Nie oddam. Nikomu cię nie oddam.
– Mogę? – W uchylonych drzwiach gabinetu pojawiła się dziewczyna.
– Przyjęcia już skończone. Tylko na umówione wizyty.
Twarz dziewczyny wydała się Oldze Leszczyńskiej trochę znajoma. Miała dobrą pamięć do twarzy, ale była pewna, że pacjentka nie zapisywała się wcześniej.
– Przepraszam, ale nie ma wolnych terminów do końca miesiąca – powiedziała dziewczyna.
– W poniedziałek otworzą zapisy na następne dwa tygodnie. Albo umów się do innego lekarza – zmęczonym głosem zaproponowała Olga.
Lekarze w klinice trochę się na nią obrażali, bo wiele kobiet chciało akurat do niej.
– Chciałam z panią porozmawiać.
I wtedy Olga ją poznała…
###
– Cześć! – Do gabinetu bez pukania wpadła Kasia, roznosząc wokół zapach drogich perfum.
– Kasia, ile razy mówiłam, żeby pukać? Mogła być pacjentka.
– Na korytarzu nikogo nie ma. Więc jesteś wolna – uśmiechnęła się beztrosko przyjaciółka. – Idziemy do kawiarni? Muszę ci coś powiedzieć.
– Mów tu. Po co iść do kawiarni?
– Jak widzę to torturowane krzesło, aż mnie skręca. Jak ty tu w ogóle pracujesz? – skrzywiła się Kasia.
– A tak przy okazji, pomagam dzieciom przyjść na świat. Czy to nie ważna misja? Dobrze, przebiorę się – powiedziała Olga i zniknęła za parawanem.
– A sobie pomóc nie umiałaś – cicho dodała Kasia.
– Podłe z twojej strony przypominać mi o tym – odpowiedziała Olga znad parawanu.
– Przepraszam, głupotę palnęłam.
– Dobrze, stawiasz kawę i ciastko. – Olga wyszła i uśmiechnęła się.
Kawiarnia była w sąsiednim budynku. Zwykle bywali tam lekarze i pacjenci. Wieczorem przychodziła młodzież, ale było jeszcze za wcześnie, a personel kliniki po wieczornych dyżurach spieszył do domów. O tej porze panowała cisza. Przyjaciółki zajęły wolny stolik i zamówiły.
– Miałaś mi coś powiedzieć – przypomniała Olga, gdy kelner odszedł.
Kasia sięgnęła po telefon.
– Co tak kombinujesz? Mów już – Olga przyspieszyła. – Jesteś w ciąży?
– Na szczęście nie. Wystarczy mi córka Tomka. Nie myślałam, że wychowywanie cudzego dziecka jest takie trudne. Strasznie nieznośna. Czy ja też taka byłam?
– Kasia, nie przeciągaj. Jestem zmęczona i chcę do domu.
Kelner przyniósł kawę i ciasta. Kasia po kilku łykach zaczęła szukać czegoś w telefonie, po czym milcząc podała go Oldze.
– Patrz.
– Wojtek. No i co? – Olga chciała oddać telefon.
– Popatrz uważniej. Kto jest obok? – Kasia zmrużyła oczy, jak zawsze, gdy się denerwowała.
– Z jakąś dziewczyną. No i?
– Przewiń dalej – poprosiła Kasia.
Olga przesunęła palcem. Na następnym zdjęciu Wojtek obejmował dziewczynę, pomagając jej włożyć płaszcz. A potem… całowali się.
– No, co teraz powiesz? Poznajesz miejsce? – W głosie Kasi nie było triumfu, tylko smutek.
Olga spojrzała na przyjaciółkę z nagłym bólem w oczach.
– Po co mi to pokazałaś?
– Żebyś wiedziała. Uprzedzona, to uzbrojona. Wojtek cię zdradza. Dowiedziałam się przypadkiem. Znajomy Tomka obchodził urodziny w tej restauracji. Wyszłam do toalety i go zobaczyłam. Najpierw chciałam podejść, myślałam, że jesteś gdzieś blisko. Potem podeszła do niego ta laska. Wojtek mnie nie zauważył. Nawet gdyby sufit się zawalił, by nie zareagował. Wiesz, jak na nią patrzył?
Olga wstała od stolika.
– Olu, przepraszam. Nie powinnam ci pokazywać. Ale chciałam, żebyś wiedziała – spóźnione wyrzuty sumienia dopadły Kasię, która też zerwała się z krzesła. – Gdzie idziesz?
Olga skinęła ręką, zatrzymując Kasię, i wyszła. Na ulicy wzięła gwałtowny oddech i odeszła od kawiarni. Serce waliło jak młot, uderzając w skronie. Szła, patrząc przed siebie, ale nic nie widziała. W głowie miałPo latach, gdy Mała Marysia poszła już do szkoły, Olga znalazła w skrzynce list od Anny, w którym ta błagała o możliwość zobaczenia córki, ale Olga spokojnie go podarła, bo już dawno zdecydowała, że dziecku wystarczy jedna matka, która nigdy jej nie porzuci.



