Ostatnia ofiara

Ostatnia ofiara

— Mamo, muszę z tobą porozmawiać.

— Strasznie podejrzanie zaczynasz — rzekła Barbara, patrząc na syna z niepokojem.

Przystojny, inteligentny. Zawsze był grzecznym chłopcem, nie sprawiał kłopotów. Aż w końcu, w pierwszej klasie liceum, zakochał się po raz pierwszy. Zaczął opuszczać lekcje, dostawać kiepskie oceny. Barbara próbowała z nim rozmawiać. Okazało się, że dziewczyna nie odwzajemnia jego uczuć. Woli innego chłopaka, którego rodzice mają pieniądze.

Choć tłumaczyła mu, że pierwsza miłość to najszczersze uczucie, niezależne od pieniędzy i wyrachowania, że bogaci rodzice tamtego chłopaka nie mają z tym nic wspólnego, że po prostu ta dziewczyna pokochała kogoś innego — Krzysztof nie słuchał. Wmówił sobie, że gdyby tylko oni mieli więcej złotych, lepszy samochód, to ona by go pokochała.

Przeżywał tę niesprawiedliwość tak bardzo, że Barbara zaczęła bać się o jego życie. Znalazła psychologa, który mógł porozmawiać z Krzysiem po męsku. Pomogło. Zdał maturę, dostał się na studia. I oczywiście — znów się zakochał.

Pod koniec pierwszego roku ogłosił, że wielu studentów żyje samodzielnie, więc on też chce wynająć mieszkanie, stać się niezależny.

— A czym będziesz płacił? Wynajem kosztuje drogo. Nie będę mogła ci pomagać. Wiesz, jaka jest moja pensja. Masz osiemnaście lat, już nie dostaję alimentów od twojego ojca. Czy może planujesz rzucić studia i przejść na zaoczne? — zapytała Barbara.

— Rozmawiałem z ojcem, obiecał pomóc na początek — odparł syn.

— Rozmawiałeś z nim? Widziałeś się? Dlaczego mi nie powiedziałeś? — oburzyła się.

— Bo byś mnie od tego odradzała. Ty się z nim rozwiodłaś, nie ja — wybuchnął Krzysztof.

— Wiesz, że po rozwodzie od razu zmienił pracę? Ustawił sobie niższą „oficjalną” wypłatę, żeby płacić mniejsze alimenty. Więc nie tylko ode mnie odszedł, ale i od ciebie.

Jesteś pewien, że ojciec cię nie oszuka? Jakoś nie wierzę w jego bezinteresowną pomoc. Da ci pieniądze na miesiąc, dwa, a potem wymyśli powód i przestanie. Co wtedy zrobisz? Tym bardziej, że ma teraz córkę. A może rodzice Magdy ci pomogą? — Matczynym instynktem Barbara wyczuła, że syn coś ukrywa.

Długo wypytywała, aż w końcu Krzysztof się poddał.

— Powiedziałem Magdzie, że to moje mieszkanie, że odziedziczyłem je po babci, matce ojca. Że nie będzie trzeba płacić czynszu — przyznał się.

— Czyli okłamałeś Magdę? Jej rodzice wam nie pomogą? A na co wy w ogóle będziecie żyli?

— Magda nie powiedziała rodzicom, że będziemy razem mieszkać. Są bardzo surowi. Przysyłają jej pieniądze co miesiąc. Powinno wystarczyć — odparł.

— Więc Magda też ich oszukuje. Boi się powiedzieć prawdę, a żyć na cudzy koszt już nie? Niech zgadnę — powiedziałeś jej, że masz bogatego ojca, żeby nie wybrała kogoś zamożniejszego, tak? Ale prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. Co wtedy?

— No tak, powiedziałem, że ojciec ma kasę, że mam mieszkanie. I co mam zrobić, mamo? Niestety, wszystko kręci się wokół pieniędzy. A my ich nie mamy. Dziewczyny zawsze wybiorą kogoś innego. Jak już wreszcie będę miał forsy, to się zestarzeję. — Krzysztof złościł się, że matka nie rozumie takich prostych rzeczy.

— Nieładnie zaczynać życie od kłamstw. Wyznaj jej prawdę, synu. Jeśli cię kocha, zrozumie i wybaczy…

— Dość, mamo. Już podjąłem decyzję. I tak wynajmę to mieszkanie. Szkoda, że ci w ogóle powiedziałem. Nie bierzemy ślubu. Jak nie wyjdzie, to się rozejdziemy i tyle. Robisz problem z niczego.

Barbara nie spała całą noc. Rano próbowała jeszcze odwieść syna od pomysłu, ale on nakrzyczał na nią i wybiegł, nawet bez śniadania. Gdy wróciła z pracy, część rzeczy Krzysztofa zniknęła. Nie mogła uwierzyć. Nie spodziewała się, że jej Krzyś, jej wrażliwy, kochany chłopiec odejdzie tak po cichu, nawet się nie żegnając.

Wieczorem w końcu się dodzwoniła. Ale rozmowa była trudna — w tle grała głośna muzyka. Pewnie świętowali nowy etap życia. Zrozumiała tylko, że Krzysztof bał się jej łez i próśb, przeprosił. Na moment zrobiło się jej lżej.

Barbara błąkała się po mieszkaniu. Zadzwoniła do przyjaciółek, żeby podzielić się bólem, szukając wsparcia. Jedna powiedziała, że w Barbarze przemawia macierzyński egoizm i zazdrość. Powinna puścić syna, niech uczy się samodzielności. Druga nie miała takiego problemu, bo miała męża, który po prostu nie pozwolił córce na takie fanaberie.

Mama powiedziała, że Barbara sama jest sobie winna. Rozpieszczała syna, starała się dać mu wszystko, by nie czuł się gorszy, zapominając o sobie. I tak to skończyła. Mogłaby jeszcze wyjść za mąż, gdyby tylko zadbała o siebie.

Wszyscy mieli rację. Barbara nie zwalniała się z winy. Ale jak inaczej? Jest matką, oddałaby życie za syna. Co w tym złego? Kocha Krzysztofa, jego spokój i szczęście są dla niej ważniejsze niż cokolwiek innego. On jest najważniejszym mężczyzną w jej życiu, innego nie potrzebuje.

Czuła się, jakby stała na rozdrożu przed kamieniem z napisami: „pójdziesz prosto — zgubisz głowę, w lewo — stracisz syna, w prawo…”. Jakkolwiek by nie wybrała — i tak będzie boleć.

Zmęczona wątpliwościami, Barbara postanowiła odpuścić. Krzysztof jest jej synem, kocha go takim, jaki jest. Pozostało tylko wierzyć, że wszystko się ułoży.

Na początku często dzwoniła, pytała, jak muBarbara odłożyła telefon, westchnęła głęboko i pomyślała, że najważniejsze to przetrwać ten burzliwy czas, bo może właśnie teraz Krzysztof zacznie rozumieć, co naprawdę liczy się w życiu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − dziesięć =

Ostatnia ofiara