Zadzwonię do Ciebie jutro

*Zadzwonię do ciebie jutro*

Jakub leżał na wznak. W zagłębieniu pod jego obojczykiem spoczywała głowa Kornelii. Jedną nogę zarzuciła na niego, dłoń przycisnęła do jego piersi, dokładnie nad sercem. Nasłuchiwał jej równych oddechów, rozkoszując się chwilą. *Tak mógłbym leżeć całe życie…* – pomyślał i przymknął oczy.

Drgnął, jakby ktoś szturchnął go w bok, i obudził się. Kornelia poruszyła się obok.

– Co, już czas? – zamruczała przez sen.

Jakub nie widział z kanapy okna, ale po tym, jak w pokoju zrobiło się ciemno, zrozumiał, że już wieczór – dawno powinni opuścić swoje tymczasowe gniazdko. A tak nie chciało się stąd wychodzić…

Poznali się za późno, gdy oboje byli już związani obowiązkami wobec rodzin i dzieci. Żyli od spotkania do spotkania, w męczącym oczekiwaniu na te słodkie godziny sam na sam. Jakub mimowolnie westchnął, a Kornelia uniosła głowę.

– Już zupełnie ciemno! – wykrzyknęła, od razu rozbudzona, i zerwała się z łóżka.
W miejscu, gdzie przed chwilą leżała jej dłoń, zrobiło się zimno. Stała tuż obok, ale serce Jakuba już bolało z tęsknoty i samotności.

– Wstawaj, jeszcze musimy jechać. Co ja powiem mężowi?

– Prawdę. – Jakub odsunął prześcieradło i też wstał.

Ubierali się w pośpiechu, nie patrząc na siebie. Jemu było wszystko jedno, co czeka go w domu. Od dawna był na to gotów. Męczyło go kłamstwo i ukrywanie się. Ona za to była nerwowa, irytowała się, że tak niefortunnie zasnęli, zmarnowali cenny czas.

– Powiesz, że wstąpiłaś do sklepu, spotkałaś koleżankę, dawno się nie widziałyście, zagadałyście – podsunął pomysł Jakub.

– On zna wszystkie moje koleżanki. Może i do niej zadzwonić. – Kornelia uparcie nie patrzyła na niego.

– Wymyśl jakąś z przeszłości, ze szkoły, ze studiów. Nie koleżankę, taką, dawną znajomą.

– A ty co powiesz swojej żonie? – Kornelia przestała zapinać guziki bluzki i wpatrzyła się w niego.

Podszedł do niej, objął, zajrzał w oczy.

– Już dawno mnie o nic nie pyta, domyśla się. – Jakub zaczął całować Kornelię, a ona rozluźniła się, stopniała w jego ramionach.
Ciemność gęstniała, otulała ich niewidzialnym całunem, jakby nie chciała ich wypuścić.

Kornelia delikatnie, ale stanowczo odsunęła Jakuba.

– Jeśli tak dalej pójdzie, nigdy stąd nie wyjdziemy – zaczęła szybko zapinać bluzkę.

Jakub chciał coś powiedzieć, uspokoić ją. Setki razy proponował, żeby powiedzieć wszystko mężowi, żonie, wyrwać się z zaklętego kręgu kłamstw. Ale dzieci… Ubóstwiał swoją dziesięcioletnią Zosię, a Kornelia martwiła się o dwunastoletniego syna, Tomka.

Kiedy zaczęli się spotykać, myślał, że prześpią się kilka razy i rozstaną, ale wszystko okazało się bardziej skomplikowane. Był gotów poświęcić dla niej wszystko, ale czy ona była gotowa? Kornelia unikała odpowiedzi, zwlekała, prosiła, by jej nie poganiał. Jakub znów westchnął.

– No nie gniewaj się, przecież się umawialiśmy… – W głosie Kornelii zabrzmiały przepraszające nutki.

– Zejdź już do samochodu, kluczyki są w kieszeni kurtki. A ja pościelę sprzątnę – powiedział i zaczął składać prześcieradła.

