Przerażająca pomyłka

Dzisiaj opowiem wam historię o niesamowitym błędzie.

Krystyna obudziła się z bólu. Tuż przed przebudzeniem śniło jej się coś ważnego, ale gryzący dyskomfort w dole brzucha natychmiast wyparł wspomnienia snu. Nigdy wcześniej nie czuła takiego kłucia – promieniowało aż do krzyża.

Leżała nieruchomo, wsłuchując się w swoje ciało. Ból zdawał się nieco ustępować. Ostrożnie usiadła na łóżku, ale gdy próbowała wstać, fala ostrego bólu znów przeszyła jej podbrzusze. Krzyknęła i zsunęła się na podłogę. Na kolanach doczołgała się do komody, gdzie zostawiła ładowany telefon.

Tak właśnie – klęcząc i podpierając się jedną ręką o podłogę – wezwała karetkę. „Uspokój się, zaraz przyjadą” – powtarzała sobie. Nagle uświadomiła sobie, że drzwi są zamknięte. Na kolanach powlokła się do przedpokoju. Ból pulsował w jej brzuchu niczym rozżarzony węgiel.

Próbowała wyprostować się, by odsunąć zasuwkę w drzwiach, ale ostre ukłucie zmusiło ją do pochylenia się ponownie. Łzy napłynęły do oczu. „Oto prawdziwy strach samotności” – pomyślała. „Nie to, że nie ma komu podać szklanki wody, ale że nie ma komu otworzyć drzwi ratownikom.” Przegryzła wargę do krwi i zrobiła ostatni wysiłek. Drzwi ustąpiły, a ona sama – straciła przytomność.

Przez mgłę w głowie docierały do niej urywane zdania, jakieś pytania. Wydawało jej się, że odpowiada, ale nie była tego pewna.

Ocknęła się na szpitalnym łóżku, oślepiona niskim jesiennym słońcem wpadającym przez okno. Odwróciła głowę od światła, a wtedy ból pod mostkiem przypomniał o sobie. Brzuch wydawał się dziwnie duży i nabrzmiały, choć ból już prawie nie dokuczał.

Jeszcze niedawno, gdy kolejny raz próbowała zerwać z Witkiem, myślała, że lepiej umrzeć niż tak żyć. Bez męża, bez dzieci, zupełnie sama. Po co właściwie żyć? Ale tej nocy chwyciła się życia ze wszystkich sił. Zrozumiała, jak strasznie jest umierać nagle, w samotności.

„Ocknęłaś się? Zawołam pielęgniarkę.”

Krystyna odwróciła głowę w stronę głosu. Na sąsiednim łóżku leżała pulchna kobieta w nieokreślonym wieku, ubrana w flanelowy szlafrok w niebieskie kwiaty na żółtym tle.

Wkrótce do sali weszła pielęgniarka.

„Jak się pani czuje?” – zapytała młoda, rumiana dziewczyna w różowej czepeczce.

„Dobrze” – odparła Krystyna. „Co mi było?”

„Lekarz zaraz przyjdzie i wszystko wyjaśni” – powiedziała pielęgniarka i wyszła.

Krystyna zauważyła jej gruby, jasny warkocz siegający do pasa. „Nadal ktoś nosi warkocze?” – zdziwiła się.

„Jesteś na ginekologii. Przywieźli cię dwie godziny temu. Spałaś jak zabita, dziewczyno” – powiedziała sąsiadka.

„Dziewczyno”. Ostatnio coraz częściej nazywano ją w sklepach i autobusach „panią” albo „obywatelką”. Czuła się jak staruszka, chociaż miała zaledwie czterdzieści dwa lata. Może dlatego, gdy ktoś próbował ją swatać, machała ręką: „Mój czas już minął, po co mi ktoś?” Dlatego też próbowała zerwać z Witkiem, ale on zawsze do niej wracał.

