Tańcz ze mną

**Zatańcz ze mną**

Michał od pierwszego wejrzenia zakochał się w Kornelii. Smukła blondynka o piwnych oczach – od razu zwróciła uwagę, gdy dołączyła do biura.

Koleżanki podzieliły się na dwa obozy. Jedne twierdziły, że jej włosy są farbowane – „Przecież jasnowłose kobiety nie mają piwnych oczu!” Inne upierały się, że to kolorowe soczewki. Czas mijał, a kolor jej włosów się nie zmieniał. Kornelia czasem zakładała okulary. Po co, skoro nosi soczewki?

Uwodziciel Kacper także zwrócił na nią uwagę, lecz w przeciwieństwie do nieśmiałego Michała od razu zaczął ją adorować. Zapraszał na kawę w przerwie, podwoził samochodem. Gdy tylko spytał, czy może ją odwieźć, serce Michała pękło z zazdrości.

Jak Michał mógł rywalizować z Kacprem? Tamten był przystojniakiem, przed którym kobiety mdlały. Umiał opowiadać żarty tak, że dziewczyny śmiały się do łez. Prawda była taka, że Kacper, gdy tylko zdobył serce, szybko tracił zainteresowanie. Tym razem jego obiektem była Kornelia, a zaniedbana Kinga płakała w toalecie i knuła zemstę.

Michał był za to dużym, niezdarnym mężczyzną z rumianymi policzkami, nosił kwadratowe okulary w rogowej oprawie i workowate ubrania. Nawet jego nazwisko – Szafrański – brzmiało niepoważnie. Był równie nieśmiały i naiwny, jak bohater jednej z powieści. Za to znał się na komputerach. Każdy problem potrafił rozwiązać – prawie każdy. Dlatego wszyscy go cenili.

– Michał, pomóż!
– Zawiesił mi się komputer…
– Szafrański, zmontuj mi ten film…

Michał siadał, jego palce szybko biegły po klawiaturze, i w mig wszystko działało, prezentacja gotowa, film zmontowany.

– Dzięki, Michał! – mówiła Iza lub Ola, całując go w policzek. Wtedy czerwienił się i spuszczał wzrok.

– Szafrański, ty geniuszu! Ja bym się z tym męczył cały wieczór, a ty za pół godziny ogarnąłeś. Naleje ci się whisky! – obiecywał któryś z kolegów, ale oczywiście zapominał.

Michał nie pił alkoholu. Wolał podziękowania od dziewczyn.

Tak naprawdę nazywał się Mikołaj, ale ktoś kiedyś rzucił „Michał” i tak już zostało. Drażniło go to, ale protesty na nic się nie zdały.

– No co ty, nie grymaś, fajne imię. Pasuje ci – klepał go po ramieniu Kacper, a Mikołaj nie wiedział, czy to komplement, czy drwina.

Nie był jak bohater powieści – bogatym dziedzicem. Wychowała go samotnie matka. Gdy podrósł i spytał o ojca, kobieta nie kłamała. Wyznała, że urodziła go dla siebie, u schyłku młodości. Była niska, chuda i nieładna.

Pewnego dnia koleżanka zaprosiła Hannę na spotkanie. Tam poznała młodego chłopaka. Wszystkie kobiety były zamężne, oprócz niej. Musiał ją odprowadzić do domu. Hanna nie straciła głowy i zaprosiła go na kawę. Resztę zostawiła niedopowiedzianą. Nie wyznała nikomu, od kiego zaszła w ciążę. Chłopak był od niej o połowę młodszy – po co miała psuć mu życie? Gdy urodził się syn, nazwała go Mikołajem, na cześć ojca.

Michał rósł spokojny i bystry, nie sprawiał kłopotów. Już w szkole zainteresował się komputerami. Nie grał jak inne dzieci, ale próbował zrozumieć, jak to wszystko działa. Szybko odkrył, że można nawet zarabiać. Tylko potrzebował lepszego sprzętu. Dlatego Hanna wzięła kredyt i kupiła mu drogi procesor, duży monitor. Dla jedynego syna zrobiłaby wszystko.

Po szkole poszedł na informatykę. Zaczął dobrze zarabiać, a matka była z niego dumna. Nie pił, nie włóczył się po klubach, nie wdawał w bójki – siedział w domu i pracował.

Gdy jego zarobki wzrosły, Hanna przeszła na emeryturę i poświęciła się synowi. Gotowała obfite posiłki, piekła pierogi. Michał jadł i tył. Ze sportem nie miał nic wspólnego, całe dnie spędzał przed monitorem, więc stał się małomówny.

Jak każda matka, Hanna marzyła o dobrej żonie dla syna, o wnukach. Próbowała go swatać z córkami znajomych. Ale Michała nie interesowały dziewczyny. Kornelia była pierwszą, która zwróciła jego uwagę. Stracił przez nią sen i apetyt. Ściągał z mediów jej zdjęcia i godzinami się w nie wpatrywał. Ona nawet go nie zauważała.

Pewnego dnia Michał przyszedł wcześniej do pracy i celowo uszkodził komputer Kornelii. Bez niego praca stanęła, a szef domagał się raportu.

– Pomóż! – Kornelia przybiegła do niego z płaczem.

Z miną eksperta majstrował przy urządzeniu, usuwając program, który sam wcześniej zainstalował. Kornelia nerwowo gryzła usta. Wreszcie znudziło mu się sprawdzanie jej cierpliwości – usMichał spojrzał Kornelii w oczy i powiedział: „Nauka tańca nauczyła mnie, że prawdziwe szczęście nie czeka tam, gdzie gonisz za ułudą, lecz tam, gdzie ktoś cieszy się każdym twoim krokiem, nawet tym niezdarnym.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + dwanaście =

Tańcz ze mną