Rozwód? Ja zostanę z tatą!

No cóż, to będzie długa historia…

Kinga od dawna czuła, że jej związek z Krzysztofem wisi na włosku. Miłość zamieniła się w rutynę, rozmowy stały się krótkie i bezbarwne, a w powietrzu unosiło się napięcie, jak przed burzą. Udawała przed samą sobą, że jakoś to będzie. Ale co, jeśli dotkną sprawy, których nie da się już naprawić? Mają przecież córkę – o niej trzeba myśleć.

Kinga gotowała, sprzątała, pilnowała, żeby Justynka wracała na czas i odrabiała lekcje. Dziewczyna miała już swoje sekrety – no cóż, dorastała. A Krzysiek? Krzysiek przynosił pensję do domu i na tym kończyła się jego rola w rodzinie. Ostatnio nie wypuszczał telefonu z rąk, wpatrzony w ekran jak nastolatek.

Pewnego dnia Kinga rozchorowała się na dobre – gorączka, łamanie w kościach, potworny ból głowy. Poprosiła męża, żeby zrobił kolację. Justynka znów gdzieś się zawieruszyła z koleżankami.

*„Daj spokój, herbata i kanapki wystarczą”* – burknął Krzysiek.

Była zbyt słaba, żeby protestować. Dwa dni później, gdy poczuła się lepiej, weszła do kuchni i… masakra. Zlew pełen brudnych naczyń, śmieci wylewały się z kosza, pralka zapchana jego koszulami, a w lodówce pustki. Wzięła się do sprzątania, gotowania i wieczorem padła bez sił.

Po kolacji znowu góra naczyń. Kinga ledwo powstrzymała łzy.

*„Dość. Nie jestem Twoją sprzątaczką. Pracuję tak samo jak Ty, a potem jeszcze robię wszystko w domu. Czy naprawdę nie mógłbyś chociaż po sobie pozmywać?”*

*„Przecież i tak to zrobisz”* – odparł spokojnie Krzysiek.

*„Śmieci wynieś jutro rano. Wystawię worek pod drzwi.”*

*„Dobra”* – mruknął, nie odrywając wzroku od telefonu.

*„Nie »dobra«, tylko pamiętaj o tym!”* – w głosie Kingi już słychać było zmęczenie. *„Słyszysz mnie w ogóle? Odłóż ten telefon!”*

*„Co? Przecież wszystko robię.”*

*„Co niby wszystko?”*

*„O co Ci znowu chodzi? Jesteś kobietą, to Twoja robota. Ja zarabiam. Czego jeszcze ode mnie chcesz? W domu dwie baby, a ja mam zmywać?”*

*„Baby? Swoją córkę nazywasz babą?”*

*„Swoją drogą, gdzie ona jest? Twoje wychowanie – pozwalasz jej się włóczyć. A teraz drzesz ryja o jakieś brudne naczynia.”*

*„Nie chodzi o naczynia, tylko o Twoje obojętne podejście…”*

*„Dość! Mam już dość!”* – Krzysiek wybiegł z kuchni, zatrzaskując za sobą drzwi łazienki.

Na stole zamigotał ekran jego telefonu. Kinga zdążyła zobaczyć nazwę nadawcy SMS-a, zanim ekran zgasł. Więc to była ta „pęknięcie”, o którym przeczuwała, ale nie chciała przyznać.

Gdy wrócił, od razu sięgnął po telefon.

*„Kamilka… to Kasia? Karolina?”* – zapytała Kinga, starając się, by głos nie zadrżał.

Krzysiek zamarł w drzwiach, potem gwałtownie się odwrócił.

*„Grzałaś się w moim telefonie?!”*

*„Jest zablokowany. Masz coś do ukrycia?”* – W myślach błagała: *„Wymyśl coś, skłam jak zwykle…”*

*„A jeśli tak?”* – Spojrzał jej prosto w oczy. *„Tak, jest inna. Rozstańmy się jak dorośli ludzie.”*

*„Jak to…?”* – Łzy same zaczęły płynąć.

*„No i się zaczęło”* – warknął. *„Lubisz grać ofiarę? Zostawmy to.”*

Jej świat runął. Jakby piorun uderzył i zaczęła się ulewa, która nigdy nie ustanie.

*„No co stoisz? Pakuj się.”*

*„Jak? Gdzie?”*

*„Bo to moje mieszkanie. Rodzice mi je dali. Nie zamierzam go dzielić.”*

*„A co z nami? Żartujesz?”*

*„Wcale nie. Jedź do rodziców.”*

*„Ja nigdzie nie jadę”* – za plecami Krzysztofa odezwał się głos Justynki.

*„Słuchałaś nas?”*

*„Krzyczycie tak, że sąsiedzi pewnie słyszą. Rozwodzicie się? Zostaję z tatą.”*

*„Widzisz?”* – Krzysiek wskazał na córkę. *„Kto tu jest złym?”* – Wyszedł, pewnie pisał do tej swojej, że mieszkanie już wolne.

*„Nie możesz z nim zostać, Justynko. On ma…”* – Kinga zawiesiła głos. *„Nie będzie sam.”*

*„No i co? Mam swój pokój. Do dziadków nie pojadę, tam daleko i nudno. Tu szkoła, przyjaciele. I w ogóle, muszę lekcje robić.”* – Justynka szybko zniknęła w swoim pokoju.

Kingę ogarnęła panika. Co teraz? Była rodzina, dom… a teraz ją wyrzucają? Jakby tornado porwało ją w wir, postawiło wszystko na głowie i wypluło gdzieś daleko.

Nie, to nie może być prawda. Nawet córka ją zdradziła. Musi się uspokoić. Justynka jest jeszcze dzieckiem, nie wie, co mówi. Kinga schowała się w łazience i dała upust łzom. Gdy wyszła, na wąskiej sofie leżała poduszka i koc. Krzysiek znów pisał do tej swojej.

*„Co to ma znaczyć?”*

*„Chyba wiesz.”*

Całą noc nie spała, myśląc, co robić. Starała się być dobrą żoną i matką. Wyszło, że nie była ani jedną, ani drugą. Nie będzie się uniżać. Nie wybaczy. Nie będzie też walczyć o mieszkanie – przegra. Jedyna walka, którą mogła podjąć, była o Justynkę. Nie wszystko stracone, musi wymyślić plan.

Rano wyszła, gdy jeszcze spali. W pracy pierwsza zauważyła jej stan koleżanka, Magda.

*„Nie mam już rodziny, nie mam domu. Jestem nikim.”* – Ukryła twarz w dłoniach.

*„Tak poważnie?”*

*„Bardziej niż myślisz. Muszę znaleźć gdzieś mieszkanie.”*

*„No to… Mam takie po tacie. Małe i zaniedbane, ale możesz tam zostać. Płać tylko czynsz.”*

Mieszkanie było maleńkie, z meblami z epoki PRL. Kinga całą noc sprzątała. Dobrze, że Justynka została z ojcem – tu by się jej nie spodobało.

Następnego dnia zabrała swoje rzeczy, gdy Krzysiek był w pracy. Magda z mężem pomogli jej się przeprowadzić. Kinga kupiła wino i płakała nad swoim życiem.

DzwoniPo latach, gdy Justynka sama została matką, zrozumiała w końcu, ile poświęceń kosztuje miłość, i pewnego dnia zapukała do drzwi Kingi z wnuczką na ręce i cichym „przepraszam” na ustach.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × jeden =

Rozwód? Ja zostanę z tatą!