„Jak się pani czuje?” – do sali wszedł pięćdziesięcioletni lekarz.

„Doktorze, co się stało? Dostawałam narkozę? Miałam operację? Czuję się jak nadmuchany balon.”

„Nowakowa, czekają na panią na opatrunek” – zwrócił się lekarz do sąsiadki.

Kobieta wstała, poprawiła szlafrok i niechętnie wyszła.

Krystyna wdzięcznie spojrzała w zmęczone oczy lekarza.

„Wykonaliśmy laparotomię. Miałaś ciążę pozamaciczną, pęknięcie jajowodu.”

„Jak to?!” – Krystyna o mało nie podskoczyła na łóżku, ale ból w brzuchu przywołał ją do porządku.

„Co panią tak dziwi?” – zapytał lekarz.

„Przecież… Miałam zdiagnozowaną niepłodność.”

„To nie wyklucza ciąży pozamacicznej, ani nawet normalnej. Życie potrafi zaskakiwać. Proszę mi wierzyć. Zostanie pani u nas kilka dni.”

„Mogę wstawać?”

„Powinna pani. Ale z umiarem” – odpowiedział lekarz i wyszedł.

Krystyna próbowała przetrawić to, co usłyszała. Wszyscy mówili jej, że nie może mieć dzieci. Mąż odszedł z tego powodu, choć raczej było to pretekstem do jego zdrad. „Czy to znaczy, że mogę zajść w ciążę? Ale o czym ja mówię, mam czterdzieści dwa lata, to już za późno” – powstrzymała się. „Czemu od razu nie zapytałam lekarza?”

Usiadła na łóżku i opuściła nogi. Na podłodze stały jej kapcie, a na oparciu łóżka wisiał szlafrok. Pewnie zabrali go ratownicy. Ból prawie ustąpił, tylko mięśnie lekko pobolewały.

Narzuciła szlafrok, wsunęła stopy w kapcie i wstała. Trochę kręciło jej się w głowie. „To pewnie po narkozie” – pomyślała. W kieszeni poczuła ciężar. „Klucze do mieszkania. Dowód osobisty. Czyli drzwi są zamknięte.”

Nad umywalką nie było lustra. Przygładziła włosy dłonią i wyszła na korytarz. Powoli doszła do drzwi z napisem „Ordynatura”, ale były zamknięte, w zamku tkwił klucz z breloczkiem. Poszła dalej, żeby spytać pielęgniarkę, kiedy przyjdzie lekarz i jak ma na imię.

Nagłe zawroty głowy i nudności zmusiły ją do siadnięcia na miękkiej kanapce w holu.

„Ciekawe, czy Witek ucieszyłby się, gdyby wiedział, że mogłam od niego zajść w ciążę?” Poznali się pięć lat temu. Od razu powiedział, że jest żonaty. Ożenił się późno, ma małe dziecko.

Ich romans rozwijał się szybko i burzliwie. Krystyna niczego nie oczekiwała. Wielokrotnie próbowała zerwać. On obrażał się, odchodził, ale zawsze wracał. Najpierw obiecywał, że odejdzie od żony, gdy córka podrośnie, a żona wróci do pracy. Ale córka poszła już do szkoły, a on wciąż był z żoną. Krystyna przestała pytać. Każde rozstanie miało być ostatnim, ale gdy przychodził, zawsze wpuszczała go z powrotem.

Jej myśli przerwał czyjś głos. Nie widziała stanowiska pielęgniarek, ale usłyszała swoje nazwisko.

„Wyobraź sobie, podczas operacji Malinowski znalazł u niej”Wyobraź sobie, podczas operacji Malinowski znalazł u niej guza, ogromnego” – usłyszała Krystyna, po czym serce zabiło jej jak dzwon, bo zrozumiała, że chodzi o nią, a życie, które dopiero co odzyskała, znowu wymyka się jej z rąk.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + 16 =

Przerażająca pomyłka