**Dziennik osobisty**
Po pracy wstąpiłam do galerii handlowej. Za kilka dni główna księgowa obchodziła jubileusz. Nasz dział zlecił mi wybór prezentu. Znalazłam już coś odpowiedniego, zrobiłam zdjęcie telefonem. Jutro pokażę koleżankom, co wybiorą, to kupimy. Schodziłam ruchomymi schodami na parter. Chciałam już wyjść na zewnątrz, uciec od zgiełku i tłumów.
— Wika?! — nagle usłyszałam kobiecy głos.
Odwróciłam głowę w lewo, próbując rozpoznać wśród twarzy jadących w górę ludzi. Nikt nie wyglądał znajomo.
— Wika! — powtórzył głos.
Obejrzałam się i zobaczyłam dziewczynę z jaskraworudymi włosami. Próbowała zejść po schodach, które płynęły w przeciwnym kierunku.
— Zaczekaj na dole, nie uciekaj! — krzyknęła.
Zeszłam na dół i czekałam. Jej krzyczące rudzie włosy zniknęły na chwilę u góry, po czym znów się pojawiły, zbliżając się szybko. Dziewczyna biegła w dół, potrącając ludzi. Te włosy odwracały uwagę od jej twarzy.
— Kasia! — zawołałam, rozpoznając w niej moją przyrodnią siostrę.
— Ja. Nie spodziewałaś się? Chodziłam po mieście i wypatrywałam cię. Wiedziałam, że kiedyś się spotkamy. Na parterze jest kilka kawiarni, usiądźmy.
— Dawno przyjechałaś?
— Dwa tygodnie temu. Tak się cieszę, że cię znalazłam — powiedziała Kasia szczerze.
Wybrałyśmy kawiarnię i usiadłyśmy przy stoliku. Przyglądałam się siostrze. Ostre, pomarańczowe włosy, rzęsy sklejone tuszem i sterczące jak igły. Na wąskich ustach szminka w kolorze włosów. Jej drobne rysy i kukiełkowy wyraz twarzy sprawiały, że wyglądała jak z kreskówki.
Kasia była ode mnie tylko cztery lata młodsza, powinna mieć koło dwudziestki, ale wyglądała na nastolatkę przez swoją chudość i styl ubierania. Miała krótką plisowaną spódniczkę, rajstopy w kolorze ciała, czarne skarpetki za kolana i białe tenisówki na grubej podeszwie. Rozpięta dżinsowa kurtka odsłaniała różowy top. Ubrana jak gimnazjalistka, a nie dwudziestolatka.
Zauważyłam, że ludzie się na nią oglądają.
— Świetnie wyglądasz — powiedziała Kasia.
W tym momencie podeszła kelnerka i zostawiła menu. Kasia natychmiast wbiła w nie wzrok. Zamówiła pizzę, ciastko i kawę. Ja wzięłam tylko kawę.
— Umieram z głodu. Tobie dobrze, możesz jeść, co chcesz, i tak nie utyjesz. A ja muszę ciągle być na diecie — westchnęła.
— Naprawdę? — uniosłam sceptycznie brew.
Zawsze pamiętałam Kasię jako chudzielca.
— Nie widziałaś mojej matki. Ważyła z tonę, nie mniej. Pewnie dlatego ojciec od niej uciekł. A ty masz dobrą genetykę. Mają tu może piwo?
— Zapytaj, ale ja nie będę, prowadzę — odparłam.
— Masz samochód? No proszę! Słuchaj, a u was w pracy nie szukają kogoś? Przyjechałam, a jeszcze nic nie znalazłam.
— To z czego żyjesz od dwóch tygodni?
— Oszukałam tatusia — zaśmiała się. — I tak by przepił. Jak ty uciekłaś, tak on zaczął pić, wyrzucili go z roboty. Łapał jakieś dorywcze zajęcia. Potem przyprowadził jakąś kucharkę, która wynosiła jedzenie ze stołówki. No to się wtedy odpowiednio rozkręcił.
Słuchałam i nie wierzyłam własnym uszom. Chociaż czemu się dziwić? Jej ojciec nigdy mi nie podszedł. Ale mama, kiedy go przyprowadziła, powiedziała, że po prostu go nie akceptuję. Razem z nim przyszła też Kasia. Ja byłam wtedy w jedenastej klasie, szykowałam się na studia.
Od początku nie dogadywałyśmy się. Kasia brała moje rzeczy bez pytania, brudziła je. Mama zawsze ją broniła.
— Ty masz dużo, nie bądź zachłanna, a Kasia nie miała matki.
Rozumiałam, że mama po prostu unikała konfliktów, ale i tak było mi przykro. A potem zimą u mamy wykryli raka. Cztery miesiące później jej nie było.
Ten pseudo-ojciec liczył, że po szkole pójdę do pracy, ale uciekłam do miasta wojewódzkiego. Jeszcze za życia mamy odkładałam pieniądze, które dawała mi na jedzenie czy kino. Dostałam się na studia, mieszkałam w akademiku, wieczorami pracowałam w KFC.
Po studiach dostałam pracę jako menedżerka, zaczęłam zarabiać normalnie. Oszczędzałam na wszystkim i po roku wzięłam kredyt na mieszkanie. Z Kubą byliśmy razem od razu, jak zaczęłam pracę. Pół roku temu pomógł mi kupić używane niemieckie auto.
— A ty jakie masz wykształcenie? — zapytałam, wracając do teraźniejszości.
— Wiku, co ty? Gdzie ja, a gdzie studia. Ledwo skończyłam szkołę, pracowałam w budce z kebabem. Ostatnio u ojca zaczęło się naprawdę pierdolić od alkoholu. Wyrzucili go z roboty. Myślisz, że bez powodu tu przywlokłam? Znalazł sobie taką samą pijaczkę, teraz raczą się razem. Nie wytrzymałam tam dłużej. I perspektyw też nie było.
Uśmiechnęłam się. No tak. Sprzedawczyni w budce nie ma przyszłości.
— To na jakie stanowisko byś chciała? — spytałam.
— Zrobiłabym dobrą sekretarkę. A twój szef młody?
— Nieszczególnie, i żonaty, i sekretarkę już ma.
— Szkoda. Tylko nie sprzątaczką, od razu mówię — oświadczyła Kasia, gdy kelnerka przyniosła pizzę.
— Jeśli potrzebujesz pieniędzy, to czy rozkładasz papiery, czy myjesz podłogi, czy to ważne? Ale się dowiem — obiecałam.
Nie zamierzałam pomagać jej dostać się do naszego biura. Wpuścić wilka do owczarni, jak to mówią.
— A w sprawach sercowych jak? — zagaiła Kasia. — Nie zamężna? Brak pierścionka.
— Nie. Ale mam chłopaka. Jesteśmy razem dwa lata, planujemy ślub.
Skłamałam. Tak, byliśmy razem dwa lata, ale nie mieszkaliśmy. Kuba często zostawał u mnie, ale miał chorą matkę i nie mógł jej zostawić na długo. Dlatego nie spieszył się z oświadczynami. Nie chciał, żebym musiała się nią opiekować.
Kasia skrzywiła się.
— Myślałam, że jesteś mądrzejsza. Jak facetKasia odwróciła się i wyszła, a ja poczułam, że w końcu zamknęłam za sobą ten rozdział życia na dobre.



