż!…
Zawiesił mi się komputer…
Wojtuś, pomożesz zmontować filmik?…*

Siadał przy klawiaturze, jego palce biegały po klawiszach, i wkrótce wszystko działało, prezentacja był gotowa, filmik zmontowany.

*Wojtek, dziękuję!* – mówiła Ewa lub Ania, całując go w policzek, co wywoływało u niego rumieńce.

*Gruby, jesteś geniuszem! Ja bym się męczył cały wieczór, a ty załatwiłeś to w pół godziny. Należą ci się piwo!* – obiecywał któryś z kolegów, po czym oczywiście zapominał.

Wojtek nie pił alkoholu. Wolał podziękowania od dziewczyn.

Tak naprawdę miał na imię Witold, ale ktoś przykleił mu przezwisko „Wojtek” i tak już zostało. Denerwował się, protestował, ale bezskutecznie.

*Daj spokój, nie przesadzaj, fajne imię. Pasuje ci* – mówił Tomek, klepiąc go po ramieniu.

Wojtek nie był bogatym dziedzicem, jak literacki bohater. Wychowywała go samotnie matka. Gdy podrósł i zapytał o ojca, kobieta nie kłó**Zatańcz ze mną**

Wojtek od pierwszego wejrzenia zakochał się w Krysi. Smukła blondynka o piwnych oczach od razu zwróciła jego uwagę, gdy dołączyła do ich biura.

Koleżanki z pracy podzieliły się na dwa obozy. Jedne twierdziły, że jej włosy są farbowane – nie spotyka się przecież blondynek z brązowymi oczami. Drugie upierały się, że to tylko kolorowe soczewki. Czas mijał, a kolor włosów się nie zmieniał. Czasami Krysia zakładała okulary podczas pracy. Po co okulary, jeśli nosi szkła kontaktowe?

Donżuan Tomek również zauważył Krysię, lecz w przeciwieństwie do nieśmiałego Wojtka, od razu zaczął ją adorować. Zapraszał na kawę w przerwie obiadowej, przynosił latte do biura. Gdy zaproponował podwiezienie samochodem, serce Wojtka o mało nie pękło z zazdrości.

Jak Wojtek mógł konkurować z Tomkiem? Tamten był urodziwym uwodzicielem, przed którym dziewczyny docierały. Potrafił opowiadać anegdoty tak, że śmiały się do łez. Prawda była jednak taka, że po zdobyciu serca Tomek szybko tracił zainteresowanie i zwracał uwagę na inne. Tym razem jego obiektem stała się Krysia, zostawiając Magdę samą w toalecie, gdzie płakała i knuła zemstę.

Wojtek zaś był postawnym, rumianym mężczyzną w kanciastych okularach i workowatych ubraniach. Nawet jego nazwisko – Gruby – wydawało się idealnie pasować. Nieśmiały, z naiwnym spojrzeniem, jak jego imiennik z pewnej słynnej powieści. Ale za to, Wojtek znał się na komputerach. Potrafił naprawić niemal każdą awarię, za co cenili go wszyscy.

*Wojtek, pomóż!…
Zawiesił mi się komputer…
Wojtuś, pomożesz zmontować filmik?…*

Siadał przy klawiaturze, jego palce biegały po klawiszach, i wkrótce wszystko działało, prezentacja był gotowa, filmik zmontowany.

*Wojtek, dziękuję!* – mówiła Ewa lub Ania, całując go w policzek, co wywoływało u niego rumieńce.

*Gruby, jesteś geniuszem! Ja bym się męczył cały wieczór, a ty załatwiłeś to w pół godziny. Należą ci się piwo!* – obiecywał któryś z kolegów, po czym oczywiście zapominał.

Wojtek nie pił alkoholu. Wolał podziękowania od dziewczyn.

Tak naprawdę miał na imię Witold, ale ktoś przykleił mu przezwisko „Wojtek” i tak już zostało. Denerwował się, protestował, ale bezskutecznie.

*Daj spokój, nie przesadzaj, fajne imię. Pasuje ci* – mówił Tomek, klepiąc go po ramieniu.

