Zdrada

Życie bywa przewrotne. Jedni mają szczęście spotkać miłość swojego życia już za młodu, a inni muszą przez zdrady, rozwody i rozpacz, zanim los się do nich uśmiechnie.

Dariusz należał do tych drugich. Poznał swoją przyszłą żonę jeszcze na studiach. Śliczna i skromna Bożena przyjechała do Warszawy z małej miejscowości pod Łodzią. Od razu mu się spodobała. On zaś był zwykłym chłopakiem bez szczególnych zalet. Bożena długo nie odwzajemniała jego uczuć.

Ale na ostatnim roku, gdy większość studentów znalazła już swoje drugie połówki, a niektórzy nawet założyli rodziny, Bożena nagle spojrzała na Dariusza łaskawszym okiem. Był w siódmym niebie i oczywiście niemal od razu oświadczył się jej. Ku jego radości przyjęła propozycję.

Mama Dariusza domyślała się, że dziewczyna nie chce wracać na prowincję. Ślub z synem dawał jej mieszkanie w stolicy, dobrą pracę i stabilizację. Ale widząc, jak bardzo zakochany jest jej syn, postanowiła nie psuć mu tego obrazu.

Wesele wyprawili zaraz po obronie dyplomów. W restauracji pod Warszawą zgromadziło się mnóstwo ludzi, głównie studencka brać. Tylko rodzice Bożeny nie przyjechali.

Wyjaśniła, że ojciec jest ciężko chory, przykuty do łóżka, a matka nie może go zostawić samego. Na dalsze pytania odpowiadała wymijająco, a w jej oczach błyszczały łzy. Rodzice Dariusza uznali, że nie warto drążyć tematu. Pomoc też odrzucała.

— Woziłam tatę po wszystkich lekarzach. Nikt nie umiał mu pomóc — mówiła cicho Bożena, a jej spojrzenie stawało się smutne.

Rodzice Dariusza starali się być dla niej rodziną. Żyli więc razem w zgodzie. Bożena szybko zaszła w ciążę. Nie szukała pracy, bo i tak niedługo miał iść na urlop macierzyński. Po dziewięciu miesiącach urodziła chłopca. Dziadkowie nalegali, by nazwać go po ojcu Bożeny — Stanisławem.

Drugie dziecko przyszło na świat dopiero po ośmiu latach. Poród był trudny, przedwczesny. Urodziła się malutka, wątła dziewczynka. Nadali jej na imię Kasia, na cześć mamy Dariusza.

Rodzice Bożeny nigdy nie poznali wnuków. Rok po narodzinach Stasia zmarł jej ojciec, a matka odeszła osiem miesięcy później.

Gdy Kasia poszła do szkoły, Bożena postanowiła wrócić do pracy. Znudziło jej się siedzenie w domu. Oczywiście, w swoim zawodzie już nie miała szans — wiedza dawno wywietrzała, a doświadczenia nigdy nie zdobyła.

Dzięki znajomościom rodziców Dariusza udało się jej załatwić posadę asystentki dyrektora w dużej firmie — czyli, krótko mówiąc, sekretarki.

Zaczęła spędzać mnóstwo czasu na siłowni. Ubierała się modnie, makijaż miała perfekcyjny. Wyglądała na bizneswoman, a nie na zaniedbaną gospodynię. Znajomi i koledzy wyrzucali Dariuszowi, że trzymał taką piękność w domu, ukrytą przed światem.

Bożena zaniedbała dzieci. Staś kończył liceum i szykował się na studia, a Kasia większość czasu spędzała u dziadków, którzy rozpieszczali ją niemiłosiernie, rekompensując brak matki.

Coraz częściej Dariusz słyszał od żony pretensje. Że nie dba o siebie, że brzuch mu rośnie, że powinien zapisać się na siłownię i wrócić do formy. I coraz częściej stawiała mu za przykład swojego szefa, który był starszy, a wyglądał jak trzydziestolatek.

