**Uciekaj, póki nie jest za późno…**
Wszystkie dziewczyny marzą o wielkiej, czystej miłości. O uczuciu, które kręci w głowie i ściska serce przy najczulszym uścisku. O pięknym, nieoczekiwanym oświadczynach w miejscu pełnym ludzi, żeby wszyscy widzieli i zazdrościli. O ślubie jak z bajki: on w eleganckim garniturze, ona – delikatna panna młoda w zwiewnej białej sukni, promieniejąca szczęściem. Każda mała dziewczynka śni o takim dniu niemal od kołyski. I Ola nie była wyjątkiem.
W połowie roku szkolnego do klasy 3a trafił nowy uczeń – Marek Kowalski. Na przerwie otoczyli go ciekawscy, zasypując pytaniami: skąd przyjechał, dlaczego zmienia szkołę w środku semestru?
– Ojciec wojskowy, dostał nowe stanowisko. Stąd przeprowadzka – tłumaczył Marek.
– A strzelać umiesz?
– Zdarzało się.
– Z jakiego pistoletu?
– Z służbowego… – pytania leciały z każdej strony.
Marek od razu zauważył Olę. Stała z boku, jakby go w ogóle nie interesował. Po lekcjach postanowił ją odprowadzić. Okazało się, że mieszkali w tej samej dzielnicy. Ona opowiadała o szkole i klasie, on – o miastach i garnizonach, gdzie stacjonował jego ojciec.
W dniu urodzin Oli przyniósł do klasy różę i wręczył jej przed wszystkimi. Gdyby zrobił to ktoś inny, chłopaki pewnie by się nabijali, rzucali głupie komentarze, ale gest Marka wzbudził ich szacunek, a u dziewczyn – zazdrość.
Ola przyjęła różę, jakby dostawała je codziennie. Jej wzrok mówił: *Patrzcie, jak za mną lata nowy. Zazdrosne? To dopiero początek*. Traktowała go z lekceważeniem, choć lubiła go.
Na krótko przed maturami Ola poznała starszego chłopaka, sportowca. Na brzegu Wisły odbywały się zawody wioślarskie. Zatrzymała się z koleżanką, by popatrzeć.
– Dziewczyny, chodźcie tutaj! Stąd lepiej widać! – zawołał przystojny facet.
– A pan też startuje? – zapytała Ola, przeciskając się przez tłum kibiców.
– Nie, ja trenuję zapasy. Startuje mój kumpel – tamten, drugi. – Wskazał na wodę, ale sam nie spuszczał z Oli wzroku, wyraźnie wyróżniając ją spośród dwóch koleżanek.
Wiktor – tak miał na imię nowy znajomy – odprowadził Olę do domu.
– Wiesz, co znaczy imię Wiktor?
Ola wiedziała, ale teraz myśli jakoś uciekły z głowy.
– Zwycięzca. Ja zawsze wygrywam.
Podobał jej się. Ola wsłuchiwała się w nowe emocje, które ją pociągały, ekscytowały i trochę przerażały. W głowie miał chaos. Marek został natychmiast zapomniany. Gdzie mu do Wiktora Nowaka! Całą drogę myślała, czy ją pocałuje, i jak ma zareagować, jeśli to zrobi. Pod bramą życzył jej dobrej nocy i odszedł. Ola poczuła rozczarowanie.
Następnego dnia, gdy wyszła ze szkoły, z samochodu zaparkowanego przy chodniku wysiadł Wiktor i otworzył przed nią drzwi. Zanim wsiadła, rozejrzała się, czy widzą ją koleżanki. Dziewczyny na schodach zamarły z otwartymi ustami, a Marek stał nieopodal, zmarszczony. Ola wsiadła do auta z miną zwyciężczyni. Ale gdy tylko odjechali, ogarnął ją strach. Dokąd ją wiezie?
Wiktor pokazał jej tylko miasto, opowiadając o krajach, które odwiedzał na zawodach. Zadbany, dorosły mężczyzna, który zwracał na nią uwagę – to pochlebiało. Zachowywał się powściągliwie, nie pozwalał sobie na nic więcej. Z podróży przywoził jej perfumy, piękną biżuterię. Skromna róża została w przeszłości. Koleżanki oglądały prezenty z zapartym tchem, pełne zazdrości. A Marek? Ola przestała go dostrzegać.
Po maturze poszła na studia. Wiktor niemal codziennie odbierał ją spod uczelni samochodem.
– Gdzie podział się twój Romeo? – pytały dziewczyny, widząc, że Ola wraca pieszo.
– Wyjechał na zgrupowanie – odpowiadała z uśmiechem.
Oświadczył się jej niespodziewanie, na środku rynku, klękając na jedno kolano i podając aksamitne pudełko z pierścionkiem – oczywiście z małym diamentem. Jak w filmie.
Obok zatrzymał się radiowóz, i niemal trafili na komisariat za zakłócanie porządku.
Ola żałowała tylko, że nikt z koleżanek tego nie widział, że nie da się cofnąć czasu jak taśmę wideo.
W USC stała w obłoku koronek, olśniewająca i szalona z radości. Obok niego – sportowiec, przystojniak, zwycięzca. Od mięśni wydawało się, że rozsadzi marynarkę. O czym jeszcze można marzyć?
Ze ślubu świeżo upieczony mąż zabrał młodą żonę do swojego mieszkania.
Miesiąc później Ola zorientowała się, że jest w ciąży. I to w tak nieodpowiednim momencie. A co ze studiami?
– Myśl o synu. Studia skończysz później, jeśli zechcesz. Zostaniesz w domu. Pieniędzy nie brakuje, dobrze zarabiam – powiedział Wiktor.
– A jeśli będzie dziewczynka? – spytała Ola.
– Będzie syn. Jestem zwycięzcą, pamiętasz?
Ola urodziła syna. Gratulacje i prezenty szybko się skończyły. Wiktor jeździł na treningi, zawody i zgrupowania, a ona siedziała w domu z dzieckiem. Gdzieś zapodziały się wszystkie koleżanki. Mama zasugPo latach, gdy ból już zbladł, a blizny na duszy zaczęły się goić, Ola zrozumiała, że prawdziwa miłość nie krzyczy, nie bije – tylko czeka cierpliwie w półmroku, by w końcu wyjść na światło.



