**Dziennik Pawła**
Wróciłem dziś do domu późno, zmęczony całym tym zamieszaniem w biurze. Myślałem, że to będzie zwykły dzień, a tu taka historia…
Wchodzę do gabinetu, a tam stoi ona – Kinga. Od razu poznałem te oczy, choć minęło już dwanaście lat. Nie powiedziała nic od razu, tylko patrzyła na mnie jak na obcego. A może naprawdę mnie nie pamiętała?
– Kinga Kowalska z marketingu – przedstawiła się oficjalnie. – Dlaczego pan mnie zwalnia? Mam chorego syna, muszę być z nim w szpitalu. Pan Marek, poprzedni dyrektor, rozumiał…
Głos jej zadrżał. Widziałem, jak mocno się trzyma, żeby nie rozpłakać. Mówiła o Tomku, o białaczce, o przeszczepie szpiku. A ja? Ja myślałem tylko o tym, gdzie ja już ją widziałem.
– Czy my się znamy? – zapytałem w końcu.
Zarumieniła się, spuściła wzrok.
– Studia… Nowy Rok… Grałeś na gitarze… – wydukała.
I wtedy mnie olśniło. Polibuda, wigilia w akademiku, śnieg za oknem… Kinga w czerwonej sukience. Pamiętałem jej śmiech.
– To twój syn… Czy to mój syn? – spytałem nagle, choć sam nie wiem, skąd mi to przyszło do głowy.
– Nie! – zaprzeczyła szybko. Za szybko.
Ale ja już wiedziałem. Tomek miał moje oczy, mój uśmiech. Poszedłem do nich tego samego wieczora. Małe mieszkanko na Woli, babcia krzątająca się w kuchni, a on – blady jak ściana, ale uśmiechnięty.
– To mój tata, prawda? – zapytał cicho, gdy Kinga wyszła zaparzyć herbatę.
Zrobiłem testy. Pasowałem jako dawca. Dwa dni później jechaliśmy już do Warszawy. Kinga trzymała Tomka za rękę, a ja patrzyłem przez okno i myślałem: „Boże, ile ona przez to przeszła…”
Operacja się udała. Kupiłem chłopakowi porządny aparat – Canon, nie żaden tam telefon. Teraz wiszą u niego w pokoju zdjęcia Warszawy, babci, nawet kotów z podwórka.
Dzisiaj oświadczyłem się Kindze. Stała na klatce, taka mala, krucha, a w oczach miała tyle strachu…
– Nie musisz się ze mną żenić tylko przez Tomka – powiedziała.
– Głupia jesteś – odparłem, ściskając ją mocno. – Już dawno powinnaś była mnie znaleźć.
Babcia płacze w kuchni, Tomek chodzi z tym swoim aparatem, a ja? Ja w końcu wiem, po co to wszystko było. Żeby nauczyć mnie jednego – czasem los daje nam drugą szansę. Trzeba tylko mieć odwagę po nią sięgnąć.



