Dzisiaj na targowisku w Krakowie widziałem coś, co dało mi do myślenia. Trzy kobiety stały przy straganie z jabłkami.
Pierwsza, pani Jadwiga, westchnęła ciężko:
— Patrzcie tylko, jakie małe i poobijane… A ceny jak za złoto! Dobre czasy minęły. Świat leci na łóżko.
Druga, pani Zofia, uśmiechnęła się łagodnie:
— A ja myślę, że tegoroczne zbiory to prawdziwy dar. Pogoda była kapryśna, a jabłka — choć nie idealne — pełne soku. Gospodynie się postarały.
Trzecia, pani Barbara, w milczeniu sięgnęła po portmonetkę:
— W domu czeka chory wnuczek. Uwielbia pieczone jabłka. Dla niego liczy się tylko to, by były zrobione z sercem.
Dzisiaj zrozumiałem, że każdy patrzy na świat przez pryzmat własnego życia.
Dla jednych to tylko zepsute owoce.
Dla innych — szansa, by wesprzeć czyjąś pracę.
A dla niektórych — sposób, by okazać troskę.
Zanim wydasz sąd, zastanów się, z jakiego miejsca w sercu patrzysz.



