Sprytny Mały Złodziejaszek

Przebiegły Tymek

Kasia i jej mama kłóciły się od kilku dni. Męczyły się, rozchodziły do swoich kątów, milczały, obrażone na siebie. Ale gdy któraś, już uspokojona, wracała do rozmowy, kłótnia wybuchała na nowo.

– Z tobą nie da się rozmawiać! Nikogo nie słuchasz. Dla ciebie liczy się tylko twoje zdanie. Nawet taty nie słuchałaś. Dlatego odszedł – krzyczała Kasia.
Wiedziała, że mówienie o ojcu to cios poniżej pasa, ale poniosło ją – nie potrafiła się zatrzymać ani opanować gniewu.

– I tak się wyprowadzam, bo bez Tomka nie potrafię żyć. Kocham go. Chciałam zrobić to po dobroci, ale widocznie się nie da. Jestem dorosła, mam dwadzieścia lat. Kiedyś w takim wieku dziewczyny uchodziły za stare panny. Ty zawsze taka idealna. Nie mdli cię od siebie? Nie chcę być taka jak ty… – Kasia urwała.

– Ależ ja nie jestem przeciwko. Doskonale cię słyszę. Więc dlaczego się nie pobierzecie, skoro się kochacie? – zapytała mama niemal spokojnie, przestraszona taką natarczywością córki.

– Znowu to samo – westchnęła Kasia. – Gdzie się żenić? Jesteśmy studentami. Mamy cię obciążać? Albo jego rodziców? Oni już kupili Tomkowi mieszkanie.

– A z czego będziecie żyć?

– Mówiłam ci, Tymek pracuje, robi strony internetowe, małe programy na komputerze. Płacą mu za to. Tak, mamo. Nie słyszałaś, że teraz tak się pracuje? Nazywają to online. Na jedzenie nam wystarczy, a za rok skończymy studia i się pobierzemy.

– Więc poczekajcie ten rok. Czy wam się palce w buzi popaliły? Jesteś w ciąży, tylko mi nie mówisz? – Mama podejrzliwie obrzeliła figurę Kasi.

– Nie, mamo, nie jestem w ciąży. Mam dość. Z tobą nie ma sensu gadać. – Kasia poszła do swojego pokoju i zaczęła wytrząsać rzeczy ze szafy, wpychając je do plecaka. Rzeczy się nie mieściły, więc stanęła przy kanapie, zastanawiając się, co zrobić.

Do pokoju weszła mama. „Znowu zacznie krzyczeć” – pomyślała Kasia. Ale mama stała w milczeniu, potem wyszła. Kasia nie wiedziała, co o tym myśleć. Po kilku minutach wróciła, kładąc na kanapie obok stosu rzeczy Kasi walizkę. Jeźdli z tatą z tą walizką do sanatorium.

– Dzięki! – Kasia przytuliła mamę. – Nie wyjeżdżam na koniec świata, będę do ciebie przychodzić. Będę dzwonić codziennie. Jeśli coś będzie potI tak Kasia i Tomek zaczęli swoje wspólne życie, przekonani, że najważniejsza jest miłość i zrozumienie, nawet gdy drogi rodziny czasem się rozchodzą.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście − czternaście =

Sprytny Mały Złodziejaszek