Wojtek nie był bogatym dziedzicem, jak literacki bohater. Wychowywała go samotnie matka. Gdy podrósł i zapytał o ojca, kobieta nie kłamała – powiedziała prawdę: urodziła go dla siebie, na schyłku swojej młodości, gdy już straciła nadzieję na miłość. Była drobna, niespełna piękna, ale o niezwykle ciepłym sercu. Pewnego dnia koleżanka zaprosiła ją na imprezę, gdzie poznała młodego chłopaka. Wszystkie przyjaciółki były już zamężne, więc to on odprowadził ją do domu. Krysia nie traciła czasu – zaprosiła go na kawę. Resztę historii znała tylko ona. Chłopak był znacznie młodszy, po co miałaby psuć mu życie? Gdy urodził się chłopiec, nadała mu imię Witold, na cześć swojego ojca.

Wojtek dorastał spokojnie, nie sprawiając kłopotów. Już w szkole fascynował się komputerami, lecz w przeciwieństwie do rówieśników nie marnował czasu na gry – uczył się programowania. Szybko zorientował się, że może na tym zarabiać. Brakowało mu tylko lepszego sprzętu. Matka wzięła kredyt i kupiła mu wydajny procesor oraz duży monitor. Dla jedynego syna była w stanie na wszystko.

Po szkole Wojtek dosta się na informatykę na Politechnice Warszawskiej. Zaczął zarabiać nie grosze, jak kiedyś, ale całkiem przyzwoite pieniądze. Matka była z niego dumna. Nie pił, nie włóczył się po klubach, nie wdawał w bójki – siedział w domu i pracował.

Gdy Wojtek zaczął dobrze zarabiać, matka przeszła na emeryturę i poświęciła się trosce o syna. Gotowała obfite obiady, piekła pierogi. Wojtek jadł i tył. Ze sportem nie był za pan brat, całe dnie spędzał przed monitorem – stał się samotnikiem.

Jak każda matka, marzyła o dobrej żonie dla syna, o wnukach. Próbowała go swatać z córkami znajomych, lecz Wojtka dziewczyny nie interesowały. Aż do dnia, gdy pojawiła się Krysia. To nie było zwykłe zauroczenie – stracił sen, apetyt. Ściągał jej zdjęcia z mediów społecznościowych i godzinami się w nie wpatrywał. A ona? Nawet go nie zauważała.

Pewnego ranka Wojtek przyszedł do pracy wcześniej i celowo uszkodził system w komputerze Krysi. Bez niego praca stanęła, a szef domaga się raportu.

*Pomóż!* – przybiegła do niego Krysia, zrozpaczona.

Z miną znawcy grzebał w ustawieniach, udając, że naprawia program, który sam zainstalował. Krysia nerwowo przygryzała wargę. W końcu znudziło mu się to przeciąganie – usunął szkodliwe oprogramowanie i wstał.

*Nie udało się?* – spytała zgnębiona.

*Możesz pracować. Wszystko naprawiłem* – odparł z wyższością.

*Dziękuję! Mogę ci się jakoś odwdzięczyć?* – rzuciła nierozważnie.

*Jakkolwiek?* – Wojtek spojrzał na nią dziwnie.

Krysia zorientowała się, że przesadziła.

*No… W granicach rozsądku. Chcesz iść do kina? Albo na kolację?*

*Wszystkie filmy już widziałem, nawet te, które dopiero wyjdą. Ale za tydzień mamy firmową imprezę. Zatańczysz ze mną?*

*Z tobą?* – Pokręciła głową. *To znaczy… umiesz tańczyć?*

*Obiecuję* – powiedziała już mniej pewnie.

Na imprezie, gdy po drinkach i przekąskach przyszła pora na tańce, Wojtek podszedł do Krysi. Zanim zdążył otworzyć usta, Tomek wpadł między nich, porwał Krysię w wir tańca. Wojtek stał jak wryty, patrząc, jak wiruje z Tomkiem, zapominając o obietnicy. Wrócił do domu wcześniej.

Nazajutrz, ostatniego dnia przed świętami, Krysia podeszła do niego zmieszana.

*Czemu tak wcześnie wyszedłeś? Przecież miał*Zatańczyć z tobą mogłabym nawet teraz* – uśmiechnęła się niepewnie, ale Wojtek już wiedział, że prawdziwe szczęście znalazł w ramionach Lory, która nauczyła go nie tylko kroków, ale i tego, że miłość przychodzi niespodziewanie, gdy przestajemy jej szukać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × trzy =

Zatańcz ze mną