**Wakacje nad morzem**
– Kinga, nie pozwalam, słyszysz? Masz dopiero osiemnaście lat. Nie rozumiesz… – Anna co chwilę podnosiła głos. Kłóciły się z córką od kilku godzin.
– To ty nie rozumiesz. Wszyscy jadą, a ja jak zwykle nie mogę – upierała się Kinga.
– Jacy wszyscy? Twoja Zosia? Jej matka pozwala jej na wszystko… – Anna urwała, czując, że posunęła się za daleko. – Posłuchaj, córeczko…
– A ty mnie słuchałaś, gdy mówiłam, że nie chcę żadnego Piotra Pawłowicza? Ach tak, zdanie dziecka nikogo nie interesuje. Ty i tak zrobiłaś po swojemu. Mówiłaś, że chcesz być szczęśliwa. No i co? Jesteś szczęśliwa, mamo? Ja już nie jestem dzieckiem, jestem pełnoletnia. Też chcę być szczęśliwa. Jadę, czy ci się to podoba, czy nie. Pieniędzy mi nie trzeba, jeśli o to chodzi. – W oczach Kingi błyszczały łzy złości.
– Ja też chcę, żebyś była szczęśliwa, naprawdę. Możesz popełnić błąd, którego będziesz żałować całe życie. Pomyśl, Kinga. Tam będziesz całkowicie zależna od tego twojego Marcina. A jesteś pewna jego uczciwości? Znasz go ledwie kilka miesięcy. Nikogo tam nie będzie…
– Nie martw się, nie wrócę z “prezentem” – zaśmiała się gorzko Kinga.
– Nie słyszymy się nawzajem. – Anna bezsilnie opadła na kanapę.
Była zmęczona tłumaczeniem się. Mąż zostawił ją z trzyletnią Kingą, alimentami i zniknął. Gdy poznała Piotra, nie spodziewała się, że znów pokocha i zaufa mężczyźnie. Piotr przez te lata starał się zastąpić Kingi ojca, być dla niej przyjacielem. Ale Kinga nigdy go nie zaakceptowała.
Anna pamiętała, jak córka przyjęła Piotra z wrogością, gdy pierwszy raz odwiedził ich dom. Po jego wyjściu zapytała:
– On będzie z nami mieszkał?
– Tak. Masz coś przeciwko?
– Kto mnie pyta? I tak zrobisz, jak chcesz – prychnęła dwunastoletnia Kinga.
Anna próbowała jej wytłumaczyć, że Piotr jest dobry, że sama się o tym przekona.
– Po prostu go nie znasz. Zobaczysz, polubisz go.
– Twoja córka po prostu jest zazdrosna – mówiła wtedy przyjaciółka. – Nie możesz jej ulegać. Zanim się obejrzysz, dorośnie, wyjdzie za mąż, a ty zostaniesz sama. Facet jak Piotr może się nie trafić drugi raz. Nie musisz wybierać między nim a Kingą. Wszystko się ułoży, daj tylko czas. – radziła przyjaciółka, psycholog.
Anna starała się nie zaniedbywać córki. Ale nie zawsze jej to wychodziło. Ciągnęło ją do Piotra, a Kinga stale zabiegała o uwagę. Anna rozdzierała się między nimi. Gdy Kinga zrozumiała, że matka nie należy już tylko do niej, zaczęła się oddalać. I oto efekt. Nie słyszą się nawzajem.
Teraz Kinga się mści. Marcin to miły, dobrze wychowany chłopak z dobrego domu. Anna nie miała nic przeciwko niemu. Ale pozwolić córce jechać z nim nad morze…
Gdy młodzi przychodzą poznać rodziców, zawsze pokazują swoją najlepszą stronę. Jacy są naprawdę? Widzimy tylko wierzchołek góry lodowej.
Z pewnością rodzice Marcina mają łatwiej. Anna ma tylko córkę. Nigdy się właściwie nie rozstawały. A teraz Kinga chce jechać nad morze z chłopakiem. Wiadomo, co tam będzie: wino, seks… Anna wychowywała ją samotnie. Chroniła ją. Oczywiście, trudno jej zaakceptować, że Kinga dorosła, ma chłopaka, swoje życie.
Ale nie można jej trzymać na smyczy. Piotr też uważa, że trzeba dać wolność. Kinga nie jest głupia, sama zrozumie. Gdy Anna powiedziała mu, że gdyby Kinga była jego córką, pewnie nie puściłby jej nad morze z chłopakiem, Piotr zarumienił się, ale milczał. Anna była mu wdzięczna, że nie podsycił kłótni. Odstąpił. Niech matka i córka same rozwiążą ten problem.
Pozostaje się tylko pogodzić i mieć nadzieję, że nic złego się nie stanie.
Może powinna była zrezygnować z Piotra, zapomnieć o sobie, poświęcić się córce? Ale jak o sobie zapomnieć, gdy Anna miała ledwie trzydzieści kilka lat i wciąż pragnęła miłości?
Teraz to córka chce być szczęśliwa. Nie słucha matki. Co robić? Łatwo doradzać, gdy chodzi o cudze dzieci. Gdy dotyczy to własnej córki, zdrowy rozsądek milknie przed miłością i strachem. Każda matka chce uchronić córkę przed błędami. A może to właśnie jest największy błąd?
Anna westchnęła, zmęczona myślami, i weszła do pokoju córki. Kinga siedziała na łóżku, podkurczając nogi, i wpatrywała się w telefon. „Pewnie narzeka przed Marcinem” – pomyślała Anna.
– Zmęczyłam się walką z tobą. To naturalne, że się o ciebie boję, chcę uchronić cię przed błędami. Masz dopiero osiemnaście lat… Jedź. Tylko obiecaj, że będziesz dzwonić i nie wyłączysz telefonu.
Kinga spojrzała na matkę zaskoczona. Nie spodziewała się, że tak szybko się podda.
– Dobrze – powiedziała tylko.
„Wcześniej rzuciłaby mi się na szyję, nazwała mamcią. A teraz, jakby robiła mi łaskę, zgadzając się nie wyłączać telefonu” – pomyślała Anna. Chciała coś dodać, ale tylko westchnęła i wyszła. „Niech jedzie. Przynajmniej nie pożegnamy się w gniewie.”
Siedziała w kuchni, starając się uspokoić.
– Wezmę niebieską walizkę? – Kinga zajrzała do kuchni.
– Oczywiście. A kiedy wyjeżdżacie?
– Dziś w nocy, przecież mówiłam.
Tak, pewnie Anna nie pamięta. Już dziś?! Jak szybko. Jeszcze nie przywykła do myśli, że córka jedzie sama nad morze. „Boże, czemu tu siedzę?” Anna zerwała się, wyjęła z oszczędności część pieniędzy i dała córce.
– Masz. Przydadzą się. Nie mów Marcinowi. Jeśli zechcesz wrócić, będziesz mogła kupić bilet w każdej chwili.
– Dzięki. – Kinga wzięła pieniądze i lekki uśmiech przemknął po jej ustach. – Marcin tu po mnie zajedzie. Nie odprowadzaj mnie, dobrze? – powiedziała już łagodniej.
Anna skinęła głową i wyszła. „Dzięki Bogu, przynajmniej nie rozstajemy się w gniewie.”
– Myślałem, że tu wojna, a tak cicho. W końcu pozwoliłaś jej jechać? – PiotrKinga wróciła z tej podróży mądrzejsza, zrozumiawszy, że czasem matka ma rację, nawet jeśli jej słowa bolą.



