Cwany Zuch!

Sprytny Tymek

Krysia z mamą kłóciły się od kilku dni. Męczyły się, rozchodziły po kątach, milczały, dąsały. Ale wystarczyło, że jedna się uspokoiła i wracała do rozmowy, a już znowu zaczynała się awantura.

– Z tobą nie da się rozmawiać! Nikogo nie słuchasz. Dla ciebie tylko twoje zdanie się liczy. Nawet taty nie słuchałaś. Dlatego odszedł – krzyczała Krysia.
Wiedziała, że mówienie o ojcu to cios poniżej pasa, ale poniosło ją, nie mogła się powstrzymać.

– I tak się wyprowadzam, bo bez Darka nie potrafię żyć. Kocham go. Chciałam to zrobić spokojnie, ale widzę, że się nie da. Jestem dorosła, mam dwadzieścia lat. Kiedyś w tym wieku dziewczyny były już starą panną. Ty zawsze taka idealna. Nie masz dość siebie samej? Nie chcę być taka jak ty… – Krysia urwała.

– Ale ja nie jestem przeciwko. I doskonale cię słyszę. To czemu się nie pobierzecie, skoro się kochacie? – powiedziała mama prawie spokojnie, przestraszona naporem córki.

– Znowu to samo – jęknęła Krysia. – Gdzie się żenić? Jesteśmy studentami. Mamy ciężkoć na twojej głowie? Albo na głowie jego rodziców? Oni i tak kupili Darkowi mieszkanie.

– A z czego będziecie żyć?

– Mówiłam ci, Darek pracuje, robi strony, małe programy na komputerze. Dostaje za to pieniądze. Tak, mamo. Nie słyszałaś, że teraz tak się pracuje? Nazywa się to online. Na jedzenie nam starczy, a za rok skończymy studia i się pobierzemy.

– To poczekajcie ten rok. Czy wam się pali? Jesteś w ciąży, tylko mi nie mówisz? – Mama podejrzliwie zmierzyła Krystę wzrokiem.

– Nie, mamo, nie jestem w ciąży. Męczy mnie to. Z tobą i tak nie da się gadać. – Krysia poszła do swojego pokoju i zaczęła wyciągać rzeczy z szafy, wpychając je do plecaka. Rzeczy się nie mieściły, stała więc przy kanapie, zastanawiając się, co zrobić.

Do pokoju weszła mama. „Zaraz znowu nakrzyczy” – pomyślała Krysia. Ale mama stała w milczeniu i wyszła. Krysia nie wiedziała, co myśleć. Po kilku minutach wróciła, położyła na kanapie obok stosu rzeczy walizkę. Tą walizką jeździli z tatą do sanatorium.

– Dzięki! – Krysia przytuliła mamę. – Nie wyjeżdżam na koniec świata, będę do ciebie przychodzić. Będę dzwonić codziennie. Jak coś będzie potrzebne, powiedz, przyjdziemy z Darkiem, wszystko zrobimy.

Mama nagle opadła z sił, usiadła na kanapie i zakryła twarz rękami.

– Wszyscy mnie zostawiają. Słusznie, uciekajcie, idźcie, jakbym była jakimś potworem. Młoda i zdrowa była potrzebna, a teraz tylko wam przeszkadzam. Ojciec sobie młodszą znalazł, stara mu nie pasuje. Jak wrzody go męczyły albo krzyże bolały, to byłam potrzebna. Opiekowałam się nim, robiłam masaże, gotowałam wszystko na parze. Wyciskałam soki z ziemniaków i kapusty. Wtedy byłam potrzebna. A jak wyzdrowiał, siły wróciły, to poszedł do tej młodej. Nic nie szkodzi, jak znów go przyciśnie, przyczłapie do mnie, tylko ja już nie wybaczę.

Teraz i ty odchodzisz. Co ci tak przeszkadzało? Gotować sama będę musiała, po zakupy chodzić, prać. A jeszcze i do zajęć się przygotować. Ciężka dola kobiety. A jak zajdziesz w ciążę? No gdzie ty się tak spieszysz?

Krysia przysiadła obok mamy, objęła ją za ramiona. Czuła, jak jest spięta, smutna. Przemknęła jej nawet myśl, żeby ustąpić, zostać.

– Moglibyście się tak dalej spotykać. Po co z domu wychodzić? – Mama nie mogła się uspokoić.

– Po co ludzie razem mieszkają? Bo bez siebie nie potrafią żyć. Kocham go. Będę przychodzić. Obiecuję. I dzwonić codziennie. Chcesz, to do ciebie się wprowadzimy?

Mama odjęła ręce od twarzy i wyprostowała się gwałtownie.

– Jeszcze czego!

Krysia uśmiechnęła się w duchu.

Mama późno wyszła za mąż. Babcia była surowa, nigdzie jej nie puszczała. Dopiero jak umarła, mama wyszła za mąż. Wskoczyła w ostatni wagon, jak to mówią.

Krysi dwadzieścia, a mama już na emeryturze. Zakład, w którym pracowała, splajtował. Wszystkich w jej wieku wysłali na emeryturę. A jeszcze ojciec taki numer wywinął. Krysia to wszystko rozumiała. Ale jak się rozdwoić między mamą a Darkiem? Chyba nie dogadaliby się we trójkę. Krysia znała charakter mamy. Po co próbować, skoro Darek ma swoje mieszkanie? Tak będzie lepiej wszystkim. Po prostu mama boi się zostać sama.

– Wybacz mi, mamo. Bardzo cię kocham. Ale i Darka kocham. – Krysia wstała i zaczęła pakować rzeczy.

Kiedy mama wyszła z pokoju, wyjęła z kieszeni telefon.

– Czekasz? – spytała do słuchawki. – Zaraz będę.

Schowała telefon, zarzuciła plecak na plecy, postawiła walizkę na podłodze i wytoczyła ją z pokoju.

Mama siedziała w kuchni, odwrócona do okna.

– Mamo, nie gniewaj się. Zadzwonię jutro – powiedziała Krysia przepraszającym tonem.

Mama ani drgnęła. Siedziała taka zagubiona, samotna, obrażona, że Krysi zrobiło się jej żal. Ale jeśli teraz się ugnie, podejdzie do mamy, ta znów zacznie namawiać, żeby została. A Darek już dawno czeka na nią na podwórku, pewnie zmarzł. I Krysia zdecydowanie, zanim się rozmyśli albo mama ocknie się z otępienia, poszła do wyjścia.

Taksówkę by zamówili, ale trzeba było oszczędzać. Poszli z Darkiem na przystanek autobusu.

– No i jak poszło? Mama mocno się awanturowała? Namawiała, żebyś została? – spytał Darek w autobusie, ściskając dłoń Krysi.

– Normalnie – burknęła.
Nie chciała opowiadać.

– Żałujesz, czy jak?

– Nie, co ty – pospiesznie odpowiedziała Krysia i ścisnęła rękę Darka, przytulając się do niego.

Krysia dzwoniła do mamy codziennie między zajęciami. Tamta narzekała, że ciśnienie dokucza, stawy bolą na pogodę. Już koniec listopada, a ciepło, leje lub pada mokry śnieg. W taką pogodę nawet zdrowemu ciężko, co dopiero mamie.

Krysia ją pocieszałaAle kiedyś, gdy zadzwoniła do mamy, usłyszała wesołe szczekanie Tymka i śmiech mamy, który brzmiał jak dawno zagubiona melodią domu, i wtedy zrozumiała, że wszystko będzie dobrze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 − 5 =

Cwany Zuch!