Niefortunna miłość

**Nieswojego czasu miłość**

Zajrzałam do pokoju mamy i zobaczyłam, że śpi. Już miałam zamknąć drzwi, gdy usłyszałam jej słaby głos:

— Aniu…

— Tak, mamo? — Wróciłam na palcach. — Myślałam, że śpisz. Potrzebujesz czegoś? Chciałam tylko wyjść na chwilę z dziewczynami.

— Idź… Ja sobie pośpię — wyszeptała Julita, zamykając oczy. Każde uniesienie powiek wydawało się dla niej wysiłkiem nie do pokonania.

Z ulgą westchnęłam i pobiegłam się ubierać. Od miesięcy, odkąd mama chorowała, nauczyłam się poruszać bezszelestnie. Nawet schody zeszłam cicho. Pod blokiem czekał na mnie kolega z klasy, Michał Tomczyk.

— Dlaczego tak długo? — rzucił zamiast powitania.

— Gotowałam mamie rosół. Gdzie idziemy? — Uśmiechnęłam się, próbując złagodzić jego niecierpliwość.

— Nadal jest chora?

— Tak, dopiero zasnęła. Tylko nie długo, dobrze? Gdyby coś potrzebowała…

— Spokojnie, prześpi się i będzie lepiej — machnął ręką Michał.

Przygryzłam wargę. Nikomu nie mówiłam, co dokładnie mamę trawi. Nie chciałam litości ani paniki w szkole.

— No i zaczyna padać. Chodźmy do Darka, rodzice pojechali na działkę — szepnął Michał, obejmując mnie i próbując pocałować. Odsunęłam głowę.

— Co ty? Ktoś może zobaczyć.

— Kto? Mama śpi. No to idziemy?

Zawahałam się. Ostatnim razem, gdy byliśmy u Darka, Michał nie dawał mi spokoju. Podobał mi się, ale wszystko robił zbyt nachalnie.

— Aniu, na pół godziny tylko. Obiecuję, nie będę cię zaczepiał — błagał. Deszcz faktycznie przybierał na sile.

— Dobrze, ale tylko na chwilę.

— Jasne. — Nie mógł ukryć satysfakcji.

Darek otworzył drzwi i uśmiechnął się szeroko na nasz widok.

— Wchodźcie.

Nie ruszyłam się z miejsca. Nie chciałam zostawać sam na sam z dwoma chłopakami.

— Wczoraj sciągnąłem zajebisty film — rzucił Darek.

Michał zdjął buty i poszedł za nim. Pomyślałam, że to dobry moment, żeby wyjść. Ale do domu też nie miałam ochoty wracać.

Zamknęłam drzwi i podeszłam do kanapy, siadając obok Michała. Natychmiast położył rękę za moimi plecami. Darek przyniósł piwo. Odrzuciłam swoją puszkę, a Michał wziął ją bez pytania. Spojrzałam na niego kątem oka, ale nie odezwałam się.

Film rzeczywiście był ciekawy, wciągnął mnie od pierwszych scen. Ocknęłam się dopiero, gdy poczułam jego gorącą dłoń pod bluzką. Szarpnęłam się, ale Michał przytrzymał mnie za ramię, a drugą ręką boleśnie ścisnął pierś.

— Ależ boli! — krzyknęłam.

Poluzował uścisk, a ja zerwałam się z kanapy. Darka nie było w pokoju. Nawet nie zauważyłam, kiedy wyszedł.

— Aniu, przepraszam — wybełkotał Michał.

— Obiecałeś! — warknęłam, czując, jak krew napływa mi do twarzy.

— No weź, nie rób dramatu. Przecież cię kocham. — Też wstał.

To był pierwszy raz, gdy powiedział, że mnie kocha. Nie odepchnęłam go. Pocałował mnie, a z jego ust czuć było piwo. Jego dłonie stały się nagle brutalne, natarczywe.

— Nie, muszę już iść… — wyszeptałam, odpychając go.

Michał nagle złapał mnie w pół i rzucił na kanapę, przygniatając całym ciężarem. Walczyłam, próbując go zrzucić. Udało mi się zgiąć kolano i uderzyć go między nogi.

Zaklął i zeskoczył ze mnie. Zerwałam się, wpadłam do przedpokoju, złapałam buty i zaczęłam się bawić zamkiem.

— No to spierdalaj! — krzyknął za mną.

Wypadłam na klatkę i boso zbiegłam na dół. Dopiero gdy zorientowałam się, że nikt mnie nie goni, zatrzymałam się i włożyłam buty.

Jak mogłam mu uwierzyć? Mama leży chora, a on… Chciał tylko jednego.

W domu długo zmywałam z twarzy i szyji ślady jego mokrych pocałunków. Potem siedziałam w ciemnym pokoju i myślałam: co będzie, jeśli mama umrze? Zostanę zupełnie sama. Jak sobie poradzę? Za dwa miesiące kończę osiemnaście lat, alimenty od ojca przestaną przychodzić. Nie mam pieniędzy. Nawet na sukienkę na studniówkę. Ale co tam, dam radę, byleby mama wyzdrowiała.

O tym, że mama ma raka, dowiedziałam się sama. Czułam, że to coś poważniejszego, niż mówiła. Wpisałam w przeglądarkę nazwy leków, które brała, i wszystko stało się jasne.

Na telefon przyszła wiadomość od Michała: „Aniu, przepraszam”. Nie odpowiedziałam. Wiadomości sypały się jedna za drugą — raz błagał, raz przeklinał. Wyłączyłam telefon.

Przed snem zajrzałam do mamy.

— Mamo, śpisz?

Julita z trudem otworzyła oczy.

— Potrzebujesz czegoś? Wody? Pomóc ci do łazienki?

Ledwo pokręciła głową i zamknęła powieki.

Rano obudził mnie huk. Wpadłam do pokoju mamy i zobaczyłam, jak stara się utrzymać na drżących nogach, trzymając się za poręcz łóżka. Na podłodze leżał przewrócony stołek.

Podbiegłam, ułożyłam ją z powrotem, zaskoczona, jak lekka i wiotka stała się jej postać.

— Po co wstawałaś? Miałaś mnie zawołać — zbeształam ją.

— Myślałam, że dam radę… — wyszeptała, łapiąc powietrze jak po biegu.

— Przyniosę ci herbatę. — Wybiegłam do kuchni.

Mama zrobiła kilka łyków i przestała pić. Już od kilku dni prawie nic nie jadła, ledwo chodziła do łazienki.

Byłam niespokojna. Chciałam zostać z mamą, tym bardziej że po wczorajszym nie miałam ochoty widzieć Michała. Ale zbliżały się egzaminy. Postanowiłam wyjść z ostatniej lekcji, z historii, i wrócić wcześniej.

Gdy wróciłam ze szkoły, mama spała. Co chwilę zaglądałam do niej, ale leżała nieruchomo. Zaniepokojona, podeszłam i dotknęłam jej wychudzonego ramienia. W tej samej chwili zrozumiałam. Wybiegłam z pokoju, zaciskając dłoń na ustach, nie wiedząc, co robić. Poszłam do sąsiadki. PSąsiadka, widząc moją bladą twarz, od razu zrozumiała, co się stała, i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, już wyjmowała telefon, by zadzwonić po pogotowie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 − 1 =

Niefortunna miłość