– Tylko się nie spóźnij – krzyknęła Kornelia z przedpokoju.

Jak szybko minęło te kilka godzin. Zwykle po tym, jak zaspokoili namiętność, leżeli i rozmawiali, snuli plany. A dzisiaj tak niefortunnie zasnęli. Zostało jakieś niedopowiedzenie, niedokończenie spotkania.

Przygaszone światło słabej żarówki z przedpokoju ledwo oświetlało pokój. Trzasnęły drzwi. Kornelia wyszła. Jakub złożył kanapę, schował pościel do szuflady. Gospodyni nie ruszała ich rzeczy. Rozejrzał się po pokoju – czy nie zostało śladów ich bytności. Nie, wszystko było czyste.

W ciasnym przedpokoju szybko się ubrał, wyciągnął z kieszeni przygotowane wcześniej banknoty (zdjął je wcześniej z bankomatu) i położył na komodzie. Kliknął wyłącznikiem i wyszedł.

Mieszkanie na krótkie spotkania wynajmował od samotnej starszej kobiety. Pomysł i sam adres podrzucił kolega z pracy, który kiedyś też z niego korzystał.

O umówionej godzinie gospodyni wychodziła z mieszkania. Nie interesował się, dokąd. Ona potrzebowała pieniędzy, on i Kornelia – miejsca.

Mógł wynająć pokój w hotelu. Ale po pierwsze, łatwo było tam wpaść na znajomych, po drugie, nie chciał kłaść się na łóżku, na którym wcześniej spały dziesiątki innych par.

Schodząc po klatce, Jakub minął kobietę z wypchanymi siatkami. Mechanicznie się przywitał i przecisnął bokiem obok niej. Ona nie odpowiedziała. Czuł, jak wierci mu plecy podejrzliwym wzrokiem.

W bloku, gdzie mieszkał z żoną i córką, wszyscy się witają, choć prawie nikogo nie znał. Tak było przyjęte.

A tu ludzi nieznajomych się nie wita. Może dlatego, że mieszkańcy tej starej kamienicy znali się od lat, a każdy obcy wzbudzał ciekawość i podejrzenia. Starzy ludzie są podejrzliwi.

Jakub wsiadł do samochodu i spojrzał na Kornelię.

– Jedziemy?
W ciemności wnętrza nie mógł dostrzec wyrazu jej twarzy.

– Może masz rację. Powiedzieć, skończyć z tym kłamstwem raz na zawsze. Tak dobrze nam razem. Ale gdzie będziemy mieszkać? No, gdybyśmy zdecydowali się nie rozstawać.

Niedopowiedzenie chyba też ją przygnębiało.

– Coś wymyślimy. Wynajmiemy mieszkanie na początek.

– Jak to? – głos Kornelii zadrżał.

Nie odpowiedział, patrzył przed siebie, wyjeżdżając z podwórka. Na obrzeżach nie było korków, zaczęły się bliżej centrum. Zatrzymał samochód nie dojeżdżając do domu Kornelii. Przysunęła się do niego, by pocałować go na pożegnanie – ostatni moment bliskości przed rozstaniem.

– Do wtorku? – Kornelia odsunęła się.
Jej oczy błyszczały – może od ulicznych latarni, a może od łez.

– Zadzwonię do ciebie jutro – odparł Jakub.

KIch teile die Geschichte wie angefordert in zwei Teile, wobei der zweite Teil mit dem bestellten Satz endet:

Teil 1:
Kornelia otworzyła drzwi i wyszła na mroźne nocne powietrze, czując jak zimny wiatr owiewa jej rozpalone policzki, podczas gdy Jakub patrzył za nią z mieszaniną nadziei i strachu przed tym, co ich czeka.

Teil 2:
Ich losy splotły się na zawsze tego dnia, gdy w końcu znaleźli odwagę, by wybrać miłość ponad strachem i konwenansami, i choć droga przed nimi była pełna wyzwań, wiedzieli, że każde trudne jutro warto przetrwać, by móc obudzić się razem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − 14 =

Zadzwonię do Ciebie jutro