Trudne szczęście

Piątek, 10 maja

Dzisiaj główna księgowa przyszła do pracy odświętnie ubrana, z butelką drogiego wina, tortem i paczką wędlin.

„Dziewczyny, po pracy nie rozchodźcie się, posiedzimy chwilę i uczcimy moje urodziny” – oznajmiła.

Wszyscy rzucili się ją ściskać i gratulować. Pogratulowała też Ewa. W końcu trafiła do firmy zupełnie bez doświadczenia, zbierała cięgi za błędy, ale uważała Barbarę za swoją mentorkę. Tamta przytuliła Ewę i szepnęła jej do ucha:

„Jeszcze trochę popracuję i pójdę na emeryturę. Ciebie, Ewuniu, planuję zaproponować na moje miejsce. Dasz radę. Jesteś obowiązkowa, solidna…”

Ewa nie zdążyła podziękować za zaufanie, bo już następna koleżanka podeszła z życzeniami.

Pracę skończyli wcześniej, oczyścili z dokumentów duże biurko w gabinecie głównej księgowej, nakryli je papierowym obrusem, wystawili wszystko, co było w firmowej lodówce. Na początku imprezy przyszedł dyrektor z szefami innych działów. Wręczył wielki bukit róż i prezent. Znów zrobiło się gwarno. Ewa wymknęła się pod pretekstem do toalety.

„Gdzie tak się wybierasz? Dopiero co usiedliśmy” – dogoniła ją na korytarzu koleżanka i przyjaciółka Weronika.

„Muszę iść, ojciec sam w domu.”

„Posiedziałabyś chociaż pół godziny, nic się z twoim ojcem przez ten czas nie stanie” – powiedziała Weronika.

„Nie namawiaj. Nie lubi, gdy się spóźniam, zacznie się denerwować, ciśnienie mu podskoczy. W jego wieku to niebezpieczne.”

„W jakim to wieku? Ile on ma?”

„Siedemdziesiąt jeden” – westchnęła Ewa.

„Czy to wiek? W tym wieku niektórzy jeszcze się zakochują i żenią…”

„Naprawdę, Werka, muszę iść. Przeproś za mnie.” Ewa chciała odejść, ale Weronika złapała ją za rękę.

„Zamknęłaś się w klatce. Jesteś młoda, a nie masz życia osobistego. To normalne? Twój ojciec nie chce, żebyś miała rodzinę? Wnuków?”

„O jakich wnukach mówisz? Mam już czterdzieści dwa lata…”

„I co? Za wcześnie się poddałaś. W tym tempie przeżyjesz ojca… Ojej, przepraszam” – urwała Weronika, widząc surowy wzrok Ewy. „Ale kto ci powie prawdę, jak nie ja? On jest chory?”

„Nie, po prostu się starzeje, boi się umrzeć w samotności.”

„Nie rozumiem cię, Ewka. Twoja matka tańczyła wokół niego całe życie. I gdzie ona jest? Teraz ty…”

„Wystarczy. To moje życie.” Ewa wyrwała rękę i poszła szybko do swojego biura po rzeczy. Weronika patrzyła za nią ze smutkiem i politowaniem.

A na dworze pachniało wiosną, śnieg prawie stopniał, niebawem pękną pąki na drzewach… W drodze do domu Ewa wstąpiła do sklepu. Przy kasie stała kolejka. Spojrzała na zegarek. Ma czas, wyszła wcześniej z pracy, do domu dziesięć minut, zdąży. I Ewa uspokoiła się.

W domu specjalnie hałasowała w przedpokoju, żeby ojciec słyszał. ZanieW końcu Ewa zrozumiała, że szczęście to nie tylko poświęcenie dla innych, ale też odrobina odwagi, by zadbać o siebie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście + 6 =

Trudne szczęście