Czekaj na mnie!

„Poczekaj na mnie, Katarzyno Andrzejewna!”

Dzwonek rozległ się, a szkolne korytarze powoli pustoszały. Nauczyciele rozchodzili się do klas, poganiając spóźnialskich uczniów.

Za oknami szumiały młode liście, słońce kusiło, by wyjść na dwór. Katarzyna Andrzejewna zatrzymała się przed drzwiami do sali. Tak jak uczniom, i jej chciało się rzucić wszystko i pójść spacerować po wiosennym Krakowie. Westchnęła i weszła do klasy. Uczniowie siódmej „B” z hałasem wstali.

„Good morning. Sit down, please” – powiedziała, przechodząc do biurka.

„Who is absent today?” – zapytała, szybko spoglądając po klasie.

Najlepsza uczennica, Zosia Kowalska, wstała i po angielsku oznajmiła, że Nowak jest chory, a Jacek Wiśniewski nieobecny. Zawsze reagowała najszybciej, bo mówiła po angielsku najlepiej. Po klasie przemknęła fala szeptów.

„Maciek, co z Jackiem?” – spytała Katarzyna po polsku.

Maciek Grabowski był sąsiadem Jacka.

Wszyscy w szkole wiedzieli, że ojciec Jacka wyszedł rok temu z więzienia, nie pracował, pił i okrutnie bił żonę. Syn też dostawał lanie, gdy stawał w obronie matki. Jacek często przychodził na lekcje z siniakami. Przed WF-em wchodził do szatni jako ostatni, by koledzy nie widzieli śladów na jego ciele. Ale wszyscy wiedzieli, że ojciec podnosi na nich rękę. Sąsiad Maciek opowiadał.

Katarzyna lubiła Jacka i współczuła mu. Chłopak był przystojny, dojrzały jak na swój wiek. W rodzinach z problemami dzieci szybko dorastają. Uczył się dobrze, wszystko szybko łapał. Tylko angielski mu nie szedł, ale się starał.

Po studiach Katarzyna wróciła do swojej szkoły jako nauczycielka angielskiego. Nie chciała zostawić matki samej, więc nie wyjechała do Warszawy ani nie zatrudniła się w prywatnej szkole, jak wielu jej kolegów.

Starsze klasy uczyła bardziej doświadczona nauczycielka. Katarzynie przypadła podstawówka. Na początku oczywiście przeszkadzano jej na lekcjach, ale potem przywykli i polubili młodą nauczycielkę. Ubierała się skromnie, ale spod maski powagi często przebijał się ciepły uśmiech i błysk w oku.

Dziewczyny naśladowały jej sposób bycia, a chłopcy ukrywali zauroczenie pod maską chamstwa. Od tego roku Katarzyna Andrzejewna została wychowawczynią siódmej „B”.

„Katarzyno Andrzejewno, wczoraj jego ojciec znów się upił, bił matkę Jacka. Krzyki słychać było w całym bloku. W nocy zabrali ją karetką. Jacek zadzwonił, gdy ojciec zasnął. Wezwali policję. Ojca zabrali, a Jacka też, dopóki nie znajdą krewnych.”

„Co?!” – wykrzyknęła Katarzyna i znów spojrzała po klasie. Uczniowie czekali na jej reakcję. Co miała powiedzieć?

„Dobrze, po lekcjach pójdę na komisariat i się wszystkiego dowiem.”

Po klasie przemknęły szepty ulgi.

Przed oczami Katarzyny stanęła twarz trzynastoletniego Jacka. Tyle razy pytała, czy potrzebuje pomocy, ale tylko przestraszony kręcił głową. Na lekcjach często łapała jego przenikliwe spojrzenie, od którego rumieniła się i gubiła wątki.

Klasa zastygła w oczekiwaniu.

„Okay, let’s begin” – powiedziała z udawaną energią.

Na przerwie Katarzyna poszła do dyrektora.

„Panie Dyrektorze, Wiśniewski…”

„Wiem, Katarzyno Andrzejewno. Dzwonili już z policji. Szukają rodziny. Jeśli nie znajdą, trafi do domu dziecka. Ojcu grozi wyrok, a matka… Oby przeżyła. Sami wiecie, dom dziecka to też nie cukierki. Nie wiadomo, co lepsze – bestia ojciec czy wściekłe, niekochane nastolatki.”

„Chcę pójść na komisariat, wsp”Przepraszam, Katarzyno Andrzejewno, ale sprawa się zmieniła – jutro rano przyjedzie ciocia Jacka z Wrocławia i zabierze go do siebie.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − 15 =

Czekaj na mnie!