Odweta

**Zemsta**

Od dzieciństwa Krzysztof był spokojnym i rozważnym chłopcem. Rodzice nie żałowali niczego dla swojego jedynaka – zapisywali go na tysiące zajęć dodatkowych, byle tylko wyrósł na człowieka wszechstronnego. Ćwiczył karate, grał w szachy, malował akwarele. Gdy podrósł, wpadł w sidła gitary.

Koledzy ciągnęli dziewczyny do kina, balowali przy taniej wódce i papierosach, a Krzysztof wolał przesiadywać w domu, brzdąkając w struny i śpiewając zachrypniętym głosem.

Rodzice marzyli dla niego o wielkiej przyszłości. W małym miasteczku pod Lublinem, gdzie mieszkało ledwie piętnaście tysięcy ludzi, nie było dla niego miejsca. Po maturze – z jego świetnymi ocenami! – bez trudu dostał się na prestiżową informatykę na Uniwersytecie Wrocławskim.

Na dzień przed rozpoczęciem roku ojciec zawiózł syna do ciotki. Rok wcześniej owdowiała, dzieci się rozjechały, a w domu było pusto. W akademiku za dużo pokus, za dużo hałasu. Matki nie zabrali, żeby nie urządzała scen. Ojciec zostawił trochę złotówek na pierwsze dni i odjechał.

Po raz pierwszy w życiu Krzysztof został sam. Ciotka nie interesowała się specjalnie jego sprawami – pilnowała tylko, by był najedzony i nie wracał za późno.

Koledzy z roku rzucili się w wir imprez, często opuszczając zajęcia. Krzysztof trzymał się z boku – nigdy nie miał bliskich przyjaciół, a hulanki go męczyły. Od pierwszego dnia jego uwagę przykuła Zofia, piękna blondynka.

Chłopaki szeptali, że Zosia wybrała „męski” kierunek tylko po to, by złapać bogatego męża. Nie grzeszyła inteligencją, ale wykładowcy rzadko stawiali jej dwóje. Przy niej po prostu miło było tłumaczyć zadania, poprawiać błędy, delikatnie muskając jej ramię.

Ale Zofia nie narzekała na brak adoratorów. Krzysztofa uważała za nudnego kujona i omijała szerokim łukiem. O czym z nim gadać? O gitarze, szachach czy programowaniu? W każdym razie – nie był w jej typie.

A on cierpiał z powodu nieodwzajemnionego uczucia. Marzył, by być przy Zosi na każdej wykładzinie, w akademiku, wszędzie. Przy kolejnej wizycie w domu oznajmił rodzicom, że chce zamieszkać w akademiku. U ciotki za daleko, traci czas na dojazdy. Wybuchła awantura – ojciec krzyczał, matka płakała.

Ale Krzysztof obiecał, że nauka na tym nie ucierpi, że mogą mu zaufać. I tak już patrzą na niego krzywo – jedyny w grupie nie mieszka z resztą. Rodzicom nie pozostało nic innego, jak się pogodzić z decyzją.

Krzysztof był w siódmym niebie. Teraz będzie widywał Zosię nie tylko na zajęciach (na które i tak rzadko chodziła), ale i wieczorami. Wymyślał preteksty, by do niej zajrzeć. Bezskutecznie.

Nawet gdy trafiali na te same imprezy, odmawiała mu tańca, uciekała na balkon palić. Krzysztof też zaczął palić – ale i to nie zbliżyło go do blond piękności.

Prawdziwą próbę przyniosły wakacje – dwa miesiące bez Zosi. Męczył się, licząc dni do września. Tak minął kolejny rok.

Krzysztof uczył się znakomicie, wykładowcy wróżyli mu wielką karierę. Gdy 31 sierpnia wrócił do akademika (matka nie puściła go wcześniej), dowiedział się, że Zofia wyszła za mąż. Stracił sen i apetyt. Jej wybrankiem został starszy kolega – sportowiec, chluba uczelni.

Zosia zniknęła z akademika. Zamieszkali w jego mieszkaniu. Krzysztof mógł ją teraz widywać tylko na zajęciach, obserwując z daleka. Tuż przed sesją zimową poprosił ją o notatki.

„Poproś kogoś innego. Ja też muszę się uczyć” – odmówiła.

„Kolokwium pojutrze, oddam jutro” – błagał, patrząc zakochanymi oczami.

Zofia w końcu oddała mu zeszyt.

Następnego dnia Krzysztof po raz pierwszy opuścił zajęcia – specjalnie, by osobiście odnieść Zosi notatki. W stołówce podsłuchał, jak narzeka przyjaciółce, że mąż znów wyjechał na zawody. Jemu oceny stawiają automatycznie.

Adres Zosi wyciągnął od koleżanek. Wykalkulował, kiedy powinna wrócić z uczelni, i pojechał. Chciał tylko być przy niej, wyznać miłość. Z drżącym sercem nacisnął dzwonek. Ale drzwi otworzył jej mąż – barczysty atleta.

„Czego?” – warknął.

„Notatki dla Zosi” – wydukał Krzysztof.

„Dawaj” – sportowiec wyciągnął łapę.

Krzysztof próbował zajrzeć do środka, ale tamten zasłonił cały przejście.

„Chciałem jej osobiście oddać” – przytulił zeszyt do piersi.

Mąż zmierzył go pogardliwym spojrzeniem, wyrwał notatki i zatrzasnął drzwi przed nosem.

Krzysztof przeniósł się do innej grupy i wrócił do ciotki.

***

Minęło piętnaście lat

W biurze wszyscy gratulowali Krzysztofowi Nowakowi objęcia stanowiska dyrektora. Poprzednik dostał awans i wyjechał do Warszawy. Wśród pracowników byli też jego dawni koledzy – jak skromna, obowiązkowa Kinga Kowal, matka bliźniaków.

Odciągnęła go na bok i szczerze cieszyła się jego sukcesem.

„Zawsze wiedziałam, że dasz radę” – poprawiła okulary, trzymając kieliszek szampana.

„Szara mysz, a jednak znalazłaŚmiech Zosi, gdy po latach uświadomiła sobie, że to właśnie jego tęskne spojrzenia zza monitora były najprawdziwszą miłością jej życia, zabrzmiał w kuchni ich nowego domu nad Zalewem Zegrzyńskim, gdzie Krzysztof w końcu nauczył ją grać w szachy, a ona jemu – cieszyć się drobiazgami.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście + osiemnaście =

Odweta