Wybiorę ciebie…

Dzisiaj znów wróciłam do tych wspomnień, jakbym przeglądała stary album pełen pyłu i żalu.

Od pierwszych zajęć na uniwersytecie dwie dziewczyny zwróciły na siebie uwagę. Obie urodziwe, niby podobne, a jednak tak różne. Od tamtej pory zawsze widywano je razem.

Ja, Zosia, wiedziałam, że zasługuję na więcej niż życie w małej mieścinie, gdzie moi rodzice wegetowali. Mama była ekspedientką, tata – murarzem, oczywiście nie obywało się bez wódki. Po maturze oznajmiłam, że wyjeżdżam do Warszawy.

Rodzice westchnęli, ale nie sprzeciwiali się. Może będzie lepiej niż z Olą, starszą siostrą, która wyszła za mąż z rozpędu i teraz samotnie wychowywała dwójkę dzieci. Nie mogli mi posyłać dużo pieniędzy, ale paczki z przetworami i warzywami z ogródka wysyłali przez sąsiadkę, która pracowała jako konduktorka na trasie do Warszawy.

Gdy dotarłam do stolicy, postanowiłam, że nigdy tam nie wrócę. Z Ewą zaprzyjaźniłam się właśnie dlatego, że była prawdziwą warszawianką. Jej ojciec był lekarzem, matka – księgową. Porządna, inteligencka rodzina.

Ewa współczuła mi, a ja to wykorzystywałam. Narzekałam, że buty się rozpadają, a ona od razu pożyczała mi swoje. Brakło sukienki na imprezę? Ewa oddawała mi swoją, na szczęście miałyśmy podobną figurę. Często nocowałam u niej, zwłaszcza w czasie sesji. W akademiku nie dało się uczyć.

Nienawidziłam studiów, ale wkuwałam, choć marzyłam tylko o klubach. Nic, skończę, zostanę w Warszawie, wtedy się wyszaleję.

Ewie wszystko przychodziło łatwo. Zazdrościłam jej, choć nie dawałam po sobie poznać. Jak to bywa, obie pokochałyśmy tego samego chłopaka – przystojnego, wysportowanego Darka. Przyjechał do Warszawy z wojskowego miasteczka, gdzie stacjonował jego ojciec. Wkrótce tworzyliśmy trio, nierozłączni.

— Darku, to jak, dzielisz się nimi czy bierzesz po kolei? — żartowali koledzy.

Nawet wykładowcy pytali, w kim się podkochuje.

Darek nie przejmował się docinkami. Wolał spokojną, ciepłą Ewę, ale bał się to okazać, by nie pomyśleli, że wybrał ją dla warszawskiego meldunku.

Na wykładach „przypadkiem” dotykał jej kolanem, pochylał się, jakby chciał coś szepnąć. Tylko ja widziałam, jak wtedy zastygali oboje. Zalewała mnie fala złości. Ewa urodziła się w Warszawie, w dobrej rodzinie, a teraz jeszcze odbiera mi Darka!

W końcu wyznał jej miłość, a mnie coraz częściej dawał do zrozumienia, że jestem piątym kołem u wozu. Nie mogłam na to pozwolić. Nie zamierzałam tracić ani Ewy, ani Darka.

Musiałam działać. Nie frontalnie, ale tak, by się pokłócili. Trzeci rok kończył się, sesja za pasem. A nuż zaręczą się do dyplomu?

„Niechby złamała nogę! Nie, wtedy Darek by ją nosił. Niech się wysypie pryszczami. Kupię jej truskawki…” — myślałam.

Los jednak chronił Ewę. Nogi nie złamała, a pryszcze wyskoczyły… u mnie.

Przed sesją Darkowi zachorowała matka. Uzgodnił z dziekanatem zaliczenia w sierpniu i wyjechał. Pogoda była piękna, rzadkość jak na Warszawę. Po pierwszym egzaminie szłyśmy przez miasto. Zatrzymałam się przed witryną salonu ślubnego.

— Jaką suknię byś wybrała? — spytałam Ewę.

— Nie wiem, nie myślałam o tym.

— Wszystkie marzą o białej sukni. Ja chciałabym tę — wskazałam model z bufiastą spódnicą. — Wejdziemy przymierzyć?

— W tym upale? Lepiej kupmy lody.

— No, Ewka, chodź! Będę panną młodą, a ty druhną — błagałam.

— Przymierzanie przed oświadczynami to zły znak!

— Zabobony. Wszystkie tak robią!

Weszłyśmy. Zmęczona upałem sprzedawczyni pokazała nam kilka modeli. W przebieralni Ewa przyznała, że suknia mi pasuje.

— Mamy jeszcze jeden wyjątkowy model, ale mało komu leży — sprzedawczyni zwróciła się do Ewy.

— To nie ja wychodzę za mąż!

— Tylko przymierz! — uśmiechnęła się.

Gdy Ewa wyszła, zaniemówiłam. Suknia wyglądała, jakby ją uszyto specjalnie dla niej. Prosta, ale elegancka.

— Brakuje welonu — mruknęłam.

— Lepiej diadem — zasugerowała sprzedawczyni.

„Jak zawsze, wszystko jej pasuje” — pomyślałam, kryjąc złość.

— Mogę was sfotografować? — poprosiła sprzedawczyni.

— Ja też! — sięgnęłam po telefon. — Odwróć się… Teraz spójrz…

— Dość, przebieram się — Ewa weszła do kabiny.

Zostałam sama. Nagle wpadłam na pomysł. Przejrzałam zdjęcia. Ewa wyglądała jak prawdziwa panna młoda. „Podretuszuję i wyślę Darkowi: *Twój chłopak jest w domu, a twoja dziewczyna wychodzi za mąż*”. Na jednym zdjęciu w lustrze odbił się facet przed salonem. „Idealny narzeczony!” — niemal krzyknęłam z radości.

Po sesji nie pojechałam do domu. W moim pokoju mieszkała już siostra z dziećmi. Zadzwoniłam, mówiąc, że pracuję i nie wrócę. Matka ucieszyła się, że może przestać wysyłać pieniądze.

— Dzieci Oli tyle potrzebują… — narzekała.

— Ledwie powiedziałam o pracy, od razu ucięła finanse!

— Rozumiesz ich. Siostra sama z dziećmi… — pocieszała mnie Ewa.

— A myślała, z kim je rodzi?!

— Ja cię nie zostawię. Chodź, mama ugotowała barszcz.

— Co bym bez ciebie zrobiła… — wyszeptałam szczerze.

Miesiąc później wysłałam Darkowi zdjęcie Ewy w sukni ślubnej.

W sierpniu wrócił ponury.

— Z matką źle? — dopytywała się Ewa.

— Nie, z matką lepiej. A ty za mąż wychodzisz?

— Co?!

— Słyszałem o twoim ślubie.

— To żart, Zośka się nabijała! Darek, to tylko przymiarka…

— Śmieszny żart. — Odszedł.

— Po co mu wysłałaś to zdjęcie?! — Ewa była wściekła.

— Chciałam, by się oświadczył! Naprawię to…

Darek nie odbierał telefonów. Ewa unikała mnie. Ale mnie to nie martwiło. Rok akademicki się zaczynał, rodzice znów prześle pieniądze. Bez Ewy sobie porOna zawróciła, spojrzała mu prosto w oczy i szepnęła: „Zawsze wiedziałam, że to ty wybierzesz mnie.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × cztery =

Wybiorę ciebie…