Zaskakujący Prezent

**Dziennik**

Przeszłam po mieszkaniu, sprawdzając, czy wszystko wyłączone, czy zostawiam porządek. Uwielbiam wracać do czystego domu. I po co właściwie wyjeżdżam z tego swojego małego raju? Po co? Żyję przecież jak w sanatorium – robię, co chcę. Ale jeśli nie pojadę, córka będzie miała żal. Wyjazd nad morze to jej prezent dla mnie na urodziny.

Westchnęłam, wywiozłam walizkę na klatkę i zamknęłam drzwi na dwa zamki. Pociągnęłam za klamkę, by upewnić się, że drzwi dobrze zamknięte, po czym zadzwoniłam do sąsiadki.

— Co, już wyjeżdżasz? — zapytała Sonia.

— Tak, przyniosłam klucze — odpowiedziałam niechętnie, podając jej wiązkę.

— Nie martw się, podleję kwiaty, dopilnuję wszystkiego. Odpoczywaj i niczym się nie przejmuj — zapewniła. — Masz szczęście do córki, kupiła ci wyjazd, korzystaj, mamo. A mój Jarek tylko o butelce myśli. Miał rodzinę, mieszkanie, wszystko przepił…

Współczułam sąsiadce, ale dopiero teraz dotarło do mnie, jak ryzykowne było zostawienie jej kluczy. A nuż jej syn wpadnie do mnie? Nic wartościowego tu nie mam, ale i tak szkoda każdej rzeczy, jeśli zniknie. Wszystko kosztuje. I nieprzyjemnie, gdy ktoś grzebie w twoich rzeczach. Żałowałam, że nie poprosiłam kogoś innego o przypilnowanie mieszkania. Za późno już na zmiany. I nie chciałam urazić Sonii podejrzliwością. Ile razy mi pomagała…

Sąsiadka zauważyła moje wahanie.

— Nie martw się, schowam klucze, Jarkowi nic nie powiem. Jedź. Wszystko będzie dobrze — obiecała.

Skinęłam głową i ruszyłam z walizką w stronę schodów.

— Z Bogiem! — krzyknęła za mną, zamykając drzwi.

Na dworzec poszłam pieszo – po co brać taksówkę dla dwóch przystanków? A w autobusie z walizą tylko ludzi się nachodzić. Przeszłam podziemnym przejściem na perony. Akurat stał pociąg. Szłam wzdłuż składu, szukając dziewiątego wagonu. Znalazłam i zatrzymałam się. Będę tu czekać, by później nie biegać po peronie.

*A jeśli numery wagonów idą od drugiego końca?* — przemknęło mi przez głowę. *Nie szkodzi, konduktor zwykle ogłasza, zdążę dobiec* — uspokoiłam się.

Tydzień temu córka nagle przyjechała i oznajmiła, że postanowiła wręczyć mi prezent urodzinowy wcześniej, żebym zdążyła się przygotować.

— Jesteś w ciąży? — spytałam wtedy.

Drugie dziecko to oczywiście dobrze, ale pierwsze ma ledwie rok. Od pieluch jeszcze nie odeszli, za wcześnie na kolejne.

— Nie, nie jestem. Kupiłam ci prezent — wyjazd nad morze. Pociąg wieczorem jedenastego, przedział. Masz. — Wręczyła mi kopertę. — Za tydzień zdążysz się spakować.

— Jak? Sama? Bez was? Co ty wymyśliłaś? W sam dzień urodzin! A goście, stół? Nie, nigdzie nie jadę. Oddaj bilety — stanowczo odmówiłam.

— Mamo, specjalnie wybrałam tę datę, żebyś nie stała cały dzień w kuchni jak przy taśmie. Chciałam, żebyś miała święto — spotkanie z morzem. Kiedy ostatnio byłaś nad Bałtykiem? Nawet nie pamiętasz. To prezent ode mnie i Jacka. Rób z nim, co chcesz. — Córka mówiła z wyrzutem. — Jeśli nie chcesz jechać, zostań, ale biletów nie oddam. A jeśli zajdę w ciążę, wtedy o morzu można zapomnieć na lata. Wybrałam fajny pensjonat, tuż przy plaży…

I co było robić? Pomarudziłam oczywiście, że wszystko urządzili bez mojej zgody, ale zaczęłam się pakować.

Tak oto znalazłam się na dworcu. Z tych wyjazdów, zwłaszcza samotnych, więcej stresu niż radości. Same zmartwienia: czy zdążę na pociąg, z kim będę w przedziale, jak się urządzę… A w moim wieku niepotrzebne nerwy.

Gdy konduktor ogłosił przyjazd pociągu, a numery wagonów zaczynały się od końca, odetchnęłam. Wszystko dobrze przewidziałam. Wkrótce rozległ się gwizd nadjeżdżającego składu. Przygotowałam się, mocniej ścisnęłam uchwyt walizki, w drugiej ręce trzymałam dokumenty. Obok stali inni podróżni z bagażami.

Pociąg przeleciał obok, w końcu pokazał się koniec. Już miałam ruszyć biegiem za wagonami. Wydawało mi się, że skład odjedzie dalej, a ja w dwie minuty nie zdążę do swojego przedziału. Ale w końcu pociąg stanął, drgnął i zamilkł. Konduktorka z dziewiątego wagonu otworzyła drzwi właśnie naprzeciwko mnie, przetarła poręcz ścierką i zaczęła sprawdzać bilety.

Pierwsza podałam dokumenty, weszłam do wagonu, zajęłam swoje miejsce i odetchnęłam. No, pół drogi za mną — jestem w pociągu.

Pociąg drgnął i ruszył, nabierając prędkości. Drzwi z hukiem odsunęły się na bok, do przedziału wpadły trzy dziewczyny. Od razu zrobiło się głośno i ciasno. Wyszłam do korytarza, dając im się rozpakować.

Za oknami migały lasy i pola, połyskiwały taflKiedy pociąg oddalał się, zostawiając za sobą przeszłość, poczułam, że morze nie będzie już tylko wspomnieniem, ale nowym początkiem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 − 3 =

Zaskakujący Prezent