Cześć! Czy mogę wejść jako żona?

**Dziennik Tani**

„Cześć. Jestem żona Jurka. Mogę wejść?”

Minął tydzień, odkąd Akademia Medyczna huczała przed nadchodzącymi zawodami w siatkówce. Drużyna medyków miała grać przeciwko politechnice. Przyjaciółka od rana namawiała Tanikę, żeby poszła obejrzeć mecz.

– Nie lubię siatkówki, sport w ogóle mnie nie kręci. Nic z tego nie rozumiem – broniła się Tanika.

– Co tu rozumieć? Po prostu będziemy kibicować naszym, żeby wygrali. No proszę, zrób to dla mnie – błagała Ola.

– Nie chodzi ci o zwycięstwo, tylko o Bartka – westchnęła Tanika i w końcu się zgodziła.

W hali było tłoczno, wszystkie ławki zajęte. Mecz jednak wciągnął nawet Tanikę. Wkrótce wrzeszczała razem z innymi i machała chorągiewką. Medycy mieli czerwone, politechnika – niebieskie. W końcu akademicy wygrali. Przyjaciółki cieszyły się, jakby to od nich zależał wynik.

– Idziemy do domu? – spytała Tanika, gdy wyszły z budynku.
Dawno zapadł zmrok, na ulicach zapaliły się latarnie.

– Poczekajmy na Bartka, pogratulujemy. Zaraz się przebra i wyjdzie – prosiła Ola ochrypłym od krzyku głosem.

Czekać nie trzeba było długo. Wkrótce Bartek wyszedł z jakimś facetem. Zauważył dziewczyny, podszedł i przedstawił im swojego rywala z boiska – Jurka. Okazało się, że przyjaźnią się od szkoły. Szli we czwórkę, omawiając mecz. Potem rozdzielili się: Bartek odprowadził Olę, a Jurek – Tanikę. Od tego dnia zaczęli się spotykać.

Rok później, gdy Tanika skończyła studia, pobrali się. Jurek ukończył naukę wcześniej, już pracował. Rodzice obojga dołożyli się do wkładu własnego, a młodzi kupili dwupokojowe mieszkanie na kredyt, z myślą o przyszłych dzieciach.

Trzy lata po ślubie Tanika urodziła syna, a sześć lat później córeczkę.

Między urlopami macierzyńskimi pracowała w przychodni stomatologicznej, lecząc całą rodzinę i znajomych. Jurek był inżynierem w dużej firmie. W siatkówkę grał teraz rzadko, głównie latem na plaży. Ale formę zachował – nadal był wysportowany i przystojny. Za każdym razem, gdy na niego patrzyła, przypominała sobie ich pierwsze spotkanie. Teraz nawet trudno było uwierzyć, że mogli się nigdy nie poznać – przecież nie chciała iść na te zawody…

Oczywiście, między nimi nie było już tej namiętności co w pierwszym roku małżeństwa, ale żyli zgodnie. Zapraszali gości na święta, jeździli na grilla do przyjaciół na działki, urlopy spędzali nad morzem. Kilka razy wypoczywali nawet w Turcji. Raz we dwoje, raz z synkiem Kubą – Weronika była wtedy jeszcze w planach. Wśród znajomych uchodzili za idealną parę. Nielicznych, którzy przetrwali do dziś.

Ola trochę im zazdrościła. Uważała, że Tanika i Jurek zawdzięczają szczęście właśnie jej. Gdyby wtedy nie namówiła Taniki na mecz, nigdy by się nie spotkali. A sama Ola z Bartkiem nie wyszła. Wyszła za mąż, rozwiodła się po dwóch latach i wciąż szukała swojego szczęścia.

Pewnego wieczoru Tanika odrabiała lekcje z Kubą, który chodził do piątej klasy. Weronika siedziała obok i rysowała, wysuwając język z wysiłku.

– Mamo, chyba dzwoni telefon – powiedział Kuba, odrywając wzrok od zeszytu.

Tanika posłuchała. Faktycznie, telefon wibrował. Zwykle wyłączała dźwięk w domu. Dzwonili do niej często – ktoś z bolącym zębem pytał, co wziąć, żeby dotrwać do rana, inni błagali, żeby przyjęła w przychodni ich „ważnego” znajomego. Choć wyłączała dzwonek, zawsze odbierała. Była lekarzem, nie mogła odmówić pomocy cierpiącym.

Tym razem dzwoniła Ola. Tanika odebrała i od razu powiedziała, że jest zajęta z synem, i poprosiła, żeby zadzwoniła później.

– Później będzie za późno – odparła Ola. – Jurka nie ma w domu, prawda?

– Jeszcze nie wrócił z pracy. Mówił, że się spóźni. O co chodzi?

– Nie jest w pracy. Właśnie widziałam go w restauracji z jakąś ładną laską. Jestem tam z kolegą. Wyszłam specjalnie, żeby do ciebie zadzwonić. Wsiedli do jego auta i odjechali. Pewnie do niej. Wybacz, przyjaciółko, ale to nie przypadek. Między nimi jest coś poważnego. Mam wyczulone oko. Słyszysz?

– Słyszę – odpowiedziała Tanika.

Wiedziała, że Jurek podoba się kobietom. Ale nigdy nie dał powodu, by wątpić w jego wierność. Ola mogła coś przekręcić – pewnie piła. Albo może Tanika po prostu nie zauważyła oznak zbliżającej się katastrofy?

– Piłam mało – dodała Ola, jakby czytała w myślach. Zresztą głos miała trzeźwy. – Nie myśl, że dzwonię z zazdrości. Bardzo was kocham. Nigdy nie próbowałam cię podkopać. On zawsze miał dla ciebie słabość. Ale nie mogę milczeć. Ostrzeżona – uzbrojona.

Kolega, z którym jestem w restauracji, pracuje w policji. Chcesz, żeby sprawdził, kim ona jest? Myślę, że mi nie odmówi. Sama chętnie bym tej lafiryndzie bez znieczulenia powyrywała włosy. Ale ty decyduj. Tylko pamiętaj – macie dwoje dzieci. Sprawdzamy?

Gdyby zadzwonił ktoś inny, Tanika może by nie uwierzyła. Ale Oli ufała. Nie kłamałaby bez powodu.

– Dlaczego milczysz? – spytała przyjaciółka.

– Sprawdź – powiedziała Tanika i odrzuciła telefon, jakby to on był winny.

– Mamo! – zawołał Kuba.

– Zaraz.

Tanika wyszła do kuchni i stanęła przy oknie. Trzęsła się jak osika. Jurek… z inną… Przypomniał jej się stary film: *”To nie może być prawda!”* Ale Ola znała Jurka tyle lat – nie mogła się pomylić.

Splecione dłonie zlodowaciały. Serce bolało, twarz paliła, a w środku rozlewał się obrzydliwy chłód. *”A może jednak się pomyliła? Mieli służbowe spotkanie? Ale Ola mówiła o związku… Jurek to zwykły facet, mógł się zakręcić przy ładnej dziewczynie. Z mężczyznami tak bywa. Zawsze miał powodzenie. Wiedziała o tym najlepiej. I co teraz? Urządzić awanturęTanika spojrzała przez okno na bawiące się dzieci i zrozumiała, że choć ból nie minął, to właśnie dla nich oboje z Jurkiem znajdą sposób, by odbudować to, co stracili.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 1 =

Cześć! Czy mogę wejść jako żona?