Ucieczka przed samotnością

**Ratunek przed samotnością**

Zofia obudziła się późno. Pierwszą myślą było, że zaspała. Córka z wnukiem zaraz wstaną, a ona nie przygotowała śniadania. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że odjechali wczoraj – sama odprowadziła ich na dworzec. Wstała i powłócząc nogami, poszła do łazienki. Zwykle od rana planowała dzień, co zrobić najpierw, a co odłożyć. Dziś myślała tylko o córce i wnuku.

Tęskniła. Ostatnio przyjechali na pogrzeb ojca i dziadka dwa i pół roku temu. Od tamtej pory Karol tak urosł, że prawie ją dogonił. Jeśli znów przyjadą dopiero za trzy lata, może nawet go nie pozna.

Gdyby mieszkali bliżej, widywaliby się częściej. Ile razy Zofia namawiała Magdę, by wróciła. Rozwiodła się z mężem – co ją trzyma w obcym mieście? Z drugiej strony rozumiała ją. Magda odzwyczaiła się od życia z matką, przywykła do niezależności. Nie powinna była w ogóle wyjeżdżać.

Szczerze mówiąc, zięć od początku nie przypadł jej do gustu. Małomówny. Jeśli nie zagadasz, będzie milczał cały dzień. Trudno odgadnąć, o czym myśli – może coś ukrywa? W każdym razie, tajemniczy typ. Córka tylko zmarnowała z nim czas, a skończyło się i tak na rozwodzie. Zofia westchnęła.

Teraz próbują podzielić mieszkanie. Szkoda, że były zięć nie oddał Magdzie jej części w gotówce. Kupiliby tu małe kawalerki, Zofia by się do nich wprowadziła, a swoje mieszkanie oddała córce i wnukowi. Ale były zięć uparł się jak osioł. Pewni rodzice mu namieszali w głowie. „Ej, gdyby tylko Andrzej żył, szybko by to załatwił” – Zofia znów westchnęła.

Umyła się i długo przyglądała w lustrze. Córka miała rację – zaniedbała się. Ostatnio przestała farbować włosy, siwizna przebijała, a i przytyła. Wyglądała na starą i zaniedbaną. Gdy żył Andrzej, dbała o siebie. Teraz? Po co się starać? Sąsiedzi zaglądają rzadko. Rozmyślania przerwał dzwonek telefonu.

Biegnąc po komórkę, przypomniała sobie, że Magda z Karolem powinni już dojechać – pewnie dzwonią.

— Magda, jak podróż?… Dzięki Bogu… Tak myślałam… Obiecuję, że nie będę tęsknić. Ale może jednak rozważysz przeprowadzkę?… Nie, nie naciskam. Po prostu przypominam, że czas ucieka, ja nie młodnieję, a wam będzie ze mną łatwiej… Nie krzycz…

Córka się wkurzyła, a Zofia nie miała ochoty na awanturę. I tak humor miał poniżej podłogi. Postanowiła zakończyć rozmowę pozytywnie.

Zrobiła łóżko, kontynuując w myślach monolog z córką. „Zawsze tak samo. Sama wie najlepiej. Narobiła już błędów. Gdyby Andrzej żył…” — Zofia westchnęła. — No trudno. Niech sama decyduje, dorosła kobieta…”

Wypiła herbatę, wzięła leki na ciśnienie i uznała, że nie będzie zwlekać – od razu pójdzie do fryzjera. Może choć humor się poprawi. Wydawało się, że po zgonie męża przywykła do samotności, ale gdy goście odjechali, ledwo powstrzymywała łzy.

U fryzjera młoda dziewczyna tak dokładnie i długo ją strzygła, że Zofia prawie zasnęła. Ale efekt był świetny. Krótka, modna fryzura i popielate pasemka, żeby odrastające korzenie nie rzucały się w oczy – wyglądała o dekadę młodziej. Nie mogła się napatrzeć. Szkoda, że tak późno się ogarnęła. Przysięgła sobie, że od teraz będzie regularnie chodzić do fryzjera.

W domu znów stała przed lustrem, zadowolona. W lepszym nastroju otworzyła laptop. W przeddzień Świąt poszła z Karolem do sklepu i kupili mu nowy. Magda się wściekła, że Zofia wydała na prezent wszystkie oszczędności. Ale Karol tak się ucieszył, że ucałował babcię i od razu podarował jej swój stary laptop. Wszystko wytłumaczył, założył jej konto w mediach społecznościowych. Co nieco sama jeszcze pamiętała. Z Karolem ustawili jej zdjęcie sprzed dwudziestu lat jako avatar. Powinna zrobić selfie i je zmienić, ale to potem.

Przeglądała tablicę. Zauważyła powiadomienie o wiadomości – „mesidż”, jak mówił wnuk. Jakiś Witold cieszył się, że w końcu ją znalazł, i prosił o odpowiedź.

Zofia powiększyła jego zdjęcie, ale i tak go nie poznała. Pewnie trik – zobaczył fotkę młodszej, atrakcyjnej kobiety i udaje dawnego znajomego.

Mniej więcej w jej wieku, uśmiech szczery, zęby zdrowe. Zofia, była dentystka, zawsze najpierw sprawdzała uzębienie. Nie chciała odpowiadać, ale w końcu spytała, skąd ją zna.

Godzinę później już żywo korespondowali. Okazało się, że to Witold Nowak, jej dawny kolega z klasy. Na dowód wysłał zdjęcie jedenastej „A”, gdzie zakreślił ich oboje.

W końcu przypomniała sobie niepozornego chłopaka z ławki. Ze wstydem przyznała, że siebie rozpoznała tylko po podpisie. Tyle lat minęło, albumów nie otwierała.

Teraz codziennie pisali. Potem odezwała się też Elżbieta, koleżanka z ławki. Na awatarze też miała wyretuszowane zdjęcie z młodości.

Kiedyś na sprawdzianie z matematyki Elżbieta poprosiła Zofię o pomoc. Ta rozwiązała jej zadanie, a swoje nie zdążyła. W efekcie Elżbieta dostała piątkę, a Zofia tróję. Potem już nigdy nie pomogła. Elżbieta się obraziła i mściła. Przyjaźń się rozpadła.

Zawsze była złośliwa. Ale Zofia uznała, że nie warto pielęgnować uraz, i odpisała. Krąg znajomych się powiększał, na nudę nie było czasu. Jak żyła bez internetu? Miesiąc minął niepostrzeżenie. Pewnego dnia Witold zaproponował spotkanie.

— Mieszkamy w jednym mieście, a nie widzieliśmy się wieki. Trzeba to nadrobić. Dziewczyny, ustalajcie termin i miejsce.

Zofia nie od razu się zgodziła. Wyobrażała sobie, jak będą się śmiać, widząc się postarzałych. Cieszyła się, że w porę się ogarnęła. Zaproponowała kawiarnię – w dzień mało ludzi, neutralny teren.

Chciała ubrać sukienkę, ale po pierwsze – zima, chłodno, a ona cienka. Po drugie – to nie randka. Włożyła spodnie i ciepły sweter. Delikatny makijaż, odrobina różuZofia zamknęła laptop z lekkim uśmiechem, wiedząc, że już nie jest sama – czekały na nią nowe dni, pełne rozmów, śmiechu i ciepła rodziny.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

7 − trzy =

Ucieczka przed samotnością