Inny Ivanov…

Piotr poczuł, jak Weronika dotknęła jego dłoni.
– Co? – Otworzył oczy. – Zaczyna się?

Uśmiechnęła się tajemniczo i spojrzała na łóżko obok niego.
Piotr odwrócił głowę i zobaczył zawiniątko. Dotknął go, lecz kocyk ugiął się pod jego palcami. Było puste…
– Piotr! – odezwał się z oddali zaniepokojony głos Weroniki.

Otworzył oczy i ujrzał jej napiętą twarz, jakby nasłuchiwała czegoś. Potrząsnął głową, próbując otrząsnąć resztki snu.

– Co? Już? Zostały jeszcze dwa tygodnie…

– Nie wiem, boli mnie brzuch – powiedziała Weronika.

– Dobra – Piotr podniósł się na łokciach. – Trzeba wezwać karetkę. – Spojrzał na łóżko obok. Żadnego zawiniątka nie było. Odetchnął z ulgą, odpędzając senne widmo.

– Poczekajmy. Nie jestem pewna, czy to skurcze. Po prostu boli. Mówili, że karetkę wzywamy, gdy przerwy między skurczami skrócą się do dziesięciu minut. – Weronika patrzyła na męża z nadzieją.

– A jak karetka przyjedzie, ty już urodzisz. Gdzie mój telefon? – Piotr sięgnął po dżinsy na oparciu krzesła. Telefon wysunął się z kieszeni. Dźwięk upadku stłumił miękki puszysty dywan.

Piotr ocknął się całkowicie, usiadł, podniósł telefon i włożył spodnie. Za plecami Weronika jęknęła, obejmując brzuch.

– Co? Skurcz? – Przesunął się na drugą stronę łóżka, usiadł przy niej i zaczął masować jej plecy pięściami, jak uczono na kursach przedporodowych.

– Oddychaj głęboko – powiedział, sam głośno wciągając powietrze nosem i wypuszczając ustami.
Weronika powtórzyła.

– Już przeszło – wyszeptała, wymuszając uśmiech.

– Dzwonię po karetkę. – Piotr zerwał się z łóżka. – Nie. Ubieraj się, zawiozę cię sam do szpitala. Będzie szybciej.

Torba z potrzebnymi rzeczami stała od dawna w rogu sypialni.

– Dokumenty są w szufladzie nocnej – powiedziała Weronika, nakładając luźną sukienkę.

Piotr wyjął dokumenty, zauważył na dnie szuflady ładowarkę, wrzucił ją do torby razem z teczką.

– A paszport?

– W szafie – odpowiedziała spod sukienki Weronika.

Piotr pobiegł do drugiego pokoju, szukał paszportu, irytując się, że nie spakowała wszystkiego razem. „Jej telefon…” – Gdzie twój telefon? – krzyknął.

– Tu, na stoliku – spokojnie odparła Weronika.

– Weronika, ile razy mówiłem, żeby trzymać wszystko pod ręką! Jak dziecko – burknął, wracając do sypialni. – A szczotka, pasta do zębów…

Weronika uśmiechnęła się winowajczo, lecz grymas bólu wykrzywił jej usta.

– Zaraz. – Rzucił torbę na podłogę i znów masował jej plecy.
Wściekłość narastała w nim. Spojrzał na zegarek – była piąta trzydzieści rano.

Weronika rozluźniła się, ból ustąpił, by wrócić po paru minutach.

Piotr wciągnął koszulkę, podniósł torbę.

– Chodź, może zdążymy zejść przed następnym skurczem.

Weronika szła powoli do przedpokoju, podpierając ciężki brzuch. Piotr ubrał ją w szerokie buty – modne obuwie odstawiono, bo opuchnięte stopy nie mieściły się. Pomógł włożyć płaszcz, zarzucił kaptur, sam zaczął się ubierać. Skarpetki… Zapomniał włożyć skarpetek, nie było czasu szukać. Wsunął bose stopy w buty…

– Idziemy? – Pomógł Weronice wstać z niskiej ławeczki i wyszli.

W drodze do windy Weronika zatrzymała się i jęknęła, opierając się o ścianę. Piotr współczuł, ale irytował się jej powolnością. W ten sposób w godzinę nie dojdą do szpitala.

– Powoli, w samochodzie będzie lepiej – ciągnął ją do windy. – Jeszcze chwila…

Miasto dopiero się budziło. Tu i tam zapalały się światła w oknach. Nocą spadło dużo śniegu, co utrudniało wyjazd z podwórka.

„Dlaczego ludzie nie myślą o porze roku, gdy planują dziecko? Latem byłoby łatwiej. Wcześnie świta, brak śniegu – raj.” Myśli Piotra przerwało westchnienie Weroniki.

Na drogach było pusto, Piotr przyciskał gaz…

– Wer, wytrzymaj. Jeszcze trochę. Oddychaj…

Piotr czuł, że za każdym razem, gdy Weronika wzdychała, jego mięśnie brzucha też się napinały. Ale to nie był ten sam ból. Nie mógł go z nią podzielić, by ulżyć.

Wreszcie szpital. Piotr pomógł żonie wysiąść, poprowadził ją po rampWeronika mocno ścisnęła jego dłoń, a gdy ich spojrzenia się spotkały, w jej oczach Piotr ujrzał tę samą niezniszczalną siłę, która połączyła ich losy tego zimowego poranka.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − 2 =

Inny Ivanov…