*Tańcz ze mną*
Weronika bardzo spodobała się Grzegorzowi. Piękna, szczupła blondynka o piwnych oczach. Od razu zwrócił na nią uwagę, gdy tylko zaczęła pracować w ich biurze.
Żeńska część zespołu przyjęła ją nieufnie, dzieląc się na dwa obozy. Jedne twierdziły, że farbuje włosy – przecież przy takich jasnych włosach nie może mieć ciemnych oczu. Drugie przekonywały, że to tylko kolorowe soczewki. Czas mijał, a kolor jej włosów się nie zmieniał. Czasem Weronika zakładała okulary podczas pracy. Po co okulary, skoro nosi soczewki?
Uwodzicielski Krzysiek również zwrócił uwagę na Weronikę, ale w przeciwieństwie do nieśmiałego Grzegorza, od razu zaczął się nią interesować. To zaprosił ją na kawę w porze lunchu, to przynosił jej filiżankę do biura. A gdy zaproponował podwiezienie samochodem, serce Grzegorza niemal pękło z zazdrości.
Jak Grzegorz mógł rywalizować z Krzyśkiem? Tamten był przystojniakiem uwodzącym kobiety jednym spojrzeniem. Umiał powiedzieć komplement tak, że dziewczyny mdlały ze szczęścia. Znał mnóstwo dowcipów i potrafił je opowiadać. Prawda była taka, że Krzysiek, zdobywszy dziewczynę, szybko tracił zainteresowanie i przerzucał się na inne. Tym razem jego obiektem była Weronika, zostawiająca za sobą zrozpaczoną Małgorzatę, która płakała w toalecie i knuła plan zemsty.
Grzegorz zaś był postawnym, pulchnym mężczyzną o rumianych policzkach, nosił kwadratowe okulary w rogowej oprawie i workowate ubrania. Nawet nazwisko miał odpowiednie – Mioduszewski. Tak samo nieśmiały i naiwny jak jego imiennik z klasycznej powieści. Ale za to Grzegorz znał się na komputerach. Potrafił rozwiązać każdy problem, no, prawie każdy. Za to cenili go wszyscy.
— Grzegorz, pomóż!
— Mój komputer się zawiesił…
— Grzesiu, pomóż zmontować film…
Grzegorz siadał przy komputerze, jego palce szybko biegały po klawiaturze i wkrótce wszystko było naprawione, prezentacja gotowa, film zmontowany.
— Grzesiu, dziękuję bardzo! — mówiła Iza albo Ola, całując go w policzek, przez co czerwieniał i mieszał się.
— Mioduszewski, jesteś geniuszem! Ja bym się z tym męczył cały wieczór, a ty za pół godziny ogarnąłeś. Naleję ci whisky! — obiecywał któryś z mężczyzn i oczywiście zapominał.
Grzegorz nie pił, więc bardziej cieszyły go podziękowania od dziewczyn.
Właściwie nazywał się Grzegorz, ale czyjaś lekka ręka przylepiła mu imię „Grześ”. Wściekał się, mówił, że jest Grzegorz, ale to nie pomagało.
— Nie bądź taki, to fajne imię. Pasuje ci — mówił Krzysiek, klepiąc go po ramieniu.
I Grzegorz nie wiedział, czy to komplement, czy szyderstwo.
Nie był bogatym dziedzicem jak bohater powieści. Mama wychowywała go sama. Gdy podrósł i zapytał o ojca, nie kłamała. Powiedziała mu prawdę. Że urodziła go dla siebie, już u schyłku swojej krótkiej młodości. Była niska, chuda i nieładna.
Kiedyś jedna z koleżanek zaprosiła Katarzynę na herbatę. Tam poznała młodego chłopaka. Wszystkie kobiety były zamężne, tylko Katarzyna nie. Musiał ją odprowadzić do domu. Nie tracąc głowy, zaprosiła go na kawę. A potem… Katarzyna nikomu nie powiedziała, od kogo zaszła w ciążę. Chłopak był prawie dwa razy młodszy – po co miała mu psuć życie? Gdy urodził się chłopiec, nazwała go Grzegorzem, na cześć swojego ojca.
Grześ rósł spokojny i bystry, nie sprawiając problemów. Już w szkole zafascynował się komputerami. Nie grał w gry jak inni chłopcy, tylko starał się zrozumieć, jak to wszystko działa. Szybko pojął, że można na tym nawet zarabiać. Tylko potrzebował lepszego sprzętu. I Katarzyna wzięła kredyt, kupiła ukochanemu synowi drogi procesor, duży monitor. Wszystko dla jedynego dziecka.
Po szkole Grzegorz poszedł na studia informatyczne. Zaczął zarabiać nie grosze, jak kiedyś, ale całkiem przyzwoite pieniądze. Matka była z niego dumna i go uwielbiała. Nie pił, nie włóczył się po klubach, nie bił się, siedział w domu i pracował.
Gdy Grzegorz zaczął dobrze zarabiać, Katarzyna przeszła na emeryturę i poświęciła się synowi. Gotowała obficie i smacznie, piekła ciasta. Grześ jadł i tył. Ze sportem nie miał nic wspólnego, całe dnie spędzał przed monitorem, więc stał się małomówny.
Jak każda matka, Katarzyna marzyła o dobrej żonie dla syna, o wnukach. Próbowała go swatać z córkami przyjaciółek. Ale Grześ nie interesował się dziewczynami. Weronika była pierwszą, którą zauważył. I to jak! Stracił sen i apetyt. Ściągał jej zdjęcia z mediów społecznościowych i godzinami się w nie wpatrywał. A ona w ogóle go nie widziała.
Pewnego dnia przyszedł do pracy wcześniej i… uszkodził komputer Weroniki. I co teraz? Cała praca stanęła, a szefowie domagali się raportu.
— Pomóż! — przybiegła do niego Weronika.
Z poważną miną długo grzebał, usuwając program, który sam zainstalował. Weronika nerwowo gryzła usta. W końcu znudziło mu się jej wystawianie na próbę. Usunął program i wstał.
— Nie udało się? — zapytała przygnębiona.
— Możesz pracować. Naprawiłem wszystko — odpowiedział z wyższością.
— Naprawdę? Dziękuję! Proś, o co chcesz! — powiedziała impulsywnie.
— O co chcę? — Grzegorz spojrzał na nią dziwnie.
Weronika zrozumiała, że powiedziała za dużo.
— Tak. W granicach rozsądku, oczywiście — dodała. — Chcesz, pójdziemy do kina? Albo na kolację?
— Wszystkie filmy już widziałem, nawet te, których jeszcze nie wyświetlają. Niedługo Sylwester. Będzie impreza firmowa. Zatańczysz ze mną?
— Z tobą? A ty potrafisz? — spytała zdezorientowana. — Dobrze, obiecuję — dodała już mniej pewnie.
Tydzień później, na imprezie, gdy wszyscy już wypili, zjedli i przyszła pora na tańce, Grzegorz podszedł do Weroniki. Zanim zdążył otworzyć usta, podbiegł Krzysiek, porwałWeronika długo patrzyła za odchodzącym Grzegorzem, a gdy zrozumiała, że już nigdy nie będzie tak patrzeć na nią jak dawniej, poczuła, że coś ważnego właśnie się skończyło.



