Z miłości dla pasji

Dla miłości

– Dziewczyno, nie powiesz mi, gdzie jest ulica Sienkiewicza? Kręcę się w kółko, nikt nie wie.

Przed Anią stał przystojny chłopak z wielką czarną torbą przewieszoną przez ramię.

– To tak teraz się poznajecie? – spytała z przekąsem.

– Jestem Krzysiek. A ty?

– Kinga – zaśmiała się Ania i ruszyła dalej, ale chłopak ją dogonił.

– Serio szukam tej ulicy. Kumpel zaprosił mnie na wesele, a ja się tu kompletnie nie znam.

Ania dopiero teraz zauważyła, że ma na sobie koszulę w kratę, luźne spodnie, a nie te obcisłe, które teraz wszyscy noszą. I torbę podróżną. Widać, że nie stąd.

– Idź prosto, na światłach skręć w prawo, w alejkę. To będzie Sienkiewicza – powiedziała już łagodniej.

– Dzięki. – Krzysiek szeroko się uśmiechnął i jego twarz nagle ożyła. – No to jednak… jak masz na imię?

– A ty?

– Mama uwielbia Mickiewicza, więc nazwała mnie Krzysiem. No zawsze lepiej niż Zbyszkiem, co? – Zaśmiał się swojsko do własnego żartu.
Ania nigdy nie słyszała, żeby chłopaki potrafili tak szczerze się śmiać, prosto z serca.

– Nie wiem, czy moja mama kocha poetów, ale mnie nazwała Anią. – Ania też się rozśmiała.

– To może pójdziesz ze mną jutro na to wesele? Kumpel się żeni. A ja tu nikogo nie znam. – Patrzył na nią z nadzieją.
Zagubiłaby się w tej chwili. Wydawał się autentyczny, sympatyczny.

– Przepraszam, mam jutro kolokwium, muszę się uczyć. – Znów próbowała odejść.

– Podaj mi numer telefonu, a pójdę. Jak inaczej mam ci powiedzieć, o której ta impreza?

– A ja chyba nie powiedziałam, że pójdę z tobą? – zdziwiła się Ania.

– Nie, ale… Stud- Nie, ale… Studia? Zgadnijmy… – Krzysiek udawał, że myśli. – Będziesz lekarzem.

– Tak. Skąd wiedziałeś? – zdumiała się Ania.

– Moja mama mówi, że najbardziej pomocni ludzie to nauczyciele i lekarze. Nie odejdę, dopóki nie dasz mi numeru. Pójdę za tobą, żeby sprawdzić, gdzie mieszkasz. Jutro stanę na podwórku i będę krzyczał twoje imię.

Ania niechętnie podała mu numer.

– Zadzwonię! – krzyknął za nią, gdy już odchodziła.

Mama bardzo chciała, żeby Krzysiek po szkole kontynuował naukę. Ale na studia dzienne nie miał wystarczająco punktów, a na płatne ich nie stać. Krzysiek, jak większość chłopaków, wolał grać w piłkę niż siedzieć nad książkami.

Mieszkali z mamą sami w małym miasteczku, gdzie była jedna szkoła, w której mama uczyła polskiego. Szpital też był, ale z poważnymi problemami jechało się do wojewódzkiego.

Krzysiek zatrudnił się w warsztacie samochodowym u znajomego taty. Na studia planował iść po wojsku. Dziewczyny go lubiły, ale żadna nie poruszyła jego serca. Tata zginął w pożarze. Był budowlańcem i postawił duży, piękny dom dla rodziny.

Pewnego wieczoru szedł do domu i zobaczył dym wydobywający się z okien drewnianego domu. Tamtego lata upały były straszne, pożary nie należały do rzadkości. Kobieta wybiegła do niego, błagając o pomoc. Wyszła do sąsiadki, a w domu został syn…

W oknach już szalał ogień, ludzie zbiegali się na miejsce. Drzwi były zamknięte od środka. Tata Krzysztofa rozbił okno i zniknął w płomieniach. Chłopca znalazł szybko. Na szczęście trafił do jego pokoju. Ale tamten już był nieprzytomny od dymu. Tata podał dziecko przez okno, sam nie zdążył wyjść.

Okazało się, że mąż kobiety wrócił pijany. Nie zastał żony, zamknął drzwi od środka, położył się z papierosem…

Nazajutrz Krzysiek zadzwonił do Ani. Spytał, jak poszło kolokwium, przypomniał o weselu.

Była sobota, nie trzeba się było uczyć, więc Ania zgodziła się pójść. Stał ciepły maj. Czeremcha już przekwitała, zasypując chodnik białymi płatkami jak śniegiem. Gdy Krzysiek zobaczył wychodzącą do niego Anię, zamarł z zachwytu.

