A miłość jest wieczna

– Maks, źle skręciłeś. Trzeba było jechać dalej – zawołała Kinga.

– Dobrze skręciłem – spokojnie odparł Maks, kierując się wąską leśną drogą.

– Tam zaraz powinna być mała polanka. A jej nie ma – rozglądając się, powiedziała Kinga. – Zawróćmy i przejedźmy kawałek. Maks, słyszysz? Zatrzymaj się!

Chłopak jechał dalej, nie zamierzając się zatrzymywać. Kinga widziała, że sam już zrozumiał, że zabłądził. Droga stawała się coraz węższa, miejscami porośnięta trawą. Dojazd do domków letniskowych powinien być szeroki i wyjeżdżony. A oni zapuszczali się coraz głębiej w las.

– Zatrzymaj się! – ze złością powtórzyła Kinga. – Słyszysz mnie?

– Gdzie mam się zatrzymać? Nawet nie da się tu zawrócić. Zaraz znajdę przerzedzenie między drzewami…

– Bo trzeba było od razu cofnąć. Zawsze mnie nie słuchasz. Uparty jak osioł. – Kinga założyła ręce na piersi i wpatrywała się przed siebie. *„Nigdy nie przyzna się do błędu. Co w tym złego?”* – wściekała się w duchu na przyjaciela.

Gałęzie drzew drapały po karoserii, na maskę sypały się żółte liście. Maks w końcu zatrzymał auto. W środku zapanowała ciężka cisza.

– Nie mogłeś od razu się zatrzymać? Przez twoje upierzenie zawędrowaliśmy Bóg wie gdzie. Dobrze, że nie do bagna.

– Ile razy mówiłem, nie podnoś głosu, kiedy prowadzę – warknął Maks.

Kinga nadąsała się. Maks przekręcił kluczyk i ostrożnie zaczął cofać. Wstrzymując oddech, dziewczyna wierciła się na siedzeniu, zerkała w lusterko, bojąc się, że auto uderzy w drzewo. Długo i powoli wydostawali się z pułapki. Kilka razy o mało nie utknęli. W końcu wrócili na główną drogę.

– Nie mogłeś od razu zawrócić? – burknęła Kinga, ale już spokojniej. Gniew minął, gdy tylko wyjechali z lasu.

– Ty zawsze musisz mieć rację, co? W ogóle nie widzisz, jak ciągle mnie pouczasz, rządzisz. Myślisz, że mi to pasuje? – teraz w głosie Maksa słychać było irytację.

– O co ci chodzi, Maks? Więc dlatego się nie zatrzymałeś? Z przekory? I co, lepiej ci? Ale tym razem się przeliczyłeś. No i po co stoimy? Jedziemy czy nie? I tak straciliśmy mnóstwo czasu przez twoje upierzenie. – Nastrój ostatecznie się popsuł. Od nerwów rozbolała ją głowa.

Ostatnio często się kłócili, czepiali się nawzajem. Czy to tylko okres prób, czy ochłodzenie uczuć? Różowe okulary opadły i zobaczyli się bez upiększeń. Sprzeczki wybuchały przez błahostki. Ale jak mówią, życie składa się z drobiazgów. I nie można ich ignorować.

– Znowu rozkazujesz. Nawet tego nie zauważasz – zganił ją Maks.

– Ja nie rozkazuję. Dobrze, więc będziemy stać. Już nigdzie nie chcę jechać. – Kinga wygodnie oparła się o fotel, odchyliła głowę na zagłówek i przymknęła oczy, dając do zrozumienia, że nie zamierza się dalej kłócić.

A zaczęło się tak pięknie. Poznali się przypadkiem na plaży. Kumpela odeszła przebierać się w strój kąpielowy. Słońce prażyło, paląc wrażliwą skórę Kingi. Nikogo wokół, poza wysportowanym, opalonym chłopakiem. Kinga podeszła do niego, podając tubkę z kremem.

– Pomógłbyś mi? Posmaruj plecy, bo się spalę.

Chłopak uśmiechnął się szeroko i wziął krem.

Kinga odwróciła się do niego plecami. Ciepłą dłonią rozprowadził krem po jej skórze. Przejęło ją dreszczem. Później wyznała mu, że to w tej chwili się w nim zakochała.

Topniała od jego dotyku jak lody na słońcu. Było jej głupio, że ciało tak zdradzało jej uczucia. Obróciła się do niego.

– Dzięki, resztę zrobię sama. – Odebrała krem i poszła na swój koc.

Wróciła koleżanka, poszły popływać. Chłopak za nimi. Poznali się. Podobał się też przyjaciółce, ale widząc, co się święci, nie wtrącała się.

Potem spacerowali. Maks odprowadził Kingę do domu i pocałował. Od tamtego dnia byli nierozłączni. Czasem bywał szalony, ale to też jej się podobało. Spokojnej, domowej dziewczynie tego brakowało.

Miesiąc później, po awanturze z rodzicami, Kinga wprowadziła się do Maksa. Zazwyczaj posłuszna, tym razem postawiła na swoim. Namiętność, nowość samodzielnego życia, radość z bliskości… Kinga myślała, że tak już będzie zawsze. Gdyby ktoś powiedział, że za rok będą się kłócić, nie uwierzyłaby.

Ale… Nie ma idealnych ludzi, tak jak nie ma miłości bez sporów. Różowe okulary spadły i zaczęli dostrzegać swoje wady, irytujące nawyki. I ta podróż.

Kinga od początku nie chciała jechać. Wśród jego znajomych czuła się nieswojo. W domku letniskowym była tylko raz, na sylwestra. Drogę zapamiętała właśnie po polance widocznej tuż za zjazdem z głównej drogi.

Maks też milczał, nerwowo stukając palcami w kierownicę.

– Przestań stukać – poprosiła Kinga.

Poczuła jego wzrok, ale nie otworzyła oczu. Maks odpalił silnik i czekając na przerwę w ruchu, włączył się do jazdy.

– No to pokazuj skrzyżowanie, wszystkowiedząca – poprosił po chwili.

Kinga otworzyła oczy i rozejrzała się.

– Chyba go przejechaliśmy – powiedziała zawstydzona, bezradnie patrząc na Maksa.

– Tylko nie mów, że znowu moja wina. Mogłaś uważać – odparł z wyrzutem. – I co teraz?

– Zatrzymaj się tutaj.

Tym razem Maks od razu posłuchał i zahamował. Obok przeleciała fury, trąbiąc ze złością.

– Może w ogóle nigdzie nie jedźmy – powiedziała nagle Kinga.

– Dlaczego? – zdziwił się Maks.

– Wszystko poszło nie tak. Nie podoba mi się to – przyznała.

– Zawsze te wasze kobiece fanaberie. Chcę, nie chcę, wydaje mi się, czuję… Jesteśmy już prawie na miejscu, a ty proponujesz wracać? Nie wygłupiaj się, Kinga. Gdzie? – zawołał, widząc, że otwiera drzwi.

– Nigdzie nie jadę.W końcu zrozumieli, że prawdziwa miłość to nie brak kłótni, ale gotowość, by zawsze wracać do siebie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia + jeden =

A miłość jest wieczna