Moje zasady

**Moje zasady**

Jak to często bywa, Kasia nie znała swojego ojca. Zostawił ją z matką zaraz po narodzinach. Mieszkały w małym miasteczku w domku z ogródkiem. Mama nie rozpieszczała córki. Od dziecka Kasia umiała palić w piecu, plewić grządki i chodzić po zakupy.

Uczyła się na same piątki, szkołę lubiła, marzyła o karierze aktorskiej i życiu w dużym mieście. Po maturze wyjechała z rodzinnej dziury do wojewódzkiego miasta, znalazła pracę z pierwszego ogłoszenia i zapisała się na zaoczne studia.

— Marzenia marzeniami, ale zawód musi dawać chleb — mawiała mama. — A aktorzy to raz mają gęsto, raz pusto.

Po studiach, gdy zaczęła więcej zarabiać, Kasia kupiła sobie samochód na kredyt. Nie mercedesa, oczywiście, tylko skromnego, używanego hyundaia getza, ale solidnego. Dumna, przyjechała nim w odwiedziny do mamy.

Dziś ma już inne auto, ale o pierwszym nie zapomniała. Niedawno zobaczyła je na parkingu i nie mogła uwierzyć, że ten grat jeszcze jeździ. Sama jeździłaby nim do dziś, ale… Jak to w życiu, zakochała się. Pierwsza miłość, pierwsze doświadczenie. Prawie od razu on zaproponował wspólne mieszkanie. Wynajął małe mieszkanko. Wkrótce namówił Kasię, by sprzedała samochód.

— Stary jest, lada dzień się rozleci. Sprzedajmy go i kupimy nowy, który posłuży nam lata — przekonywał. — Lepiej teraz, póki jeszcze wygląda i jeździ.

Kasia się zgodziła. A jak inaczej? Facet lepiej się zna na takich rzeczach niż młoda dziewczyna. Zostawiła mu nawet sprzedaż. Żeby kupić nowe auto, wzięła kolejny kredyt. Obiecał, że będzie pomagać ze spłatą. Jakże cieszyła się z nowej kii!

I tak jakoś wyszło, że to on głównie jeździł. Odwoził Kasię do pracy, a potem sam ruszał w miasto. Parę razy pomógł z ratą, a potem oznajmił, że nie ma forsy.

I jakoś by to Kasia zniosła, kochała go przecież, tłumaczyła sobie… Aż pewnego dnia sąsiadka zatrzymała ją na podwórku:

— Wiesz, że twój chłopak przyprowadza do mieszkania inne dziewczyny?

— Na własne oczy widziałam, jak podjechali twoim autem, weszli pod rękę do klatki i wyszli po trzech godzinach.

— Tak, wiem. To… — Kasia, zagotowana z wściekłości, nie wiedziała, co powiedzieć. — Przepraszam, śpieszę się! — wybełkotała i ruszyła do klatki.

— Wypędź go, dziewczyno, póki czas! — krzyknęła za nią sąsiadka.

W domu Kasia dała upust złości i łzom. Gdy tylko wrócił, zabrała mu kluczyki i wyrzuciła za drzwi.

Została sama. Z autem i kredytem. Wieczorami sprzątała biuro, gdzie pracowała, żeby koledzy nie widzieli. Dorabiała korepetycjami, uczyła angielskiego. Ledwo wracała do domu, ale kredyt spłaciła szybko. Potem wzięła kredyt na mieszkanie.

Pewnego dnia odwiedziła mamę na urlopie. Po dużym mieście rodzinna dziura wydała się jeszcze mniejsza i podstarzała.

— Czemu sama? Czas leci, młodość nie wieczna. Żaden ci się nie podoba? Taka ładna, z autem — powiedziała mama z szacunkiem.

I Kasia w przypływie żalu opowiedziała o swoim nieudanym związku.

— Zbyt ufna jesteś. Mówiłam, że w dużym mieście same pokusy i oszuści. Książki czytasz o miłości, a życie wygląda inaczej. Nie ma już rycerzy. Każdy chce żyć na koszt księżniczek. No, znajdziesz jeszcze drugą połówkę. — Mama wyszła, ale wkrótce wróciła ze zwitkiem gazety.

— Masz. Na wesele odkładałam. Nie do końca życia masz wynajmować. Trochę tam jest, ale na wkład własny starczy.

Kasia pocałowała matkę. Obie się rozpłakały.

Wróciła do miasta i kupiła małe kawalerki. I tak tylko spała w domu. Pracowała i dalej uczyła angielskiego, żeby spłacać kredyt. Ale biura już nie sprzątała. Zmęczona, z radością wracała do swojego mieszkanka.

Pamiętając doświadczenia, ostrożnie podchodziła do mężczyzn. Bała się związków, nie wpuszczała nikogo do życia. Miała dwadzieścia osiem lat, mieszkanie, połowę spłaconego kredytu, auto, którym woziła się na korepetycje.

Wszystko osiągnęła sama, ciężką pracą. Nie każdy facet dałby radę. Nie miała bogatej rodziny, ani ojca, który by pomógł.

Tylko z życiem osobistym nie szło. Nie miała czasu ani miejsca na randki. A gdy już kogoś poznała, nie spieszyła się z zaufaniem. Choć bardzo chciała wyjść za mąż, mieć rodzinę, dla kogo gotować, prasować koszule, witać po pracy… I dzieci, oczywiście.

Aż pewnego dnia jak grom z jasnego nieba zjawiła się u niej dawna szkolna przyjaciółka, Iza. Przywiozła od mamy przetwory, konfitury i pierogi. Od mamy też dostała adres Kasi.

— Szczęściara z ciebie, Kasieńko. Dobrze zrobiłaś, że uciekłaś z naszej dziury. Masz swoje mieszkanie, auto, zarabiasz pewnie nieźle. A ja przez Tomka zostałam. Kochałam go od podstawówki. Pamiętasz? Jego mama ciężko chorowała. Opiekowałam się nią jak własną matką. Podkładałam basen, karmiłam łyżeczką. I po co mi to było? Wszystko przez tę przeklętą miłość.

Potem mama zmarła. Szkoda jej, oczywiście. A za co Pan Bóg mnie pokarał? Już z Tomkiem myśleliśmy o ślubie, aż tu przyjeżdża nowa, młoda nauczycielka. Nie wiem, jak się poznali, ale zaczął za nią biegać. Jak się dowiedziałam, zrobiłam im taką awanturę, że długo będą pamiętać! Opowiem kiedyś.

Ja przy jego mamie się harowałam, śmierdziuchy znosiłam, a on stanął w obronie tej szarej myszki. Jak ci się podoba?

Wtedy postanowiłam wyjechać i zacząć od nowa. Spotkałam twoją mamę w sklepie, dała twój adres, przekazała słoiki. Mądrzejsi dawno uciekli do miasta, jak ty. Mogę u ciebie parę dni posiedzieć? Znajdę pracę, wynajmę pokój — zakończyła Iza.

— No zostań. I tak tylko śpię w domu. Nawet kota nie mogę sobie sprawić. Jutro kupię składaka. Mam tylko jedną kanapę. Nie będziesz spała na podłodze — odparła Kasia.

— Daj spokój, nie na długKasia popatrzyła na Izię śpiącą na kanapie i pomyślała, że czasem trzeba zamknąć pewne rozdziały, by móc pisać nowe.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 − dziewięć =

Moje zasady