**Prezent**
Barbara przeszła po mieszkaniu, upewniając się, że wszystko wyłączyła i zostawia porządek. Uwielbiała wracać do czystego domu. Po co właściwie wyjeżdża z tego swojego raju? I tak żyje jak w sanatorium – robi, co chce. Ale jeśli nie pojedzie, córka się obrazi. Wyjazd nad morze to jej prezent dla Barbary na urodziny.
Westchnęła, wyciągnęła walizkę na klatkę i zamknęła drzwi na dwa zamki. Szarpnęła klamkę dla pewności, po czym zapukała do sąsiadki.
— Już odjeżdżasz? — zapytała Krysia.
— Tak, proszę, klucze zostawiam. — Barbara niechętnie podała jej wiązkę kluczy.
— Nie martw się, podleję kwiaty, wszystko ogarnę. Odpoczywaj i nie myśl o niczym — zapewniła Krysia. — Masz szczęście do córki, bilety kupiła, korzystaj, mamo. A mój Jurek tylko o piwie myśli. Miał rodzinę, mieszkanie, wszystko przepił…
Barbara współczuła sąsiadce, ale dopiero teraz uświadomiła sobie, czy na pewno dobrze zrobiła, zostawiając jej klucze. A nuż Jurek wpadnie do niej w poszukiwaniu czegoś? Nic cennego nie miała, ale każdą rzecz szkoda, jeśli zginie. I nieprzyjemnie, gdy ktoś grzebie w twoich sprawach. Żałowała, że nie poprosiła kogoś innego o doglądanie mieszkania. Teraz już było za późno. I nie chciała urazić niewiarą Krystyny. Ile razy ta jej pomogła…
Sąsiadka dostrzegła wahanie na jej twarzy.
— Spokojnie, schowam klucze, Jurek się nie dowie. Jedź, wszystko będzie dobrze — obiecała.
Barbara skinęła głową i ruszyła z walizką w stronę schodów.
— Z Bogiem! — zawołała za nią Krysia, zamykając drzwi.
Na dworzec poszła pieszo. Po co taxi za dwa przystanki? Autobusem z walizą tylko ludzi będzie zawracać. Przeszła przez tunel i wyszła na perony. Stał tam właśnie pociąg. Ruszyła wzdłuż składu, wypatrując wagonu dziewiątego. Znalazła i stanęła. Będzie czekać, by potem nie biegać w panice.
— A jeśli numery od drugiego końca? — przemknęło jej przez głowę. — Nie, konduktor zwykle ogłasza, zdążę — uspokoiła się.
Tydzień temu córka niespodziewanie wpadła i oznajmiła, że postanowiła wręczyć prezent urodzinowy wcześniej, by Barbara zdążyła się przygotować.
— Jesteś w ciąży? — spytała wtedy.
Drugie dziecko to oczywiście trzeba, ale pierwsze ledwo skończyło rok. Za wcześnie.
— Nie, nie w ciąży. Kupiłam ci na urodziny wyjazd nad morze. Pociąg wieczorem jedenastego, przedział. Masz. — Podsunęła kopertę. — Tydzień starczy na przygotowania.
— Jak? Sama? Bez was? Co ty wymyśliłaś? W sam dzień urodzin! A goście, stół? Nie, nie jadę — stanowczo oświadczyła Barbara.
— Mamo, specjalnie tak ułożyłam, żebyś nie stała przy garach jak przy taśmie. Chciałam, żebyś miała święto — spotkanie z morzem. Kiedy ostatnio byłaś na południu? Nie pamiętasz? To prezent od nas z Jackiem. Rób, co chcesz — odparła urażona córka. — Jak nie chcesz, siedź w domu, ale biletu nie oddam. Jak zajdę w ciążę, to o morzu zapomnisz na lata. Wybrałam fajny pensjonat, tuż przy plaży.
No i co było robić? Pokręciła głową, że bez jej zgody wszystko załatwili, ale zaczęła się pakować.
I tak oto Barbara znalazła się na dworcu. Z takich wyjazdów, zwłaszcza samotnych, więcej stresu niż radości. Wciąż się martwiła: czy zdąży, z kim będzie w przedziale, jak się urządzi… A w jej wieku nerwy niezdrowe.
Gdy konduktor ogłosił przyjazd pociągu i numery od końca, odetchnęła. Dobrze wybrała miejsce. Wkrótce rozległ się gwizd nadjeżdżającego składu. Barbara poprawiła chwyt na walizie, w drugiej ręce trzymała dokumenty. Obok stali inni podróżni z bagażami.
Pociąg przemknął, już i koniec się ukazał. Chciała złapać walizę i biec, wydawało się jej, że skład zatrzyma się za daleko. Ale wreszcie stanął, drgnął i ucichł. Konduktorka dziewiątego wagonu otworzyła drzwi dokładnie przed Barbarą, przetarła poręcz i przygotowała się do sprawdzania biletów.
Barbara podała dokumenty pierwszBarbara wsiadła do pociągu, a gdy spojrzała za siebie na dworzec, pomyślała, że może jednak nowe początki są możliwe nawet po sześćdziesiątce.



