Witaj, przyjaciółko!

**Dzień dobry, Ewa**

Ojej, Ewa. Ledwo przekroczyłam próg mieszkania, a już dzwoni telefon. To Kasia, moja jedyna przyjaciółka.

„Hej, co robisz?” – pyta, jakbyśmy rozmawiały wczoraj.

„Właśnie wróciłam z pracy. Coś pilnego? Jestem padnięta, dzień koszmarny” – odpowiadam, walcząc z ochotą, by po prostu się wyłączyć.

„Dzwonię, żeby ci przypomnieć, że jutro moje urodziny. Spotykamy się o siódmej w „Posejdonie”. Nie przyjmuję wymówek. Do zobaczenia!” – Kasia rozłącza się, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.

„Kto dzwonił?” – Mama stała w drzwiach mojego pokoju, nasłuchując od dłuższej chwili.

„Sama słyszałaś” – westchnęłam. Mama przygryzła wargi, wyraźnie dotknięta. „Kasia zaprasza na urodziny” – dodałam łagodniej.

„Szkoda, że nie kupiłaś tej turkusowej sukienki, teraz by się przydała” – w jej głosie brzmiał cichy wyrzut.

„Mamo, kompletnie wyleciało mi z głowy. Nawet prezentu nie kupiłam. I w ogóle nie chce mi się iść. Później jakoś ją pozdrowię.”

„Jakoś? Kasia to twoja jedyna przyjaciółka, a ty chcesz ją obrazić? Zostaniesz zupełnie sama. Kupię jutro prezent, nie martw się. Idź, rozerwij się, bo tylko o pracy myślisz. Za chwilę trzydziestka, a ani rodziny, ani dzieci. Nawet poważnego związku nie było.”

„A co to ma do rzeczy? I nie trzydziestka, tylko dwadzieścia siedem.”

„Nie *tylko*, już *prawie*. Kasia ma pełno adoratorów. Może i ciebie z kimś pozna” – mamrotała mama.

„Masz wrażenie, że chcesz się mnie jak najszybciej pozbyć, jak babcia mawiała.” – Nie kryłam irytacji.

„A co w tym złego? Dzieci twoich dawnych koleżanek już prawie kończą liceum…”

„Kasia, nawiasem mówiąc, mimo tłumu adoratorów, też nie jest zamężna” – odcięłam się kąśliwie.

„Ona wyjdzie, nie martw się. Ale ty…”

„Zaczęło się.” – Przewróciłam oczami. Mama wróciła do swojego ulubionego tematu.

„Powiedz jeszcze, że umierasz, a ja niezaopiekowana” – warknęłam.

„Nie umieram, ale czas leci. Chciałabym jeszcze poniańczyć wnuki” – mama nie ustępowała.

„Boże, mamo, masz ledwie pięćdziesiąt trzy lata!”

„Właśnie o to chodzi. Niedługo emerytura, a wnuków nie ma. Więc jutro idziesz.” – Nagle wpadła w panikę. „Ojej, kotlety się przypalają!” – Pognała do kuchni.

Następnego dnia, z prezentem w ręce, weszłam do restauracji. Na sobie miałam turkusową sukienkę – matczyny wybór. Włosy rozpuszczone, też jej zasługa. Czułam się jak Alicja w Krainie Czarów, która nagle stała się dorosła. Spóźniłam się przez sprzeczkę z mamą.

Sala była pełna, stoliki zajęte. Między nimi sunęli dyskretnie kelnerzy w długich czarnych fartuchach. Gwar rozmów uderzył mnie jak morska fala.

„Czy rezerwowali państwo stolik?” – Obok mnie pojawił się mężczyzna w eleganckim garniturze, z wymuszonym uśmiechem.

„Tak, u przyjaciółki urodziny…” – wydukałam, czując się jak intruz.

„Proszę za mną.” – Poprowadził mnie do stolika. I tam była Kasia. Obok niej dwóch chłopaków. Dominika Kowalskiego, syna bankiera, znałam – Kasia kiedyś nas przedstawiła. Drugi wyglądał skromniej i trochę zagubiony. Aha. Kasia go dla mnie zaprosiła. No proszę.

Mężczyzna odsunął krzesło, zapraszając mnie do zajęcia miejsca.

„Dzięki.” – Kasia obdarzyła go swym najczarowniejszym uśmiechem. „Nareszcie, przyjaciółko! Zamówiliśmy już, wybacz, ale na nasze gusta” – syknęła pod nosem. „Świetnie wyglądasz.”

Chciałam zapaść się pod ziemię. Przeprosiłam za spóźnienie, złożyłam życzenia i podałam prezent. Kasia podziękowała, odstawiając go pod stół bez spojrzenia.

Dominik nalał szampana.

„Tylko troszkę” – uprzedziłam, gdy butelka zbliżyła się do mojego kieliszka. „Mam jeszcze nocną zmianę.”

„Nasza Ewka jest pielęgniarką” – Kasia wypowiedziała to z wyuczonym szacunkiem.

Dominik wzniósł krótki toast. Wszyscy stuknęli się kieliszkami. Ja tylko przyłożyłam usta do zimnego szkła. Kelner przyniósł przystawki.

„Poznaj, to Szymon. Jest marynarzem, wyobrażasz?” – Kasia szepnęła mi to poufnie, biorąc widelec.

„W flocie handlowej?” – spytał Dominik.

„Na trawlerze” – odparł Szymon niechętnie.

„Dobrze zarabiasz?”

„Nie narzekam.”

„Ciężko być pół roku na morzu? Zero alkoholu, zero dziewczyn. Jak wy tam nie wariujecie?” – Dominik znów napełnił kieliszki.

„Po wachcie padasz tak, że aż do głowy nie”Czasem życie układa się zupełnie inaczej, niż planujemy, ale właśnie w tych niespodziewanych momentach znajdujemy to, czego naprawdę potrzebujemy.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + piętnaście =

Witaj, przyjaciółko!