Oświecenie

**Przebudzenie**

– Leszku… – Weronika weszła do pokoju, trzymając ręce za plecami. Jej usta rozciągały się w zagadkowym uśmiechu, a oczy błyszczały szczęściem.

Leszek też się uśmiechnął, czując, że zaraz usłyszy dobrą nowinę albo dostanie prezent.

– Co tam masz? – Usiadł, pochylając się ku niej z kanapy. – Nie męcz, pokaż.

– Proszę. – Weronika wyciągnęła dłoń. Coś leżało na jej otwartej dłoni. Leszek jeszcze nie rozpoznał przedmiotu, ale jego uśmiech już gasł.

– Co to jest? – Odsunął się na oparcie kanapy, jakby unikał niespodzianki.

– Popatrz! – Weronika zrobiła krok w jego stronę. – Jestem w ciąży! – wybuchnęła, nie mogąc dłużej wytrzymać. Głos jej drżał od ledwie powstrzymywanej radości.

„W ciąży” – powtórzył w myślach Leszek. Uśmiech zniknął z jego twarzy. Patrzył na Weronikę ze strachem, jakby stała przed nim obca osoba.

Uśmiech Weroniki też zgasł, niczym światła w teatrze przed rozpoczęciem spektaklu. Ścisnęła w dłoni test ciążowy i powoli opuściła rękę.

– Nie cieszysz się? – Tym razem głos jej drżał od łez.

– Weronika, przecież umawialiśmy się, że poczekamy z dzieckiem – warknął Leszek, odzyskując równowagę. – Przestałaś brać tabletki?

– Raz zapomniałam, a potem… – Weronika usiadła obok niego. Leszek natychmiast przesunął się na skraj kanapy, jakby bał się zarazić.

– O czym ty myślałaś? Dlaczego mi nie powiedziałaś? Naprawdę chcesz się bawić w pieluchy i nie spać po nocach? Sama jesteś jeszcze dzieckiem. – Wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.

– Weronika, przemyślmy to, nie spieszmy się…

– Nie zrobię aborcji. On już jest. Wiem, że to chłopiec. Będzie podobny do ciebie. – Łzy zabłysły w jej oczach.

Słowa przykuły Leszka do podłogi. Weronika patrzyła na niego z desperacką determinacją. Po jej policzkach spływały łzy.

– Weronika, posłuchaj. – Leszek objął ją, przyciągnął do siebie.

„Krzykiem nic nie wskóram. Muszę działać ostrożnie, przekonać ją czułością…”

Weronika zrzuciła jego rękę i wstała, jakby usłyszała myśli.

– Nie. Zrobię. Aborcji. – Wypowiadała każde słowo z mocą.

– Weronika, nie powiedziałem, żebyś… Zaskoczyłeś mnie. Przepraszam za reakcję. Chodź tutaj. – Złapał ją za rękę, posadził na kolanach.

– Głupia jesteś. Jak ja cię kocham – szeptał, głaszcząc ją po plecach. – Nie płacz, to niezdrowe dla dziecka.

– Naprawdę się cieszysz? – Otarła łzy.

– Oczywiście – odpowiedział lekko, myśląc, że przed nim jeszcze dziewięć miesięcy i wszystko może się zdarzyć…

Wkrótce wszystko wróciło do normy. Leszek nie widział zmian u Weroniki. Zaczynał myśleć, że test się pomylił. Słyszał, że to możliwe. Ale miesiąc później zaczęły się mdłości. Weronika bladła, traciła apetyt.

Wcześniej chodzili do kina, na spotkania ze znajomymi, na kolacje. Teraz Weronika nie chciała wychodzić. Leżała, narzekając na złe samopoczucie. Zapach mięsa wywoływał u niej mdłości. Leszek się nudził. Nie był przyzwyczajony do wieczorów w domu.

– Weronika, w sobotę u Marka urodziny – powiedział niepewnie.

– Idź sam. I tak nie usiedzę przy stole – mruknęła, odwracając się do ściany.

Leszek się ucieszył. Spodziewał się sprzeciwu, ale poszło łatwiej, niż myślał.

Na imprezie bawił się, pił, cieszył wolnością. Wrócił późno. Weronika spała zwinięta w kłębek.

Potem zaczęła rosnąć jej brzuch. Nie mogła znaleźć wygodnej pozycji do spania, wierciła się, wzdychała, budziła go. Stała się płaczliwa, odmawiała zbliżeń. Jego irytacja rosła wraz z jej brzuchem.

– Kiedy się w końcu ożenicie? – spytała matka, gdy ją odwiedził. – Czas najwyższy. Nawet jeśli nie jestem zachwycona twoją Weroniką, trudno. Jakie imię wybraliście?

– Jakub. Po jej ojcu. Mamo, ślub z brzuchem?

– Możecie tylko się pobrać. Mówiłam ci…

– Nie zaczynaj! Wszędzie tylko pretensje!

Wracając do domu, wstąpił do baru. Ledwo zasnął, gdy Weronika go obudziła.

– Leszku, obudź się!

– Co? – Przetarł oczy.

– Źle się czuję. Boli mnie brzuch i krzyż.

– Wezwę karetkę? – Sięgnął po telefon, ale był rozładowany. Wziął jej komórkę. – Zamówię taksówkę, ubieraj się.

W hallu Weronika siedziała na poduszce w narzuconym płaszczu. Obok stała duża torba.

– Masz dokumenty? Jedziemy.

Schodzili wolno, co chwilę przystając. Taksówka już czekała.

– Do szpitala, szybko! – warknął Leszek, wsiadając za Weroniką.

Oddychała ciężko, trzymając brzuch. W ciasnym aucie wydawał się ogromny.

– Zaraz będzie lepiej – powtarzał Leszek, ukrywając strach.

Na izbie przyjęć aLeszek przycisnął synka do siebie, patrząc na Weronikę przez łzy, i w końcu zrozumiał, że to właśnie jest jego prawdziwe miejsce – przy nich, bez względu na wszystko.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + czternaście =

Oświecenie