Dariusz szybko zrozumiał, o co chodzi. Pewnego dnia postanowił wpaść do pracy żony. Znalazł nawet pretekst — zbliżały się urodziny ojca, trzeba było wymyślić nietuzinkowy prezent.

Wszedł do recepcji — pusto. Zapukał do gabinetu dyrektora, a gdy nikt nie odpowiedział, otworzył drzwi. Pomieszczenie było puste, ale z bocznego pokoju dobiegały charakterystyczne odgłosy, które nie pozostawiały wątpliwości.

Bez zastanowienia otworzył drzwi. Jego skromna Bożena, z podwiniętą spódnicą, siedziała okrakiem na dyrektorze, który leżał na sofie ze spuszczonymi spodniami. Poznał ją od razu — w końcu spędzili razem siedemnaście lat.

Dariusz stał jak wryty, po czym zamknął drzwi i wyszedł. To było zbyt brutalne, zbyt nierealne. Nie wiedział nawet, dlaczego nie rzucił się na tego faceta, nie zdzielił go pięścią w tę jego arogancką twarz.

Bożena wróciła do domu jak gdyby nigdy nic, uśmiechnięta jak kot, który właśnie zjadł śmietankę. Teraz wszystko stało się jasne. Dlatego od miesięcy unikała zbliżeń — zawsze była zmęczona, bolała ją głowa, miała tysiąc wymówek. A okazało się, że po prostu zużywała energię w pracy. Taka to skromnisia.

Dariusz powiedział żonie, że wie wszystko i że nie ma sensu się wypierać. Bożena szybko opanowała nerwy.

— No cóż, skoro wiesz… To nawet lepiej — odparła lekko. — Odchodzę od ciebie.

— A dzieci?

— Staś jest dorosły, zaraz się ożeni. A Kasia niech sama zdecyduje.

Kasia nie zastanawiała się długo — nie chciała mieszkać z nowym mężem matki. Z ojcem też nie. W końcu mógł znaleźć sobie kogoś nowego, pojawiłaby się macocha… Ale u dziadków było wygodnie i dobrze ją traktowali.

Tak się rozstali. Dariusz został sam. Nie był już chłopcem, ale dojrzałym mężczyzną w sile wieku. Dyrektor miał własne mieszkanie, ale Bożena uparła się przy samochodzie. Przywykła. Dariusz nie protestował — niech bierze, co chce. Samemu i tak niewiele mu było trzeba.

Po jakimś czasie poznał Ludmiłę. Jej też mąż odszedł. Tylko że ona nie miała dzieci — w młodości przeziębiła się i nie mogła zajść w ciążę. Żyli więc razem bez większych fanfar.

Staś skończył studia i się ożenił, Kasia nie chciała się dalej uczyć. Nagle zmarł ojciec Dariusza. Matka odeszła dwa lata później. Kasia została pełnoprawną właścicielką ich mieszkania.

Pieniądze szybko się skończyły, a Kasia nie paliła się do pracy. Coraz częściej wpadała do ojca. Ludmiła starała się ją dobrze nakarmić, zawsze dając coś na wynos. Wkrótce stało się to rutyną — co trzy dni Kasia przychodziła na obiad i wychodziła z torbą jedzenia.

— Rozpieszczasz ją — mruczał Dariusz. — Dorosła dziewczyna, mogłaby o siebie zadbać. Dziadkowie zostawili jej mieszkanie i oszczędności.Kiedy po latach Kasia wreszcie przyszedła pewnego dnia z płaczem i wyznaniem, że straciła wszystko przez swoją lekkomyślność, Dariusz westchnął tylko, przytulił ją mocno i szepnął: „Wiesz, że zawsze możesz tu wrócić, prawda?” — bo w końcu rodzina to jedyna rzecz, której nie da się oszukać ani kupić za żadne pieniądze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 − 9 =

Zdrada