Jeszcze jeden kłopot…

Kolejny problem…

„Jola, no chodź, proszę cię,” błagała Sylwia.

„Nie chce mi się. Nikogo tam nie znam. Idź sama albo zaproś Kasię, Magdę,” odparła Jola. „Egzamin już niedługo, trzeba się uczyć.”

„Kasia wkuwa, Magda bez swojego Jacka nigdzie nie pójdzie, a samej jakoś głupio, jakbym goniła za Tomkiem.”

„A czyż nie tak jest?” spytała Jola.

„Jolciu, no proszę…” Sylwia złożyła ręce w błagalnym geście.

„Dobrze. Tylko pamiętaj, jeśli zostawisz mnie tam samą…” ostrzegła Jola, wstając z kanapy.

Rodzice jednego ze starszych rocznikowców wyjechali do pracy w Afryce na rok, więc w mieszkaniu co tydzień odbywały się imprezy. Schodzili się starsi studenci, przychodzili też młodsi, a nawet niedawni absolwenci, dzielili się doświadczeniami i z wyższością patrzyli na nowicjuszy.

Sylwia trafiła tam przypadkiem. Spotykała się ze starszym kolegą, który wprowadził ją do tej paczki. Wkrótce się rozstali, ale Sylwia zwróciła wzrok na Tomka. I teraz namawiała Jolę, by z nią poszła, licząc, że znów go tam spotka. Sesja w pełni, w szkole już się nie zobaczą.

Jola włożyła jeansy i obszerną białą koszulę, z jednej strony wpuszczoną w spodnie. Na jej szczupłej, wysokiej figurze wyglądało to stylowo. Podkreśliła oczy kredką, rozpuściła włosy i odwróciła się od lustra do Sylwii, która niecierpliwie czekała.

„Co siedzimy? Kogo czekamy?” spytała Jola.

„Słuchaj, tak ci pasuje podkreślać oczy. Wyglądasz jak jakaś tajemnicza księżniczka.”

„Tylko ustalmy – jeśli Tomka tam nie będzie, wychodzimy,” postawiła warunek Jola.

„Jasne,” łatwo zgodziła się Sylwia.

Drzwi otworzyła młoda kobieta w jeansach i męskiej koszuli, z papierosem w zębach i burzą nieuczesanych, kręconych włosów. Zmrużyła oczy od dymu, przyglądając się dziewczynom. Nie mówiąc słowa, skinęła głową w stronę pokoju. Z mieszkania dobiegała cicha muzyka i gwar rozmów.

„Nie rozbieraj się, tu się tak nie robi,” szepnęła Sylwia, gdy Jola sięgnęła po buty. Zachowywała się jak stała bywalczyni, choć było widać, że drży nie mniej niż Jola. Na środku stał stół z resztkami przekąsek, butelki wódki i taniego wina. Na kanapie siedział chłopak w otoczeniu dwóch dziewczyn, dwóch innych kłóciło się przy stole. Jakaś para dreptała w rytm muzyki pod oknem – miejsca było mało. Nowe twarze nikogo nie zainteresowały.

Dziewczyny usiadły na wolnym kanapie pod ścianą. Rozległ się dzwonek, a wkrótce weszła ta sama kobieta w męskiej koszuli, a za nią dwóch chłopaków. Zostali powitani z entuzjazmem. Nawet tańcząca para przerwała, by się przywitać.

„O, jest!” Sylwia poderwała się i podeszła do jednego. Ten odpowiedział bez entuzjazmu. Drugi zaś wpatrywał się w Jolę. Był starszy od reszty, wysoki, przystojny, z bystrymi szarymi oczami. Jola spuściła wzrok, zawstydzona.

„Cześć. Nudzisz się?” Usiadł obok niej. Z bliska wydawał się jeszcze starszy. „Nie widziałem cię wcześniej. Chodź potańczyć.” Wyciągnął dłoń – mocną i ciepłą.

Zaczęli dreptać w rytm muzyki pod oknem. Rozmawiali – pytał, na którym jest roku, gdzie mieszka… Wkrótce dołączyła Sylwia, rozżalona.

„Muszę już iść,” powiedziała Jola, patrząc z żalem na swojego towarzysza.

„Odprowadzę was,” odparł, „tylko się pożegnam.”

Wyszły na ulicę.

„Cham,” rzuciła Sylwia przez zęby, mając na myśli Tomka.

Jola ledwie słuchała, myśli miała zajęte nowym znajomym. Wkrótce dołączył do nich.

„No to jak, dziewczyny, poznamy się? Marek.”

„Marek Nowak? Kapitan drużyny piłkarskiej? Wiedziałam, że gdzieś cię widziałam!” wykrzyknęła Sylwia.

„Lubisz piłkę?” zdziwił się Marek.

„Spotykałam się z twoim fanem. Nie opuścił żadnego meczu.” Sylwia pisnęła z zachwytu. „Niesamowite! Sam Marek Nowak!”

Próbowała zawładnąć jego uwagą, ale Marek szybko się zorientował.

„Gdzie mieszkacie?”

„Pokażę!” ożywiła się Sylwia i nie przestawała gadać przez całą drogę. Jola szła dyskretnie obok.

„To mój dom, a następny to Joli. Zobaczymy się jeszcze?” spytała Sylwia.

„To ja już tutaj,” powiedziała Jola, kierując się do swojego bloku.

„Jola, zaczekaj!” Marek ruszył za nią. Sylwia patrzyła za nimi z wyraźną urazą.

Wieczór był chłodny po dziennym upale. Stali pod klatką, rozmawiając, niechętni do rozstania. Marek opowiadał, że pracuje w gazecie, że zawsze marzył o dziennikarstwie, o telewizji.

„Jeszcze o mnie usłyszycie,” powiedział z pewnością siebie. „A ty będziesz nauczycielką? Bo dzieci kochasz?”

„A co w tym złego?” obruszyła się Jola.

„Nie, nic. Tylko pytam.” Podali sobie numery telefonów.

„Nie spodziewałam się po tobie, cicha wodW końcu Jola zrozumiała, że prawdziwe szczęście nie potrzebuje wielkich namiętności, lecz zwykłej codziennej troski.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście + dwa =

Jeszcze jeden kłopot…