Ratunek przed samotnością
Halina obudziła się późno. Pierwszą myślą było, że zaspała. Córka z wnukiem zaraz wstaną, a ona nie przygotowała śniadania. Potem przypomniała sobie, że odjechali wczoraj, sama ich odprowadzała na dworzec. Halina wstała i powoli podeszła do łazienki. Zwykle od rana planowała dzień, co zrobić najpierw, a co może odłożyć na jutro. Dziś wszystkie myśli krążyły wokół córki i wnuka.
Tęskniła za nimi. Ostatni raz przyjechali na pogrzeb ojca i dziadka dwa i pół roku temu. Od tamtej pory Jakub tak urosł, że prawie ją dogonił. Następnym razem może go nawet nie pozna, jeśli znów przyjadą za kilka lat.
Gdyby mieszkali bliżej, widywaliby się częściej. Ile razy Halina prosiła córkę, by wróciła. Rozwiodła się z mężem – co ją trzyma w innym mieście? Z drugiej strony, rozumiała ją. Ania odzwyczaiła się od życia z matką, przywykła do samodzielności. Nie powinna była w ogóle wyjeżdżać.
Zięć od razu nie przypadł Halinie do gustu. Małomówny. Jeśli go nie zapytasz, będzie milczał cały dzień. Nie wiadomo, co myśli, może coś ukrywa. W każdym razie – dziwak. Córka tylko zmarnowała z nim czas, a koniec i tak był jeden – rozwód. Halina westchnęła.
Teraz próbują rozdzielić mieszkanie. Lepiej, by były zięć wypłacił Ani jej część w gotówce. Kupiliby tu małe kawalerki, Halina mogłaby się tam przeprowadzić, a swoje mieszkanie oddać córce i wnukowi. Ale były zięć uparł się. Rodzice mu mieszają w głowie. „Eh, nie w porę Zbyszek odszedł. On by szybko to załatwił” – znów westchnęła.
Umyła się i długo przyglądała w lustrze. Córka miała rację – zaniedbała się. Ostatnio przestała farbować włosy, siwizna wychodziła, a i przytyła. Wyglądała na starszą i zaniedbaną. Gdy żył Zbyszek, dbała o siebie. A teraz? Po co się starać? Tylko sąsiedzi czasem ją odwiedzają, i to rzadko. Kontemplację przerwał dzwonek telefonu.
Biegnąc po komórkę, przypomniała sobie, że Ania z Jakubem powinni już dojechać do domu – pewnie dzwoni córka.
„Aniu, jak dojechaliście?… Dzięki Bogu… Tak myślałam… Obiecuję, że postaram się nie tęsknić. Ale pomyśl jeszcze o powrocie… Nie, nie naciskam. Tylko przypominam, że czas ucieka, ja nie młodnieję, a wam byłoby ze mną łatwiej… Nie krzycz…”
Córka zaczęła się irytować, a Halinie nie chciało się kłócić. I tak humor miała w piwnicy. Postanowiła więc zakończyć rozmowę pozytywnie.
Ścieląc łóżko, w myślach wciąż rozmawiała z córką, a raczej monologowała. „Zawsze tak samo. Sama wie, co robić. Narobiła już błędów. Gdyby żył Zbyszek…” – westchnęła. „Niech decyduje. Dorosła dziewczyna…”
Wypiła herbatę, wzięła leki na ciśnienie i postanowiła, że nie będzie zwlekać – od razu pójdzie do fryzjera. Może choć humor się poprawi. Wydawało się, że po śmierci męża przywykła do samotności, ale gdy odjechali goście, ledwo powstrzymywała łzy.
W salonie młoda fryzjerka tak dokładnie i długo ją obcinała, że Halina prawie zasnęła. Ale efekt był znakomity. Krótka, modna fryzura i popielate włosy, by odrastające korzenie nie były widoczne, odmłodziły ją o dobre dziesięć lat. Halina nie mogła się napatrzeć. Dawno powinna była o siebie zadbać. Przysięgła sobie, że teraz będzie regularnie chodzić do fryzjera.
W domu znów długo stała przed lustrem, zachwycona. W lepszym nastroju otworzyła laptopa. W przeddzień Nowego Roku poszli z Jakubem do sklepu i wybrali mu nowy. Córka zirytowała się, że Halina wydała wszystkie oszczędności na prezent, ale wnuk tak się ucieszył, że ucałował babcię i natychmiast podarował jej swój stary laptop. Wszystko wytłumaczył, pomógł założyć konto w mediach społecznościowych. Ona też coś kojarzyła. Z Jakubem ustawili na profilu jej stare, dwudziestoletnie zdjęcie. Trzeba by zrobić selfie i je zmienić, ale to później.
Przewinęła tablicę. Zauważyła powiadomienie – wiadomość od jakiegoś Marka. Cieszył się, że w końcu ją znalazł, i prosił o odpowiedź.
Halina powiększyła jego zdjęcie, ale i tak go nie rozpoznała. Pewnie podchwyt – zobaczył zdjęcie młodszej, atrakcyjnej kobiety i udaje dawnego znajomego.
Mniej więcej jej rówieśnik, szczery uśmiech, zęby w porządku. Halina, jako była dentystka, zawsze najpierw sprawdzała uzębienie. Nie zamierzała odpowiadać, ale w końcu spytała, skąd ją zna.
Godzinę później już żywo wymieniali wiadomości. Okazało się, że to Marek Kowalski, jej dawny kolega z klasy. Na dowód wysłał zdjęcie maturalnej klasy, gdzie zakreślił ich oboje.
W końcu przypomniała sobie tego niepozornego chłopaka z jedenastej „a”. Ze wstydem przyznała, że nawet siebie rozpoznała tylko po podpisie. Tyle lat minęło, dawno nie przeglądała albumów.
Teraz codziennie pisali. Potem odezwała się Ela, też koleżanka z ławki. Na profilu miała mocno retuszowane zdjęcie z młodości.
Pewnego razu na klasówce z matematyki Ela poprosiła Halinę o pomoc w zadaniu. Ta rozwiązała, ale własnego nie skończyła. W efekcie Ela dostała piątkę, a Hala trójkę. Potem już nie pomagała. Ela się obraziła i mściła. Od tamtej pory ich przyjaźń się rozpadła.
Zawsze była złośliwa. Halina stwierdziła, że nie ma sensu pielęgnować urazy, i odpisała. Krąg znajomych rósł, nie było czasu na nudę. Jak ona wcześniej żyła bez internetu? Miesiąc minął niepostrzeżenie. Pewnego dnia Marek zaproponował spotkanie.
„Mieszkamy w tym samym mieście, a nie widzieliśmy się wieki. Trzeba to naprawić. Dziewczyny, ustalajcie termin i miejsce.”
Halina nie od razu się zgodziła. Wyobraziła sobie, jak będą się śmiać, widząc się postarzałych. Cieszyła się, że w porządku się ogarnęła. Zaproponowała kawiarnię – w dzień ludzi mniej, a neutralny teren do niczego nie zobowiązuje.
Chciała ubrać eleHalina uśmiechnęła się, patrząc w okno, i pomyślała, że życie – nawet późne – wciąż może zaskoczyć dobrymi zmianami.