Po weselu odprowadzał ją do domu, rozmawiali, całowali się pod klatką.

– Jutro wyjeżdżam. Przyjedź do mnie. U nas jest pięknie. Z wieży kościoła roztacza się taki widok, że dech zapiera. Mamy własny dom, tata go zbudował. Rzeka dzieli miasteczko na dwie części.

Gdy tata żył, często chodziliśmy na ryby. Nad ranem nad wodą unosi się mgła, rosa na trawie, taka cisza, że słychać plusk ryb. Przynosiliśmy płocie, leszcze, raz nawet złowiliśmy szczupaka. O takiego. – Krzysiek rozłożył szeroko ręce. – No dobra, trochę mniejszego. Gdy byłem w wojsku, śniło mi się nasze miasteczko. Tak chciałem wrócić…

– Czemu nie poszedłeś od razu na zaoczne? – spytała Ania.

– Mama mówiła, że nauka powinna być porządna. Ale chyba chciała, żebym wyjechał, żył w mieście. U nas z pracą nie najlepiej. Przyjedź po sesji. Zobaczysz, jakie tu piękne miejsca. Miasto duże. Pełno bloków. Dwie godziny autobusem i jesteś w raju.

Nie chciało im się rozstawać. Gadaliby do rana, ale Krzysiek zauważył, że Ania drży.

Rano, już w autobusie, wysłał jej SMS-a, że tęskni i czeka. Ania akurat jadła śniadanie, przeczytała i uśmiechnęła się.

– Ten wczorajszy napisał? – spytała mama.

– Widziałaś nas?

– Jasne. Kim jest? Też student?

– Tak, studiuje na politechnice – skłamała Ania.
Wiedziała, że mama chciała dla jedynej córki najlepszego. Nie ucieszyłaby się, gdyby dowiedziała się, że Krzysiek pracuje w warsztacie w małym miasteczku.

Od tego dnia godzinami rozmawiali przez telefon, gadali na Skypie do późna. Któregoś weekendu Krzysiek wyrwał się do Ani. Do miasta zjechali letnicy, wszędzie samochody, w warsztacie praca aż kipiała. Dlatego wieczorem wrócił ostatnim autobusem.

– Obiecałaś przyjechać, pamiętasz? Czekam – powiedział na pożegnanie.

Ania zdała sesję i oznajmiła rodzicom, że jedzie na parę dni do koleżanki.

– Chyba nie miałaś nigdy koleżanki z innego miasta? – spytała mama.

– Nie miałam, a teraz mam. Tam są piękne widoki, rzeka, ryby.

– To na ryby jedziesz? – zażartowała mama. – Ciekawe.

– Daj jej spokój. Jest dorosła. Niech jedzie – wstawił się tata. – Sam bym nie odmówił posiedzenia z wędką.

– Dobrze, muszę już lecieć, dzięki, mamo. – Ania wstała od stołu i cmoknęła mamę w policzek, zanim rodzice zdążyli się pokłócić.

Następnego ranka tata zawiózł ją na dworzec.

– Nie jedziesz do żadnej koleżanki, co? – spytał.

– Tylko nie mów mamie. Nie martw się, nie zrobię nic głupiego.

– Liczę, że wiesz, co robisz. Dzwonij.

– Wiem, tato. Dzięki. – Ania cmoknęła go w policzek i wsiadła do autobusu.

Krzysiek przywitał ją, jak obiecał. Jej mała dłoń tonęła w jego dużej ręce, gdy szli do jego domu. Miasto było naprawdę ładne. Ania stresowała się, jak przyjmie ją mama Krzysztofa, skoro nie byli narzeczonymi, a mieszkali pod jednym dachem.

Spodziewała się zwykłego domku, a Krzysiek zaprowadził ją do piętrowego domu z ogrodem. Tata budował z myślą o przyszłości – syn dorośnie, przyprowadzi żonę, będzie miejsce dla wszystkich.

Anię ulokowano w małym przytulnym pokoju. Mama oprowadziła ją po domu. Ciepła woda, prysznic, gaz, ale i piec na wszelki wypadek. Nie gorzej niż w mieście. Na ścianie wisiało duże zdjęcie taty. Ania od razu zauważyła, że Krzysiek jest do niego bardzo podobny.

Spacerowali do późna, nie mogli się nagadać. W nocy Ania długo nie mogła zasnąć, wspominała cały dzień, każde jego słowo, nasłuchiwała skrzypienia domu w ciszy, jakby wzdychA kiedy rok później szli razem nad rzekę, trzymając się za ręce, Ania wiedziała już, że to właśnie była najpiękniejsza ulica, na jaką kiedykolwiek trafiła – ta prowadząca do jego serca.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 5 =

Z miłości dla pasji